PAP/Rynek Zdrowia | 14-02-2020 10:25

Sejm: posłowie za dalszymi pracami nad zwiększeniem finansowania ochrony zdrowia

Posłowie opowiedzieli się za dalszymi pracami nad obywatelskim projektem noweli zwiększającej nakłady na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB. Opozycja mówiła o systemie dwóch prędkości w opiece zdrowotnej i o tym, że lekarze widzą podwyżki tylko wtedy, gdy podnoszona jest płaca minimalna.

Fot. Archiwum

W Sejmie w czwartek (13 lutego) odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. To projekt, który przeleżał w "legislacyjnej zamrażarce". Trafił do Sejmu 5 grudnia 2017 r. Zakłada, że nakłady na ochronę zdrowia w 2021 r. stanowić będą nie mniej niż 6,8 proc. PKB z roku poprzedniego, a w 2020 r. powinny wynieść nie mniej niż 6,2 proc. PKB.

- Ten projekt przeleżał w lodówce od głodówki. Już pewnie umarł z głodu, bo ten projekt powstał na głodówce w 2017 r. Zebraliśmy 150 tys. podpisów w dwa tygodnie - przypomniał genezę projektu przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Tomasz Dydek.

Zauważył, że rząd nie mówi faktycznie o opiece nad pacjentem, ale o metodologii przeliczenia i o tym, jaki ma być wzrost nakładów na ochronę zdrowia. Zaznaczył, że państwo, by zapewnić godny poziom ochrony zdrowia, musi przeznaczać na nią co najmniej 6,8 proc. PKB. Przy czym - jak zaznaczył - średnia w UE wynosi powyżej 10 proc. PKB.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski zaznaczył, że gdyby parlament przyjął tę ustawę, to konieczne by było znalezienie już w w 2020 r. prawie 30 mld zł. Prosił, by posłowie wskazali źródła finansowania tych zmian. Pokreślił, że w ciągu dwóch lat środki przeznaczane na zdrowie wzrosły o 23 proc., a tzw. ustawa 6 proc. przybliża nas do wzrostu finansowania służby zdrowia.

- Potrzebny jest wzrost nakładów. Nie będę z tym polemizował - stwierdził.

Dybek wyliczał z kolei, że o złej sytuacji w służbie świadczy chociażby to, że w ciągu dwóch ostatnich lat 350 oddziałów szpitalnych zostało zamkniętych.

- Mógłbym państwu przekazywać też, jak wygląda dostęp do specjalistów - psychologa, logopedy, fizjoterapeuty, ale nie o to chodzi - stwierdził.

Zaznaczył, że konieczne jest to, aby zapewnić odpowiednie środki dla służby zdrowia, aby mogła zapewniać świadczenia na odpowiednim poziomie.

Opozycja również wskazywała na ogromne niedofinansowanie i brak kadr medycznych.

- Kiedy do was dotrze, że ludzie nie będą pracować za grosze? Podwyżki medycy widzą wtedy, gdy podnoszona jest pensja minimalna - powiedziała Marcelina Zawisza (Lewica). Z kolei Marek Hok (KO) posłużył się statystykami. Wskazał, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 2,4 lekarzy, w Austrii ponad 5 lekarzy.

Wnioskodawca mówił też o tym, że - wbrew temu, co twierdzi rząd - kolejki do specjalistów, poza zaćmą i endoprotezami, wcale się nie skróciły i trzeba czekać po 6-7 miesięcy. Brakuje ich też na oddziałach.

- Co to za rehabilitacja po urazie po 2-3 miesiącach? - pytał Dybek. Stwierdził, że i tak trzeba odbyć prywatną wizytę.

Opozycja wskazywała na to, że od dłuższego czasu mamy do czynienia z opieką zdrowotną dwóch prędkości - prywatną i publiczną.

- Tworzy się swego rodzaju opieka zdrowotna dwóch prędkości - dla tych, którzy mają pieniądze i tych, którzy korzystają z ubezpieczenia powszechnego i leczenia z NFZ - powiedział Dariusz Klimczak (PSL-Kukiz'15). Dodatkowo problemem opiece zdrowotnej jest to, że finanse ograniczają dostęp pacjentów do nowoczesnych metod leczenia.

Dodatkowo Dybek wskazywał na problem, że fizjoterapeuci i diagności muszą płacić z własnych pieniędzy za specjalizację. Jest to koszt 20-30 tys. Mówił też o narracji rządu, która jest "propagandą sukcesu". Odrzucała ten zarzut Violetta Borowska (PIS), mówiąc, że działania rządu to "niespotykany wzrost nakładów na ochronę zdrowia i nie jest to żadna propaganda".

Wskazała, że w latach 2015-2019 nakłady na służbę zdrowia wzrosły o 25 mld zł.

- Na ten rok zaplanowano wzrost finansowania ochrony zdrowia o 8,5 mld zł - powiedziała. Dodała, że naprawa systemu już się odbywa dzięki zwiększaniu nakładów i racjonalizacji wydatków.

Z koncepcji zwiększania nakładów w służbie zdrowia wyłamała się Konfederacja, wskazując, że jest to jedyny pomysł strony rządowej i opozycji na poprawę sytuacji w służbie zdrowia - "dosypać więcej pieniędzy".

- Jest to filozofia, która mówi o tym, że to pieniądze sprawią, że zacznie ona lepiej działać. To nie jest rozwiązanie, bo system od początku jest źle skonstruowany - wskazał na błędy systemu zdrowia Krystian Kamiński (Konfederacja). Jego zdaniem jest on zbiurokratyzowany i scentralizowany. Podsunął też gotowe rozwiązanie na uzdrowienie tej sytuacji.

- Trzeba doprowadzić do gruntownej reformy. Na wzór norweski proponujemy zagospodarować zyski z wydobycia dóbr naturalnych, w szczególności z rudy miedzi i srebra, aby zbudować stabilne zabezpieczenia dla zaciągniętych przez państwo zobowiązań zdrowotnych - stwierdził.

Projekt przyjmuje zasadę, że środki finansowe (dotacja z budżetu do NFZ), odpowiadające wzrostowi nakładów na opiekę zdrowotną na dany rok w porównaniu z rokiem poprzednim, w pierwszej kolejności przeznaczane byłyby na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej określonych na każdy rok w rozporządzeniu ministra zdrowia.

Skutki tej regulacji, według wnioskodawcy, mają kilka wymiarów: społeczny (poprawa jakości opieki, zmniejszenie odpływu kadr, zwiększenie dostępności do świadczeń), gospodarczy (poprawa rentowności leczniczej, podniesienie zarobków, zwiększenie zatrudnienia w sektorze medycznym) czy finansowy (zasilenie NFZ dotacją z budżetu).