Spuśćmy pacjentów z metadonowej smyczy

Autor: Piotr Jabłoński/ Rynek Zdrowia • • 03 kwietnia 2014 17:16

W Polsce nie są realizowane zapisy Krajowego Programu Przeciwdziałania Narkomanii w zakresie dostępności do leczenia substytucyjnego pacjentów uzależnionych od opioidów - uważa dr Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, proponując rozwiązania, które pomogą zwiększyć dostępność do takiej formy terapii.

W wielu województwach sytuacja pod względem dostępu do leczenia substytucyjnego jest dramatycznie zła. W dwóch województwach takie pojęcie w ogóle nie funkcjonuje.

Jedną z podstawowych barier w leczeniu substytucyjnym pacjentów uzależnionych od opioidów, heroiny, morfiny i innych substancji jest narkofobia, prezentowana przez urzędników, często lekarzy, ale również i część pacjentów. Narkomania wciąż przez niektóre środowiska jest postrzegana poprzez pryzmat prawa, moralności czy patologii społecznej, a nie chronicznej choroby zawierającej w sobie komponenty biologiczne i psychospołeczne.

Po drugie, w Polsce jedyną formą dostępności do leczenia substytucyjnego są programy zatwierdzane przez marszałków województw, na podstawie opinii dyrektora Krajowego Biura ds.Przeciwdziałania Narkomanii. Wymagania stawiane zarówno podmiotom pragnącym realizować takie formy terapii, jak i kryteria dotyczące włączenia pacjentów do programu i utrzymania się w nim są bardzo wysokie.

W programach tych wykorzystywane jest głównie leczenie metadonem, który ze wszystkich leków stosowanych obecnie w substytucji jest najbardziej niebezpieczny. Może powodować przedawkowanie i zgony, wymaga więc bardzo dużego nadzoru. Inne dostępne w Polsce leki są wielokrotnie droższe, stąd ich stosowanie jest znikome.

Wreszcie, nie można rozszerzyć dostępności do leczenia substytucyjnego inaczej, jak tylko poprzez zwiększenie ilości podmiotów, które zarejestrują realizację programów.

Dlatego proponujemy pod rozwagę kilka rozwiązań, które pozwolą odejść od archaicznego myślenia o problemie leczenia substytucyjnego.

Niegdyś w centrum uwagi był nadzór nad substancją, a pacjent znajdował się na drugim planie. Obecnie trzeba przenieść ciężar uwagi na wymagającego pomocy pacjenta.

Przestańmy się bać tego myślenia. Oczywiście zdarzają się patologie związane z wypływem metadonu na czarny rynek, na którym jest on przedmiotem handlu. Ale jest to niewielki promil zdarzeń.

Powinniśmy wprowadzić możliwość zminimalizowania wysokoprogowych kryteriów dostępu do programu leczenia tak, by psychiatrzy i inni specjaliści byli uprawnieni do prowadzenia terapii substytucyjnej.

Pamiętajmy, że narkomania nie jest już wyłączną domeną dużych ośrodków miejskich. Problem występuje w miastach średniej i małej wielkości, gdzie jest zerowy dostęp do leczenia substytucyjnego. Tylko poprzez rozszerzenie katalogu lekarzy, którzy byliby uprawnieni do prowadzenia terapii, a więc również do przepisywania leków, jest możliwość zwiększenia dostępności i w konsekwencji poprawy stanu zdrowia tych osób.

Należy też pomyśleć o zastosowaniu w terapii nowych leków substytucyjnych, które są droższe, ale ich stosowanie ogranicza do minimum niebezpieczeństwo przedawkowania i zgonu z powodu przedawkowania. W tej sytuacji system odnotuje oszczędności na innych procedurach.

Obecnie pacjent znajduje się na tzw. smyczy metadonowej. Każdego dnia musi się pojawić w placówce po porcję leku. Biorąc pod uwagę, że naszym celem jest powrót tych ludzi do normalnego funkcjonowania społecznego i generalna poprawa jakości ich życia, smycz metadonowa skutecznie to utrudnia. Chorzy nie są w stanie w pełni pracować i włączyć się do życia społecznego. Nawet jeśli niektórym się to udaje, jest okupione dużymi stratami.

Badania pokazują, że w ciągu ostatnich kilku lat grupa osób uzależnionych od opioidów zmniejszyła się w Polsce z około 30-25 do 19-15 tysięcy. Jednak tego "sukcesu" nie zawdzięczamy tylko poprawie dostępności do leczenia i skutecznej terapii oraz do programów redukcji szkód.

Problem dotyczy w znacznej części ludzi 50. i 60. letnich, często schorowanych, będących w złym stanie somatycznym, żyjących niejednokrotnie z współwystępującymi powikłaniami psychiatrycznymi. Osoby te najczęściej  nie mają dostępu do leczenia substytucyjnego i wiele z nich umiera. Można więc powiedzieć, że o malejących statystykach w znacznym stopniu decyduje demografia i procesy biologiczne, a nie jakość i dostępność do skutecznych form terapii.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum