Sanatoria czeka reforma. "Doprowadzi do likwidacji ponad 60 proc. łóżek uzdrowiskowych"

Autor: Monika Chruścińska- Dragan • Źródło: Rynek Zdrowia04 października 2022 19:30

Reforma, którą proponuje Ministerstwo Zdrowia, to zdaniem  Waldemara Krupy, prezesa Izby Gospodarczej „Uzdrowiska Polskie”, zamach na leczenie uzdrowiskowe. - Doprowadzi do likwidacji przynajmniej 60 procent istniejących obecnie łóżek uzdrowiskowych - przestrzega.

Sanatoria czeka reforma. "Doprowadzi do likwidacji ponad 60 proc. łóżek uzdrowiskowych"
Leczenie uzdrowiskowe czeka rewolucja. Projekt reformy ma zostać zaprezentowany jeszcze w październiku 2022 r. Fot. Marcin Bielecki/PAP
  • Leczenie uzdrowiskowe czeka rewolucja. Minister Adam Niedzielski zapowiedział, że projekt reformy ujrzy światło dzienne jeszcze w październiku br., a wdrożony zostanie w 2024 roku
  • Świadczeniodawcy już teraz mają szereg uwag do propozycji resortu, a także do sposobu opracowywania ich założeń  
  • - Ministerstwo Zdrowia nie prowadzi dialogu ze środowiskiem uzdrowiskowym. O wielu sprawach dowiadujemy się dopiero z konferencji - ubolewa Barbara Sobucka, przewodnicząca Zarządu Krajowego Związku Zawodowego "Uzdrowisk Polskich"
  • Zdaniem Waldemara Krupy, prezesa Izby "Uzdrowiska Polskie", reforma doprowadzi do likwidacji przynajmniej 60 proc. istniejących łóżek uzdrowiskowych. - Na świadczeniodawców spadnie także ciężar prowadzenia korespondencji z pacjentami - przestrzegał podczas zwołanej specjalnie konferencji dotyczącej planowanej reformy

Rewolucja w uzdrowiskach. Więcej zabiegów i  nowe zasady kwalifikacji pacjentów

W resorcie zdrowia trwają zaawansowane prace nad projektem reformy leczenia uzdrowiskowego. Jak zapowiedział w lipcu minister Adama Niedzielski, nowe przepisy dadzą pacjentowi m.in. możliwość decydowania, gdzie i kiedy chce wyjechać na leczenie.

Zmienią się także zasady kierowania pacjenta do sanatorium. Będzie uproszczone i elektroniczne, a kwalifikację pacjenta przeprowadzi lekarz w uzdrowisku, a nie jak dotąd oddział wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia.

Proponowane zmiany przewidują także, że z trzech do czterech zwiększy się minimalna liczba wymaganych dziennie zabiegów fizjoterapeutycznych.

Projekt reformy ma ujrzeć światło dzienne jeszcze w październiku tego roku, a wdrożony zostać w 2024. Świadczeniodawcy już teraz mają jednak szereg uwag do rządowych propozycji, a także do sposobu ich opracowywania. 

Unia Uzdrowisk Polskich oraz Izba Gospodarcza „Uzdrowiska Polskie” wystosowały w minionym tygodniu wspólne pismo do ministerstwa i centrali NFZ. W mijającym tygodniu odbyła się też debata online poświęcona zapowiadanym zmianom. Środowisko o proponowanych zmianach chce także rozmawiać z parlamentarzystami, którzy będą w przyszłości procedować projekt ustawy. 

Więcej obowiązków, mniej kuracjuszy. "Nie  udźwigniemy tego finansowo"

Zdaniem Waldemara Krupy, prezesa Izby Gospodarczej „Uzdrowiska Polskie”, reforma w kształcie, który obecnie przedstawia MZ, stanowi "zamach" na leczenie uzdrowiskowe.

- Trzeba sobie to wyraźnie powiedzieć, to kwestia likwidacji przynajmniej 60 procent istniejących obecnie łóżek uzdrowiskowych - przestrzegał podczas debaty.  

Jego zdaniem na zmianach stracą przede wszystkim niewielkie, mniej znane i atrakcyjne pobytowo ośrodki. Na świadczeniodawców spadnie także ciężar prowadzenia korespondencji z pacjentami. Z założeń reformy wynika bowiem, że kwalifikację pacjenta na konkretny rodzaj leczenia prowadzić będą lekarze uzdrowiskowi w oparciu o otrzymaną dokumentację medyczną, a nie jak dotychczas oddział Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).  

Barbara Sobucka, przewodnicząca Zarządu Krajowego Związku Zawodowego "Uzdrowisk Polskich" ubolewa z kolei nad tym, że resort opracowując propozycje zmian nie prowadzi dialogu społecznego ze środowiskiem uzdrowiskowym. 

- O wielu sprawach dowiadujemy się dopiero z konferencji, podczas których mówi się tylko o tym, jak to kuracjusze będą korzystać, a nie mówi się o zagrożeniach. Jeśli ministerstwo nie rozmawia z nami, nie mamy zaufania do tego, że ta reforma będzie przebiegała, jak trzeba i skończy się dobrze dla lecznictwa uzdrowiskowego - zwróciła uwagę. 

Lista zagrożeń, zdaniem Sobuckiej, jest długa. Zarówno dla ośrodków uzdrowiskowych, jak i samych pacjentów. Jak wymienia, świadczeniodawcy będą musieli bowiem dodatkowo zatrudnić lekarzy i fizjoterapeutów, rozszerzyć bazę zabiegową, personel pielęgniarski, rozbudować dział rezerwacji, co przy obecnym poziomie finansowania lecznictwa uzdrowiskowego pogłębi kryzys, z którego po pandemii sanatoria jeszcze nie wyszły. 

- O ile duże spółki, które lobbują za reformą, udźwigną rosnące koszty, o tyle pozostała część lecznictwa uzdrowiskowego już nie. Jeśli my te dodatkowe koszty weźmiemy na siebie i nie zostaną one w jakikolwiek sposób zrekompensowane w stawce, to nie poradzimy sobie finansowo. Zaczniemy się wykańczać, mniejsze obiekty sanatoryjne nie udźwigną podnoszenia jakości usług - wtórowała Róża Strap, dyrektorka Sanatorium Uzdrowiskowego „Chemik” w Dusznikach-Zdroju. 

Jeśli natomiast uzdrowiska zaczną się zamykać, ludzie stracą miejsca pracy, a o nowe - jak podkreśliła szefowa "Chemika", w małych leczniczych miejscowościach nie będzie łatwo. - Są dziś praktycznie jedynymi miejscami pracy w małych gminach uzdrowiskowych - przypomniała. 

Sobucka wskazała natomiast, że rezygnacja z ustalonych z góry opłat uzdrowiskowych za zakwaterowanie i wyżywienie, o której również coraz częściej się mówi, doprowadzi do tego, że ośrodki będą rywalizować ze sobą na tym polu.

Żałuje również, że resort nie reaguje na wnioski przeprowadzenia pilotażu w najmniejszych, położonych w mniej atrakcyjnych gminach uzdrowiskach, o które wnoszą m.in. organizacje związkowe. 

Wzrosną opłaty dla kuracjuszy? "Dziś mówi się, że wyniosą maksymalnie w granicach 2 tys. zł"

Przedstawiciele środowiska obawiają się także, że jeżeli odpłatność NFZ ograniczy się wyłącznie do zapłaty za samą procedurę, to wzrosną opłaty dla kuracjuszy, co w konsekwencji obniży także dostęp do świadczenia. 

- W jaki zatem sposób seniorzy, którzy dziś często nie mają pieniędzy na wykupienie leków, będą korzystać z sanatoriów, jeśli będą musieli dopłacać znaczne stawki? Dziś mówi się, że będzie to maksymalnie w granicach 2 tys. złotych, ale przy obecnej inflacji za chwilę zrobią się z tego 3 tys. złotych - mówiła Bogusława Michalak-Trybus z Izby Gospodarczej „Uzdrowiska Polskie”, dyrektorka sanatorium uzdrowiskowego w Iwoniczu-Zdroju.

Michalak-Trybus zwróciła także uwagę na to, że obciążeni pracą lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) nie będą mieli czasu edukować pacjentów w zakresie profili leczniczych poszczególnych uzdrowisk i przestaną kierować pacjentów na to leczenie.

Punktem zapalnym - zdaniem środowiska - może okazać się także rezygnacja z nieodpłatnego leczenia i rehabilitacji w szpitalach uzdrowiskowych. Taka bowiem koncepcja, zdaniem debatujących, także ma być przez rządzących rozważana. Na leczenie w szpitalu uzdrowiskowym czeka się przeciętnie 1,5 miesiąca. Jeśli nie będzie go, to pacjentom pozostanie tradycyjne leczenie uzdrowiskowe, na które z reguły czeka się obecnie znacznie dłużej. 

E-skierowania do sanatorium i apel środowiska o konsultacje. "Nie padły żadne konkrety"

O podanie konkretnych założeń reformy dotyczących zarówno organizacji leczenia uzdrowiskowego, jak i jego finansowania, a potem szeroką ich konsultację zaapelowała również Beata Krupa, lekarka z Sanatorium Uzdrowiskowego "Bajka" w Horyńcu-Zdroju. 

- Docierają do nas szczątkowe informacje, usłyszane pokątnie od znajomych. Na posiedzeniach zespołu parlamentarnego i na konferencjach nie padły żadne konkrety. Zaczyna tworzyć się bałagan, chociażby w kwestii zapowiadanych e-skierowań - zwróciła uwagę. 

Zgodnie z zapowiedzią ministra Niedzielskiego, skierowania do sanatorium będą elektroniczne. Pacjenci otrzymają specjalny kod, którym zarejestrują swój pobyt w sanatorium. Lekarz także będzie mógł przekazać elektronicznie skierowanie pacjenta do wybranego przez niego sanatorium. 

Zdaniem Beaty Krupy, to udogodnienie nastręczy jednak kłopotów wielu starszym osobom, a to głównie seniorzy korzystają z leczenia w uzdrowiskach. 

- Takich pacjentów, którzy mają z Internetem niewiele bądź w ogóle do czynienia, mamy w granicach 60-70 procent. Jeżeli nie dostaną skierowania w formie pisemnej, albo nie będą mieli możliwości jego pobrania z Internetowego Konta Pacjenta z pomocą rodziny czy znajomych, to nie dojadą do sanatorium, bo być może nie do końca będą nawet wiedzieć, gdzie mają to e-skierowanie - zwróciła uwagę. 

Lekarka nie uważa także, aby dobrym pomysłem było zwiększanie liczby ordynowanych obligatoryjnie pacjentom zabiegów z trzech (obecnie) do czterech dziennie. 

- Jeśli to urzędnik będzie leczył pacjenta, a na chwilę obecną tak to wygląda - bo narzuca nam się liczbę i rodzaje zabiegów - to za chwilę już nie obejdzie się bez pozwów sądowych. Niech ktoś narzuci także pacjentowi, jaki ma mieć stan zdrowia. Leczenie uzdrowiskowe to nie jest supermarket, a już teraz zdarzają się pacjenci, którzy chcą sobie wybierać zabiegi - zaznaczyła.

Obecna podczas debaty posłanka Koalicji Obywatelskiej i przewodnicząca parlamentarnego zespołu ds. uzdrowisk Zofia Czernow także przyznała, że poza dwoma założeniami, którymi ministerstwo promuje reformę, niewiele o niej wiadomo. Przypomniała, że tej tematyce poświęcone zostanie także najbliższe, zaplanowane na 6 października posiedzenie zespołu, którym kieruje. 

- Jesteśmy przygotowani do dyskusji nad tym, co dostaniemy. Może także okazać się, że rząd w ogóle nie będzie procedował na razie projektu, bo są inne, bardzo trudne ustawy, które będą kontrowersyjne - zwróciła uwagę. 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum