Sośnierz o korekcie modelu zwalczania epidemii: nie izolujmy społeczeństwa, lecz aktywnie poszukujmy zakażonych

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 06 maja 2020 22:49

Kiedy formułowałem swój plan walki z koronawirusem nie było doświadczeń ukazujących co przynosi takie działanie, dzisiaj już można je dostrzec i porównać  - uważa Andrzej Sośnierz i  przedstawia do kamery trzy modele krzywych obrazujących efekty tłumienia epidemii w różnych krajach. - Wniosek jest taki, że chyba wybraliśmy najgorszy model, przynoszący straty gospodarcze - ocenia.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia Andrzej Sośnierz, poseł Porozumienia, były prezes NFZ odnosi się do tzw. planu Sośnierza zestawiając go z efektami i metodami walki z epidemią przyjętymi w Polsce i innych krajach.

Jego plan zakładał doprowadzenie do takiego stanu epidemii, w którym możliwe byłoby jej kontrolowanie i utrzymanie na tak niskim poziomie byśmy mogli normalnie się poruszać i wrócić do pracy. Cel tego programu - ujęty hasłowo - brzmiał "uwolnić naród, uwięzić koronawirusa". Taki efekt, zdaniem Andrzeja Sośnierza, jest możliwy do uzyskania m.in. pod warunkiem szybkiego odnajdywania zakażonych i osób z kontaktu, co pozwalałoby na ich izolację, zamiast zalecania wszystkim Polakom pozostawania w domach.

- Teraz już można powiedzieć z całą pewnością, że to jest program, który byłby skuteczny - uważa Andrzej Sośnierz. Na poparcie tej tezy przedstawia 3 modele rozwoju epidemii oparte o doświadczenia innych krajów.

Pierwszy model dotyczy Korei Południowej, Australii, Islandii, które - jak ocenia Sośnierz - podjęły taką aktywną walkę z koronawirusem, jaką proponował w swoim planie: - W czasie 30-40 dni te kraje doprowadziły do takiego spadku zakażeń, że odnotowuje się tam kilka przypadków dziennie.

Drugi model dotyczy takich krajów jak Niemcy, Hiszpania, Włochy. - Tam krzywa zakażeń poszła tak samo do góry jak np. w Korei, potem te kraje nie przystąpiły do aktywnego tłumienia epidemii i dlatego ona jeszcze tam trwa.

Trzeci model, jak wynika z obserwacji Andrzeja Sośnierza - to ten wspólny dla Szwecji, Polski i Węgier: - Nasza krzywa jest podobna do szwedzkiej, a Szwedzi nawet nie zatrzymali gospodarki - zaznacza nasz rozmowca, sugerując, że polskie rozwiązania związane z szeroką izolacją, zakazem kontaktów przyniosły podobny skutek jak w Szwecji, gdzie na kontakty społeczne zezwalano.

- To porównanie pokazuje, że jedyna postawa, która pozwala zwalczyć wirusa oraz przynosi najmniejsze straty, to taka, gdy w ciągu 30-40 dni opanowujemy epidemię i uwalniamy gospodarkę. Wniosek jest taki, że chyba wybraliśmy najgorszy model, przynoszący straty gospodarcze, choć nie tylko Polska, bo na taką ścieżkę weszły i inne kraje europejskie - ocenia autor planu Sośnierza.

Dodaje, że najszybszy, 30-40 dniowy model stłumienia epidemii do niskiego poziomu ma szansę być realizowany pod warunkiem dokładnej identyfikacji zakażonych, których dzisiaj - według ocen Sośnierza - jest co najmniej 70 tysięcy.

- Gdy nie wiemy kto jest zakażony, wtedy cały naród się chowa przed (nielicznymi - red.) osobami, które chodzą między nami. Dlatego powinniśmy nauczyć się identyfikować zakażonego i potencjalnie zakażonych z jego kontaktu - uważa poseł Porozumienia, dodając, że do tego celu w krajach które odniosły sukces służyła telefonia komórkowa. - Dwa telefony blisko siebie oznaczały kontakt, ale to nie oznacza, że wszystkich się inwigiluje - przekonuje.

Dokładna identyfikacja zakażonych i osób z kontaktów oraz przeprowadzanie testów wszystkim tym osobom pozwoli zadaniem Sośnierza wskazać naprawdę chorych i to ich izolować oraz maksymalnie na okres 10 dni osoby niezarażone, zamiast ograniczać kontakty społeczne i aktywność gospodarczą wielomilionowego narodu.

Andrzej Sośnierz przyznaje że jest zwolennikiem powszechnego testowania pracowników ochrony zdrowa, czyli "żołnierzy mających kontakt z chorymi, których państwo powinno wyposażyć, tak żeby ich ochronić, bo są nam potrzebni". 

Uważa też, że już wcześniej należało osiągnąć wydolność testowania na poziomie 80 tysięcy testów genetycznych dziennie, co byłoby właściwe i celowe. - Osiągnięcie takiej wydolności jest możliwe - przekonuje, zaznaczając, że aktualnie Ministerstwo Zdrowia deklaruje możliwość wykonywania maksymalnie ok. 20-25 tysięcy testów dziennie w ok. 90 laboratoriach. Jak dodaje, prawdopodobnie chodzi o to, że mamy tam  urządzenia starsze, mało wydajne. - Już dawno trzeba było kupić nowsze w lutym i ruszać od marca z testami, ale tego nie zrobiliśmy - mówi.

Zdaniem Sośnierza kilka państw realizuje de facto model zwalczania epidemii, który zaproponował. - Nie jesteśmy bogatym krajem i nie ma na co czekać. Jeśli szybciej można uruchomić życie gospodarcze i życie codzienne, to trzeba wykorzystać - przekonuje. Jak dowodzi, teraz już wiemy - opierając się na doświadczeniach innych krajów - jaki model jest najbardziej efektywny. - To, że w Europie Zachodniej się pogubili, to nie jest dla nas żadne wytłumaczenie - podsumowuje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum