Senacka komisja zdrowia przeciwko rządowemu projektowi ustawy o in vitro

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 02 lipca 2015 14:53

Senacka komisja zdrowia opowiedziała się w czwartek (2 lipca) za odrzuceniem w całości ustawy o leczeniu niepłodności, którą uchwalił Sejm. Decyzję senatorów skomentowała premier Ewa Kopacz. Stwierdziała, że ma nadzieję, iż losy tego projektu rozstrzygną się na sali plenarnej.

Senacka komisja zdrowia przeciwko rządowemu projektowi ustawy o in vitro
Fot. Archiwum RZ

W trakcie posiedzenia nieobecnych było dwóch senatorów PO, a od głosu wstrzymała się kolejna - Helena Hatka, która zapowiedziała zgłoszenie szeregu poprawek.

Na posiedzeniu komisji za odrzuceniem ustawy opowiedziało się pięciu senatorów, trzech było temu przeciwnych, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Po posiedzeniu Hatka tłumaczyła, że zamierza zgłosić szereg poprawek, które - w jej ocenie - sprawią, że ustawa będzie zgodna m.in. z konstytucją, "dużo lepsza" i że będzie "traktowała w sposób podmiotowy dziecko". Pytana, czy swoje propozycje konsultowała z klubem PO, uchyliła się od odpowiedzi. Powiedziała jedynie, że trwają rozmowy na ten temat z innymi senatorami PO i ma nadzieję, że poprze je większość z nich.

Przewodniczący komisji Rafał Muchacki (PO) powiedział PAP, że na posiedzeniu nie było dwóch senatorów Platformy - Leszka Piechoty i Ryszarda Góreckiego. Dodał, że, choć żaden z nich swojej nieobecności nie usprawiedliwiał, nie będzie wyciągał wobec nich konsekwencji. - To jest obowiązkiem senatora. Jeżeli będzie miał sensowne usprawiedliwienie, to albo je uwzględnię, albo nie - powiedział.

Muchacki ocenił, że tak naprawdę sprawa jest bez znaczenia, bo teraz na plenarnym posiedzeniu Senatu będą podejmowane decyzje o kształcie ustawy o in vitro.

Wśród propozycji zmian, które wymieniła Hatka, są m.in. ograniczanie prawa do korzystania z in vitro wyłącznie do małżeństw, ograniczenie liczby zapładnianych oocytów do dwóch (w ustawie - do sześciu) i możliwość ich mrożenia jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Dodała, że będzie proponować również wprowadzenie zapisu o rozdzieleniu klinik przeprowadzających procedurę in vitro od placówek stosujących inne metody leczenia niepłodności. Jak argumentowała, w placówkach prowadzących oba typy działalności może pojawić się pokusa zbyt pochopnego stosowania zapłodnienia pozaustrojowego.

Zaznaczyła, że według specjalistów procedura in vitro jest "protezą, która powinna być stosowana w ostateczności, w sytuacji, kiedy inne metody leczenia niepłodności nie przynoszą efektów".

Hatka chce też zmiany definicji zarodka. Miałaby ona stanowić, że jest to "organizm ludzki na najwcześniejszym stadium rozwoju biologicznego". W myśl definicji ustawowej zarodek to "grupa komórek powstała wskutek pozaustrojowego połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej, od zakończenia procesu zlewania się jąder komórek rozrodczych (kariogamia) do chwili zagnieżdżenia się w śluzówce macicy".

Na posiedzeniu komisji wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki powiedział, że szanuje fakt, że dla części społeczeństwa obecna definicja jest niewystarczająca, ale - jak ocenił - jest ona "precyzyjna i funkcjonalna na potrzeby tej ustawy".

W rozmowie z dziennikarzami Hatka oceniła, że ustawa uchwalona przez Sejm daje możliwość surogacji. Na wcześniejszych etapach prac resort zdrowia temu zaprzeczał, wskazując, że przewiduje ona sankcje karne (od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności) za nabycie lub zbycie zarodka, pośredniczenie w tym procederze lub zastosowanie zarodka uzyskanego wbrew przepisom ustawy.

Po posiedzeniu komisji Radziewicz-Winnicki powiedział, że byłby zaskoczony, gdyby poprawki, o których mówiła Hatka, zostały zgłoszone na plenarnym posiedzeniu Senatu. "Raczej nie spodziewam się tego. Myślę, że gdyby pani senator zechciała zaproponować nam te poprawki, zrobiłaby to znacznie wcześniej, przecież jesteśmy w ciągłym kontakcie w tej kwestii" - dodał.

Wiceminister ocenił, że biorąc pod uwagę rozwiązania w innych krajach, ustawa uchwalona przez Sejm jest projektem bardzo restrykcyjnym. - Ograniczanie czy wprowadzanie tego typu zmian raczej spowoduje uniemożliwienie Polakom skutecznego leczenia się na niepłodność, a chyba to nie jest niczyim celem - powiedział.

Odnosząc się do słów senator Hatki, która przekonywała, że lepsze rozwiązania dotyczące in vitro funkcjonują np. w Niemczech, Radziewicz-Winnicki ocenił, że rozwiązania przyjęte za Odrą są "raczej dysfunkcjonalne niż modelowe".

- W rozwiązaniu niemieckim mamy do czynienia z koniecznością przeniesienia wszystkich utworzonych zarodków jednocześnie do organizmu kobiety, co skutkuje powikłaniami pod postacią ciąż mnogich, więcej dzieci rodzi się przedwcześnie, więcej dzieci obumiera, a czasami nawet zachodzi konieczność abortowania jednego z tych płodów dla utrzymania ciąży - powiedział.

Sejm uchwalił ustawę o leczeniu niepłodności, regulującą również stosowanie procedury in vitro, w zeszłym tygodniu. Daje ona prawo do korzystania z niej małżeństwom i osobom we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy.

Ustawa zezwala na dawstwo zarodków, zabrania zaś ich tworzenia w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. Zakazuje też niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - grozić będzie za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Dotychczas w efekcie rządowego programu in vitro utworzono 45,8 tys. zarodków. Do organizmów kobiet przeniesiono 23 tys. z nich, 22,8 tys. poddano kriokonserwacji. Uzyskano 6,9 tys. ciąż pojedynczych i 478 wielopłodowych; urodziło się 2287 dzieci (ostatnia liczba dotyczy urodzeń zgłoszonych przez kobiety uczestniczące w programie).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum