Rząd i biznes walczą o karetki. MZ: plany upublicznienia systemu ratownictwa są znane od dawna

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 18 grudnia 2017 05:23

Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie dąży do upaństwowienia ratownictwa medycznego - rządowy projekt skierowano już do pierwszego czytania w komisjach. Tymczasem prywatne firmy, mające nieco ponad 9-procentowy udział w rynku, nie chcą z niego rezygnować. I podają twarde dane.

Resort przewiduje, że od 1 stycznia 2021 r. umowy na zadania zespołów ratownictwa medycznego będą mogły być zawierane tylko z podmiotami z większościowym kapitałem publicznym Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym oraz niektórych innych ustaw od 15 grudnia br. oczekuje na pierwsze czytanie w sejmowej Komisji Zdrowia. 28 listopada Ministerstwo Zdrowia zgłosiło autopoprawkę do projektu, zgodnie z którą NFZ od 1 lipca 2018 r. podpisze umowę z prywatnym pogotowiem tylko tam, gdzie nie ma żadnego publicznego.

Jak czytamy w uzasadnieniu, „upublicznienie jest wprowadzane z uwagi na ważny interes społeczny, jakim jest zapewnienie pomocy medycznej w obliczu zagrożenia, niezależnie od koniunktury panującej na rynku usługodawców świadczeń zdrowotnych”. Według resortu zdrowia to „szczególnie istotne w czasach, w których oprócz powszechnie spotykanych ryzyk dla zdrowia i życia obywateli (…) narasta niebezpieczeństwo związane np. z atakami terrorystycznymi lub działaniami zbrojnymi”.

Publiczne ratownictwo bezpieczniejsze?
13 grudnia br. Ministerstwo Zdrowia przypomniało, że plany upublicznienia systemu ratownictwa są znane od dawna.

"Nie przewidujemy rozwiązywania umów z podmiotami niepublicznymi. Wygasną one 30 czerwca 2018 r. i będą mogły być zawarte z podmiotami prywatnymi jedynie wtedy, gdy na danym terenie nie uda się wyłonić podmiotu publicznego" - podało MZ.

Resort przewiduje, że od 1 stycznia 2021 r. umowy na zadania zespołów ratownictwa medycznego będą mogły być zawierane tylko z podmiotami z większościowym kapitałem publicznym.

MZ już 9 stycznia br. argumentowało, że trzeba uniknąć sytuacji, w której jakikolwiek podmiot leczniczy realizujący świadczenia z zakresu ratownictwa medycznego odmówi zawarcia umowy z płatnikiem.

Zdaniem resortu zdrowia podmioty niepubliczne, poza umową z NFZ, nie są związane żadnym zobowiązaniem do realizacji świadczeń finansowanych ze środków publicznych i w każdej chwili mogą zrezygnować z działalności na danym obszarze, bez uzyskiwania czyjejkolwiek zgody.

Jak podaje MZ, obecnie większość spośród 245 dysponentów działa jako samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej. W przypadku wejścia w życie projektowanej zmiany (po upływie okresu przejściowego) 20 podmiotów utraciłoby status dysponenta zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). Według danych MZ podmioty te posiadają obecnie w swoich strukturach 138 ZRM, co stanowi 9,2 proc. ogółu zespołów w kraju. Resort szacuje, że największy udział w rynku prywatnych dysponentów ma firma Falck, obejmując ok. 54 proc. zakontraktowanych zespołów.

Falck: nie ma dowodów na naszą nieskuteczność
O skalę działalności i skutki zarówno autopoprawki, jak i planów trwałego upaństwowienia ratownictwa, Rynek Zdrowia zapytał wspomnianą przez resort spółkę Falck Medycyna.

- W Polsce posiadamy flotę 200 ambulansów, z czego prawie połowa funkcjonuje dla potrzeb systemu państwowego - mówi rzecznik prasowy spółki, Wojciech Jóźwiak.

Przyznaje, że w związku z wprowadzoną autopoprawką jest możliwe, że prywatne podmioty po prostu upadną. Ubolewa, że wiceminister zdrowia nie dotrzymał słowa.

Chodzi o spotkanie Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ z Markiem Tombarkiewiczem, które odbyło się 26 stycznia br. W późniejszej notatce Związku, mówiącej o ustaleniach, czytamy m.in., że resort „planuje aneksowanie umów dotychczasowych na kolejne 4 lata, by podmioty niepubliczne mogły się przebranżowić” oraz że „termin upaństwowienia to 2021 rok”.

- System PRM funkcjonuje w kraju od ponad 11 lat. Czy w tym czasie Falck kiedykolwiek nie wykonał umowy? Odmówił jej zawarcia? Czy minister zdrowia przedstawił jakiekolwiek dane, które potwierdzają wyrażane twierdzenia? Nie - twierdzi Jóźwiak.

I sam na takie dane się powołuje. Pochodzą one z 9 marca br. z wystąpienia pokontrolnego łódzkiej delegatury NIK w Łodzi, która wzięła pod lupę właśnie spółkę Falck Medycyna. Celem kontroli była ocena realizacji umów na wykonywanie zadań ZRM w roku 2016. Falck udzielał świadczeń na podstawie 11 umów, w tym 9 zawartych z NFZ i dwóch z podmiotami leczniczymi. Na ich podstawie obsługiwał 11 spośród 20 rejonów operacyjnych województwa łódzkiego. 

