Sądny dzień. Wzrost zakażeń, to koniec nadziei na powiatowe różnicowanie obostrzeń

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 17 lutego 2021 19:01

Prognozy MZ mówiące o wyraźnej zmianie trendu i wzroście zakażeń znalazły niestety potwierdzenie. Środowe dane o 8 694 nowych dobowych zakażeniach koronawirusem w kraju to największa liczba odnotowana w lutym.

Sądny dzień. Wzrost zakażeń, to koniec nadziei na powiatowe różnicowanie obostrzeń
Prognozy MZ mówiące o wyraźnej zmianie trendu i wzroście zakażeń znalazły potwierdzenie. FOT. Shutterstock
  • Rejon w którym w ciągu tygodnia odnotowuje się poniżej 2,5 dobowych przypadków zakażeń na 10 tysięcy mieszkańców można teoretycznie uważać za strefę żółtą
  • Są nadal powiaty, w których w ciągu ostatniej doby nie wykryto ani jednego zakażenia koronawirusem: wschowski, lwówecki, proszowicki
  • Dzienny wskaźnik zachorowań na liczbę mieszkańców jest mniej istoty w planowaniu niż tzw. średnia ruchoma z 7 lub 14 dni
  • Według modelu zachorowania na Covid-19 w liczbie średniotygodniowej wzrosną do 8-10 tysięcy

Epidemia Covid-19 po raz kolejny potwierdziła, jak bardzo trudno przewidzieć jej rozwój. Jeszcze tydzień temu wchodzący w skład doradzającej premierowi Rady Medycznej prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, wyrażał opinię (na podstawie dostępnych wówczas danych), że można rozważać powrót do podziału Polski na powiatowe strefy obostrzeń. - Są nawet miejsca w Polsce, gdzie nie ma już nowych przypadków zakażeń - powiedział 11 lutego.

Odwrócenie trendu 

Niestety już dane ze środy (17 lutego) są potwierdzeniem obaw ministra zdrowia dr. Adama Niedzielskiego o niebezpiecznie rosnącej liczbie zakażeń Dzień wcześniej napisał na Twitterze, że "odwrócenie tendencji staje się faktem". Jak przekazywał „trend dla tygodniowej stopy wzrostu (średnia ruchoma 7-dniowa) po raz pierwszy od połowy listopada (pomijając anomalie postświąteczną) jest dodatni".

We wtorek Ministerstwo Zdrowia odnotowało 5 178 nowych zakażeń. Wynik dzienny ze środy, czyli zaledwie o dobę późniejszy, jest dramatycznie gorszy, bo MZ informuje już o 8 694 potwierdzonych zakażeniach.

Czy to oznacza, że trzeba porzucić nadzieję o powrocie do określania skali obostrzeń w zależności od powiatu?

Jeśli przyjąć kryteria obowiązujące przy ustalaniu obostrzeń w oparciu o dobowy wskaźnik zakażeń (liczba zakażeń w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców) to taka dyskusja - jak się wydaje - byłaby jeszcze możliwa. Teoretycznie.

Jak mówił nam prof. Robert Flisiak, ale - co wyraźnie wymaga podkreślenia - jeszcze we wtorek, 16 lutego, można rozmawiać o regionalizacji obostrzeń. Zgodnie ze standardami, które obowiązywały gdy w sierpniu 2020 r. wprowadzano strefy, wiele powiatów mogłoby być przypisanych do strefy żółtej. - Te różnice są widoczne i to jest powód, by różnicować regionalnie lub lokalnie obostrzenia - mówił prof. Robert Flisiak.

Są powiaty o małym odsetku wykrytych zakażeń

Jak przypominał, według przyjętych wskaźników, rejon w którym w ciągu tygodnia odnotowuje się poniżej 2,5 dobowych przypadków zakażeń na 10 tysięcy mieszkańców można teoretycznie uważać za strefę żółtą.

- Oczywiście można przyjąć też wskaźnik obserwacji dwutygodniowej, jeżeli chcemy się czuć bezpieczniej. Możemy też myśleć o zmniejszeniu zakresu tych stref, o ich dokładniejszym wydzielaniu - rozważał prezes PTEiLChZ.

