WOK/Rynek Zdrowia | 16-01-2019 05:53

Stać nas na to, żeby absolwenci zdrowia publicznego pracowali w supermarketach?

Rocznie mury 16 uczelni medycznych w Polsce opuszcza od 500 do 600 absolwentów zdrowia publicznego. Jednak wielu z nich pracę znajduje później nie w opiece zdrowotnej, ale na przykład w supermarketach. Czy kształcimy za dużo takich specjalistów, czy raczej nie potrafimy wykorzystać ich kwalifikacji? A może trzeba coś zmienić w systemie edukacji?

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

- Problem tkwi między innymi w tym, że pojęcie „zdrowie publiczne” bardzo wielu osobom w Polsce wciąż nie mówi nic albo prawie nic - odpowiada prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego (PTZP), kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie.

Dodaje, że brak świadomości, czym jest zdrowie publiczne, ma u nas dość powszechny charakter. Niestety, dotyczy to zarówno gremiów ustawodawczych, jak i instytucji, które później wdrażają do praktyki przepisy uchwalone przez parlament czy przyjęte przez rząd.

Co więcej, w opinii prof. Fala absolwenci zdrowia publicznego - zdobywający na studiach wiedzę między innymi z zakresu efektywności i jakości realizowania świadczeń, rozliczeń placówek medycznych z płatnikiem czy źródeł finansowania działalności medycznej - nie są przez wielu menedżerów szpitali i innych jednostek ochrony zdrowia kojarzeni z tego rodzaju umiejętnościami. Dlatego aplikując o pracę m.in. w placówkach ochrony zdrowia często odsyłani są kwitkiem.

Po pierwsze trzeba być blisko praktyki
- Od kilkunastu lat, czyli od kiedy zakładałem we Wrocławiu pierwszą w Polsce dużą katedrę zdrowia publicznego, trwają w naszym kraju rozmowy o tym, czym właściwie to zdrowie publiczne się zajmuje. A my, profesjonaliści, cierpliwie tłumaczyliśmy. Niestety, polegliśmy w tej batalii, między innymi dlatego, że wciąż specjaliści zdrowia publicznego postrzegani są jako ludzie bez konkretnego zawodu. Samo wyższe wykształcenie to dzisiaj dla wielu pracodawców za mało - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Andrzej Fal.

Zauważa, że na rynek pracy w sektorze zdrowotnym przebija się najbardziej zdeterminowana grupa pasjonatów - absolwentów zdrowia publicznego: - Akurat wielu absolwentów zdrowia publicznego z wrocławskiej uczelni (Uniwersytet Medyczny, a wcześniej Akademia Medyczna we Wrocławiu - red.) pracuje w zawodzie, nie tylko w szpitalach i innych placówkach, ale też w różnych instytucjach - informuje.

I wyjaśnia: - Myślę, że jest to efekt przestrzegania przez nas żelaznej zasady, że kontraktowymi wykładowcami byli m.in. doświadczeni dyrektorzy dużych szpitali. Zatrudniali oni najlepszych absolwentów, bo dobrze poznali ich możliwości i zakres wiedzy po ukończeniu tego kierunku. Wcześniej, na ostatnim roku studiów, zapraszali ich na praktyki w swoich szpitalach - podkreśla prezes PTZP.

Przyznaje, że w późniejszych latach taki właśnie, praktyczny model edukacji nie był szerzej wdrażany oraz koordynowany w skali całego kraju. - Bardzo liczyliśmy na to, że w ustawie o zdrowiu publicznym absolwenci zdrowia publicznego zostaną wskazani jako osoby najbardziej właściwe do realizacji szeregu zadań wynikających, między innymi, właśnie z tej ustawy. Niestety, takiego zapisu nie wprowadzono - mówi nam prof. Fal.

Dodaje, że obecnie, według różnych szacunków, mury 16 uczelni medycznych w Polsce rocznie opuszcza od 500 do 600 absolwentów kierunku zdrowie publiczne. - Pamiętajmy jednak, że ten kierunek prowadzi także sporo szkół zawodowych (niemedycznych - red.) posiadających status szkoły wyższej. Trudno dziś powiedzieć, ile osób w tych uczelniach kończy każdego roku zdrowie publiczne. Nie wiem, czy ktokolwiek dysponuje obecnie takimi statystykami - podsumowuje prof. Andrzej Fal.

Czytaj także: Dlaczego warto wprowadzić staż podyplomowy dla absolwentów zdrowia publicznego

Pracy nie powinno zabraknąć, ale...
Eksperci zwracają także uwagę, że absolwenci zdrowia publicznego, z racji programu tych studiów (choć ich poziom w poszczególnych ośrodkach jest bardzo zróżnicowany) mogą i powinni - w znacznie większym niż obecnie stopniu - współpracować ze środowiskiem medycznym m.in. w zakresie profilaktyki wielu chorób i czynników ich ryzyka.

- Ważne jest to, aby w ochronie zdrowia nie dochodziło do antagonizmów czy konkurencji pomiędzy profesjonalistami wykonującymi zawody medyczne a osobami z wykształceniem z zakresu zdrowia publicznego. Tym bardziej, że granica między końcem tzw. profilaktyki trzecio- czy czwartorzędowej a lecznictwem jest bardzo płynna - wskazywał Dariusz Poznański, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia podczas ubiegłorocznego IV Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego we Wrocławiu.

Z kolei prof. Andrzej Wojtczak, specjalista zdrowia publicznego, członek honorowy Europejskiego Towarzystwa Zarządzania Opieką Zdrowotną, zaznacza, że w polskim systemie bardzo brakuje osób, które zawodowo i skutecznie realizowałyby zadania związane m.in. z zapobieganiem wielu chorobom, gdyż lekarze, z różnych powodów, poświęcają swój czas przede wszystkim medycynie naprawczej.

- Edukacją zdrowotną oraz elementarnymi działaniami w zakresie profilaktyki czynników ryzyka poszczególnych chorób w wielu krajach, m.in. w Norwegii czy Wielkiej Brytanii, zajmują się w znacznej mierze lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Nasi lekarze POZ nie mają na to czasu - mówił podczas wrocławskiego kongresu prof. Andrzej Wojtczak.

Odnosząc się do tej wypowiedzi oraz często padających w podobnych dyskusjach opinii o przeciążeniu polskich lekarzy POZ innymi obowiązkami, dr Piotr Karniej z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu zwrócił uwagę, że do profesjonalnej aktywności dotyczącej edukacji i profilaktyki znakomicie są przygotowani właśnie absolwenci zdrowia publicznego.

Marnujemy potencjał armii wykształconych ludzi
- Mimo że nie jesteśmy lekarzami, mamy wiedzę i odpowiednie kompetencje. Dlaczego więc w Polsce nie docenia się roli osób potrafiących profesjonalnie zajmować się zdrowiem publicznym? Praktyka lekarza rodzinnego w naszym kraju składa się z lekarza, pielęgniarki i pracownika administracyjnego, a nie ma w tym zespole dietetyka oraz osoby zawodowo zajmującej się zdrowiem publicznym - wskazywał dr Karniej.

Prof. Andrzej Wojtczak przyznał, że jest to problem, o którym mówimy w Polsce od wielu lat. Podkreślał, że wykształciliśmy i nadal kształcimy zastępy absolwentów zdrowia publicznego - zarówno na poziomie licencjackim, jak i magisterskim - którzy pracę znajdują nie w szeroko rozumianym systemie opieki zdrowotnej, ale na przykład w supermarketach. - Marnujemy potencjał armii ludzi o wysokich kompetencjach - konkludował ekspert.

Czy jest więc szansa, żeby osoby po studiach w zakresie zdrowia publicznego wypełniły lukę w systemie ochrony zdrowia, m.in. w obszarze zapobiegania chorobom, edukacji i profilaktyki? - Do pewnego stopnia to już się dzieje, chociażby za sprawą niektórych nowych rozwiązań przyjętych w ustawie o podstawowej opiece zdrowotnej - odpowiadał Dariusz Poznański, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia.

Aby wykształcenie pozwalało zdobyć zawód i pracę
Dodał, że zgodnie z tymi przepisami praktyki POZ mają fakultatywną możliwość podejmowania współpracy ze specjalistami zdrowia publicznego.

- Przykładem innego obszaru, w którym te osoby mogą znaleźć zatrudnienie są tworzone obecnie - w ramach pilotażowego programu - środowiskowe centra zdrowia psychicznego (do końca roku powstanie ich 27 - przyp. red.), które mają na celu, między innymi, ułatwić dostęp do opieki psychiatrycznej, ale także prowadzić szerokie działania profilaktyczne oraz obejmujące współpracę międzysektorową na poziomie lokalnym. Osoby z wykształceniem w zakresie zdrowia publicznego są wymieniane w rozporządzeniu dotyczącym pilotażu zmian w organizacji opieki psychiatrycznej - przypominał Dariusz Poznański.

Podobnie jak prof. Andrzej Fal, również dyr. Poznański zwraca uwagę, że w obecnym stanie prawnym zdrowie publiczne jest wykształceniem, a nie zawodem medycznym.

- Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny opracował sektorowe, rynkowe ramy kwalifikacji dla absolwentów zdrowia publicznego. Jeżeli dany absolwent osiągnie określony przez NIZP-PZH poziom kompetencji, stanie się to podstawą do podejmowania dalszych działań formalnie wprowadzających te osoby do systemu opieki zdrowotnej - podsumował dyrektor Dariusz Poznański.