W trzystopniowej skali (ocena pozytywna, opisowa, negatywna) NIK realizację umów przez Falck ocenił pozytywnie. Karetkom tej firmy rzadko zdarzało się przekroczyć maksymalny czas na dojazd do chorego; odsetek spóźnień wyniósł 2,9 proc. W pogotowiach publicznych wynosi on 21,6 proc.

Jednak NIK zauważyła też, że „powszechną praktyką stosowaną przez Falck było pełnienie dyżurów przez lekarzy kilka dni pod rząd” oraz że „w przypadku jednego z objętych kontrolą lekarzy dyżur trwał cztery doby”.

Klęski i wojna to inne zasady także dla firm
Roman Badach Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM), mówi wprost: - Po to prowadzi się biznes, by na nim zarabiać. Z ratownictwa medycznego nie powinno się czerpać zysku, a wręcz powinno być to zakazane. To dotyczy w Polsce straży pożarnej, policji czy wojska. Czy ktoś słyszał, by ogłaszano przetargi na gaszenie pożarów?

Zauważa, że „część z podmiotów prywatnych zarabia kosztem pracowników, sprzętu, leków”.

- Oczywiście nie wszyscy tak działają, ale finalnie to państwo jest bardziej przyjazne i pracownikom, i pacjentom. My dążymy do tego, żeby ratownik mógł się utrzymać w ramach jednego etatu, a nie pracując na umowach śmieciowych po 500 godzin w miesiącu i realizując dyżury po 72 godziny non stop - wyjaśnia.

Wspomniany już Związek Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ stoi na stanowisku, że komercjalizacja w obrębie systemu PRM nie daje gwarancji właściwego wykorzystania go w sytuacjach istotnych zagrożeń bezpieczeństwa państwa i jego mieszkańców.

- Liczymy, że oparcie systemu ratownictwa medycznego na jednostkach z większościowym kapitałem publicznym będzie dla pacjentów rozwiązaniem bezpieczniejszym. Firmy działające na zasadach komercyjnych są przecież dodatkowo zobowiązane wobec swoich właścicieli czy akcjonariuszy do dbania o odpowiednio wysoki poziom zwrotu inwestycji. W przypadku większości podmiotów publicznych ich organami założycielskimi są lokalne samorządy, dla których priorytetem jest odpowiedzialność za zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców - tłumaczy nam Małgorzata Popławska, prezes Związku.

Jednak rzecznik Falck argumentuje, że zarówno podmioty publiczne, jak niepubliczne działają wyłącznie w strefach bezpiecznych, natomiast do tych niebezpiecznych delegowane są inne specjalistyczne służby lub formacje.

- Ustawodawca przewidział, że w sytuacjach kryzysowych i klęsk żywiołowych można każdemu podmiotowi medycznemu, publicznemu i niepublicznemu, nakazać wykonywanie świadczeń przekraczających ramy umowy z NFZ. W sytuacji wojny możliwe jest zmilitaryzowanie pracowników i przeznaczenia mienia na potrzeby obronności - zauważa.

Polska może zapłacić odszkodowanie
Jak twierdzi rzecznik Falck, dążenie do upaństwowienia to m.in. „uleganie części działaczy związkowych - przeciwnych konkurencji, dążących do zapewnienia sobie monopolu i niechętnych poddaniu się obiektywnym miernikom jakości".

- Mówienie o tym, że jak będzie konkurencja na rynku, to będzie odpowiednia jakość, to totalna bzdura. Jakość można wymusić odpowiednimi przepisami. Czy straż pożarna działa źle? Nie. Wystarczy, że organ nadzorujący będzie dbał o przestrzeganie standardów - mówi Badach-Rogowski.

Z upaństwowieniem ratownictwa może być jednak jeszcze zupełnie inny problem. Chodzi o umowę między Polską a Danią ws. popierania i wzajemnej ochrony inwestycji, podpisaną w Kopenhadze 1 maja 1990 r.

Zgodnie z analizą radców prawnych: Michała Modro i Anny Banaszewskiej z Kancelarii Prawo Gospodarka Zdrowie, zmiana art. 32 ust.1 pkt 2 ustawy o PRM, zgodnie z autopoprawką z 28 listopada oraz pkt. 31a projektu ustawy o PRM, będzie prowadzić w stosunku do Falck Denmark AS do tzw. wywłaszczenia pośredniego.

Tymczasem, jak zauważają prawnicy, zgodnie z umową inwestycje dokonane przez inwestorów jednej umawiającej się strony nie mogą podlegać nacjonalizacji i wywłaszczeniu ani nie mogą być poddane środkom wywołującym równoznaczne temu skutki - chyba, że nastąpi to w interesie publicznym oraz za „niezwłocznym, właściwym i efektywnym odszkodowaniem”.

Rzecznik Falck przypomina, że samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych już dwukrotnie (28 kwietnia i 12 maja 2016 r. - red.) zwracało resortowi zdrowia uwagę, że eliminowanie prywatnych podmiotów z systemu opieki zdrowotnej jest niezgodne z prawem unijnym.

- Możemy tworzyć ratownictwo, jakie chcemy. Nie jest powiedziane, że w Polsce musi być to wolny rynek i obszar do robienia biznesu. W Europie są przykłady państw, w których ratownictwo jest tylko publiczne - kończy szef KZZPRM.

- Wszystkie działania dążące do upaństwowienia oceniamy jako czysto ideologiczne - konstatuje Jóźwiak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum