WOK/Rynek Zdrowia | 06-10-2020 06:00

Specjaliści: COVID-19 nie jest jedyną chorobą zakaźną, z którą musimy skutecznie walczyć

We wtorek (6 października) resort zdrowia ma ogłosić decyzję dotyczącą sposobu poszerzania puli łóżek dla pacjentów z koronawirusem. - Jeśli nie zmienią się zasady testowania i kierowania na oddziały szpitalne, samo zwiększenie liczby covidowych miejsc nie uchroni nas przed poważnymi problemami, np. w systemie leczenia innych chorób zakaźnych - przestrzegają eksperci.

COVID-19 nie może przerwać leczenia innych chorób zakaźnych; FOT. Shutterstock

Od kilku dni coraz częściej napływają sygnały, że w kolejnych szpitalach brakuje łóżek dla osób zakażonych koronawirusem. W związku ze wzrostem liczby zachorowań w Małopolsce władze województwa podjęły decyzję o przygotowaniu 150 nowych miejsc w placówkach w tym regionie.

Resort przedstawi nowe rozwiązania
W poniedziałek (5 października) rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz przyznał na konferencji prasowej, że „mogą występować takie dobowe sytuacje, że łóżek w danych szpitalach zabraknie”. - Po to jest koordynacja w opiece nad pacjentem (z COVID-19 - red.), aby pacjent nie trafiał do szpitala, w którym brakuje łóżek, tylko był przewożony do innej placówki - powiedział rzecznik MZ .

Podkreślił, że respiratorów dla pacjentów covidowych jest wystarczająca ilość - ponad 830, a wykorzystanych jest obecnie 219 (stan na 5 października).

Andrusiewicz zapowiedział, że we wtorek (6 października) minister zdrowia Adam Niedzielski poinformuje o wypracowanych podczas poniedziałkowego spotkania sztabu kryzysowego rozwiązaniach w zakresie: zwiększenia bazy łóżkowej, koordynacji opieki nad pacjentami z COVID-19 w poszczególnych województwach, oraz dedykowania konkretnego personelu do opieki nad pacjentami.

Liczba nowych miejsc szybko topnieje
W rozmowie z Rynkiem Zdrowia Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego (ZSPWŚ) i dyrektor Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu zaznacza, że wojewoda nałożył na tę placówkę (szpital drugiego stopnia zabezpieczenia covidowego) - obowiązek powiększenia z 11 do 35 liczby łóżek, w tym przygotowania dwóch stanowisk z respiratorem, dla pełnoobjawowych pacjentów z dodatnim wynikiem testu na SARS-CoV-2

Taką decyzję bytomski szpital otrzymał w piątek (2 października). - Udało nam się szybko spełnić ten warunek. Już od soboty zaczęły do nas przyjeżdżać karetki z zakażonymi pacjentami w woj. małopolskiego, między innymi z Nowego Targu i Zakopanego. Skutek jest taki, że na dziś ze wspomnianych 35 miejsc covidowych wolnych mamy już tylko 7 - informuje nas dyrektor Perchaluk.

Dodaje: - Z kolei nasz oddział w Chorzowie, wskutek zakażeń koronawirusem wśród personelu, praktycznie nie funkcjonuje. Tak więc obecnie w całej 4-milionowej górnośląskiej aglomeracji dla chorych z COVID-19 pozostał nasz bytomski oddział zakaźny oraz jednoimienny Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Tychach.

Sytuacje staje się coraz bardziej dynamiczna
Prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego zaznacza, że sytuacja związana ze zwiększającą się liczbą przypadków zakażeń koronawirusem jest coraz bardziej dynamiczna, co jest już związane z nakładającym się na epidemię SARS-CoV-2 sezonem grypowym.

- W związku z koniecznością przyjmowania na oddział zakaźny przede wszystkim pacjentów zakażonych koronawirusem nie leczymy tam pacjentów cierpiących na wiele innych groźnych chorób zakaźnych, takich jak, między innymi wirusowe zapalenie wątroby typu C, choroby weneryczne czy borelioza - zwraca uwagę Władysław Perchaluk.

Wskazuje jednocześnie, że samo zwiększenie liczby covidowych łóżek, a także stanowisk z respiratorami nie rozwiązuje jeszcze wszystkich problemów. - Do obsługi tych urządzeń są bowiem jeszcze potrzebni anestezjolodzy i pielęgniarki anestezjologiczne, których brakuje w polskich szpitalach - dodaje.

Testujmy personel medyczny...
- Każdego dnia do oddziałów zakaźnych w całej Polsce zgłasza się kilkanaście tysięcy pacjentów z podejrzeniem COVID-19. W sezonie grypowym spodziewamy dodatkowych ok. 30 tysięcy chorych, łącznie będzie to więc już codziennie około 50 tys. osób z podejrzeniem koronawirusa - przestrzegał podczas sierpniowej debaty Rynku Zdrowia dr hab. Jerzy Jaroszewicz, przewodniczący Oddziału Śląskiego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Podkreślał, że to liczba, która przekroczy możliwości zbadania wszystkich wymagających tego pacjentów, o ile nie zostaną wprowadzone poważne zmiany w systemie walki z epidemią koronawirusa. Dr hab. Jerzy Jaroszewicz zauważył, że trzeba dokładnie określić jednolite w całym kraju zasady regularnego, przesiewowego testowania w kierunku COVID-19 pracowników ochrony zdrowia.

- To bardzo ważne, aby resort zdrowia opracował procedury wskazujące, jakie grupy pracowników medycznych, w jakich okolicznościach, z jaką częstotliwością należy objąć takim przesiewem - tłumaczył przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

- Niestety, takiego systemu testowania pracowników medycznych nadal się nie doczekaliśmy. To grozi wyłączeniem kolejnych oddziałów szpitalnych w związku z potencjalnymi zakażeniami personelu - zaznacza w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dyrektor Perchaluk.

... i osoby z grup ryzyka
W jego opinii, aby uniknąć zbędnych hospitalizacji oraz oblężenia lecznic, niezbędne jest też przesiewowe testowanie osób bezobjawowych typowanych statystycznie do takich badań spośród różnych grup ryzyka.

O potrzebie wdrożenia systemu powszechnego testowania (nie tylko celowanego - dotyczącego osób z objawami zakażenia SARS-CoV-2) mówi też gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego: - Samo testowanie nie zatrzymuje rozprzestrzeniania się wirusa. Jednak trzeba przyznać, że przyjęta w Polsce strategia celowanego testowania wynika z ograniczonych zasobów diagnostycznych - powiedział w rozmowie z PAP.

- Na pewno liczba testów poprawia szansę szybkiego wygaszenia epidemii, zwłaszcza jeśli masowo prowadzone testowanie zostałoby wsparte narzędziami analizy grup ryzyka wysokiej transmisji wirusa. Obie okoliczności znajdują się w zasięgu naszych dzisiejszych możliwości, a ich skojarzone użycie może stanowić cenną kompensatę ograniczonej liczby testów - uważa dyrektor WIM.

A może sięgnijmy po model włoski?
Polscy eksperci uczestniczący w kwietniowej misji w Lombardii zwracają uwagę, że - po serii tragicznych w skutkach błędów, jakie popełniono tam na początku pandemii - Włosi wprowadzili zmiany, pozwalające zapanować nad początkowym chaosem organizacyjnym w opiece nad pacjentami z COVID-19.

- W Lombardii stworzona została sieć oddziałów intensywnej terapii, na które trafiają zakażone osoby, a leczeniem COVID-19 zajmują się już wszystkie szpitale w regionie - relacjonował płk dr Robert Ryczek, szef Oddziału Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego i Oddziału Intensywnej Kardiologii Interwencyjnej WIM, który był jednym z uczestników misji w północnych Włoszech.

- Wdrożono podział zakresów opieki specjalistycznej pomiędzy poszczególnymi szpitalami. Pacjenci nie wymagający hospitalizacji pozostają w domach, a opiekę nad nimi przejęli lekarze rodzinni - wyliczał dr Ryczek podczas kwietniowego webinarium pt. „Doświadczenia z Lombardii w leczeniu COVID-19”.

Sieć oddziałów intensywnej terapii w Lombardii („COVID-190 Lombardy ICU Network”) w szczytowym okresie pandemii obejmowała 720 łóżek w 74 szpitalach. Główne cele tej sieci to: koordynacja pracy OIT-ów w regionie, zwiększanie „przepustowości” tych oddziałów oraz zapobieganie dalszemu rozprzestrzenianiu się zakażeń wirusem SARS-CoV-2.

Być może warto rozważyć wdrożenie w Polsce niektórych elementów takiego modelu walki z pandemią.

To już ostatni dzwonek
Zdaniem specjalisty chorób zakaźnych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dr. hab. n. med. Ernesta Kuchara zwiększenie bazy covidowych łóżek w Polsce to "ruch na ostatni dzwonek".

- Już od kilku dni już brakowało miejsc w szpitalach zakaźnych, potrzebna więc była pilna reakcja. Tak naprawdę prawie każde łóżko na oddziałach ogólnointernistycznych czy ogólnopediatrycznych można przekształcić w izolatkę. Jesteśmy w sytuacji pandemii, to sytuacja nadzwyczajna - wskazał w rozmowie z PAP Ernest Kuchar.

5 października wiceminister zdrowia Waldemar Kraska w rozmowie w Programie I Polskiego Radia zwrócił uwagę, że obserwowana na jesieni fala zakażeń COVID-19 jest zupełnie inna od wiosennej. Poinformował przy tym, że strategia walki z koronawirusem jest modyfikowana.

- Będziemy zwiększać pulę łóżek dedykowanych pacjentom z COVID-19, ale także dla pacjentów wymagających intensywnej opieki - wskazał Kraska. Przekazał też, że resort zdrowia chce wesprzeć lekarzy pierwszego poziomu.

- Aby oni doskonale wiedzieli, gdzie pacjent z takimi objawami powinien być skierowany, gdzie może być leczony, gdzie czeka dla niego łóżko. Myślę, że ta logistyka na poziomie poszczególnych województw będzie zdecydowanie sprawniejsza - podsumował wiceminister zdrowia.