Z danych przedstawionych na mapach dostępnych na stronie MZ (dane ze środy, 17 lutego) wynika, że nadal mamy dziesiątki powiatów (ponad 40), w których dobowy wskaźnik zakażeń określany jako liczba zakażeń na 10 tysięcy mieszkańców jest nawet niższy niż 0,56.

Są też powiaty, w których w ciągu ostatniej doby nie wykryto ani jednego zakażenia koronawirusem: wschowski, lwówecki, proszowicki.

To jednak za słabe argumenty, by Ministerstwo Zdrowia, przy wznoszącym tygodniowym trendzie wzrostu liczby zakażeń zajmowało się planami tworzenia stref. - Obecnie o takiej koncepcji jak przywrócenie podziału kraju na strefy Rada Medyczna nie dyskutuje, bo nie ma zainteresowania tego typu rozwiązaniem ze strony Rządu - mówił nam jeszcze we wtorek (16 lutego) prof. Flisiak.

Prognozy kiepskie

Teraz tym bardziej. Obecne prognozy krajowe nie są optymistyczne. W środę (17 lutego) minister Adam Niedzielski na konferencji prasowej w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej im. św. Jana z Dukli był pytany o przygotowane przez resort modele prognozujące dalszy rozwój epidemii w Polsce.

- W optymistycznym scenariuszu zakładamy, że te zachorowania w liczbie średniotygodniowej wzrosną do przedziału 8-10 tysięcy - powiedział minister zdrowia. Zaznaczył, że model ten nie pokazuje jednak, jak będzie wyglądała rzeczywistość, bo ona zależy od naszych zachowań.

Jak mówi nam prof. dr hab. Jerzy Jaroszewicz, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Chorób Zakaźnych i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego strefowość obostrzeń jest dobrym pomysłem. Pytanie jednak, kiedy ją realizować.

- Powinniśmy reagować lokalnie, ale boję się też, a taka obawa została wyrażona i przez ministra Niedzielskiego już we wtorek, że mamy odwracanie się trendu zakażeń - mówi specjalista.

Jak zaznacza, dzienny wskaźnik zachorowań na liczbę mieszkańców jest mniej istoty w planowaniu niż tzw. średnia ruchoma z 7 lub 14 dni. - Myślę, że rząd mógłby rozważać różnicowanie obostrzeń i wprowadzanie stref w powiatach, gdyby niedawny spadkowy trend zakażeń się utrzymywał - powiedział.

- Natomiast jeśli obecne umiarkowane łagodzenie obostrzeń powoduje wzrost, to oczywiście nie ma mowy o powrocie do tworzenia stref. To niemożliwe, gdy mamy tysiące zakażeń w kraju - podkreśla dr hab. Jerzy Jaroszewicz.

Zaznacza, że gdyby  miał doradzać w sprawie analizowania tak wyczekiwanego powrotu różnicowania stref obostrzeń w oparciu o sytuację w powiatach, to proponowałby rozważenie badań przesiewowych serologicznych. Ich wyniki byłyby pomocne w wyznaczaniu stref.

Potrzebne badania przesiewowe

- Na przykład Śląsk był mocno objęty zakażeniami w maju-czerwcu, stąd możliwe, że w niektórych powiatach mamy odsetek ozdrowieńców a wraz z nim odporność na koronawirusa zdecydowanie większą niż ta uśredniona dla kraju wynikająca z badań w różnych rejonach, sięgająca nawet do 20-25 proc. populacji - zastanawia się. To byłby też jeden z argumentów za zmniejszaniem obostrzeń lokalnie.

Jak przyznaje prof. Jerzy Flisiak, część populacji jest już uodporniona na Covid-19 w sposób naturalny, choć tylko w niewielkim procencie za pomocą szczepień.

- To już jest nieporównywalny odsetek liczby uodpornionych w stosunku do tego sprzed miesięcy - mówi. Według profesora o tworzeniu stref należy rozmawiać, poszukując równowagi pomiędzy "możliwością życia jak najbardziej normalnego a zachowaniem większych restrykcji tam, gdzie one są konieczne”.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
    PARTNERZY SERWISU
    partner serwisu
    partner serwisu

    Najnowsze