Rezydenci: przebudzenie mocy - serial, hitowa piosenka i spotkanie w MZ

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 06 lutego 2016 07:21

Dziesięcioodcinkowy serial dokumentalny ''Młodzi Lekarze'' emitowany przez TVP 1 dotarł do półmetka. Co niedzielę oglądają go 2 mln widzów. Jedna z młodych lekarek z serialu stworzyła i zaśpiewała piosenkę, która stała się protest songiem Porozumienia Rezydentów OZZL.

FOT. Archiwum RZ; zdjęcie ilustracyjne

Piosenki wysłuchano jej już ponad 10 tys. razy. W poniedziałek (8 lutego) członkowie Porozumienia Rezydentów OZZL spotykają się z ministrem zdrowia, by porozmawiać o problemach młodych lekarzy. Nadchodzi przebudzenie mocy...

Dr Jadźka śpiewa protest song
O młodych lekarzy ostatnio sporo w mediach. Na razie głośniej o tych, którzy są bohaterami serialu.

Czytaj: Młodzi lekarze żyją jak w bajce? Nie, ale mogą być jak z bajki

W Gazecie Wyborczej ukazuje się wywiad z Edytą Szymańską, która robi specjalizację z pediatrii i zajmuje się rzadkimi chorobami metabolicznymi u dzieci.

O lekarzach z serialu piszą też media regionalne. Widz - początkujący krwiodawca prosi o to, by któryś z ''Młodych lekarzy'' zachęca do krwiodawstwa. W odpowiedzi ukazuje się filmik, w którym Maciek Tyczyński wyjaśnia szczegółowo, dlaczego krew jest tak potrzebna i kto może ją oddać.

Artykuł w jednej z kolorowych gazet tytułuje jedną z bohaterek serialu Jadwigę Kłapę-Zarecką - "Polską doktor Quinn''. To ona śpiewa ''Prostą receptę'', piosenkę z czołówki serialu. I to ona jest klamrą, która spina serialowych bohaterów z działaniami środowiska rezydentów.

Dr Jadźka wykonuje też protest song stworzony dla Porozumienia Rezydentów OZZL. Na Youtube otworzono ją już ponad 10 tys. razy, emitowały ją nawet komercyjne radia.

Tekst piosenki jest zabawny, łatwo wpada w ucho. Choć nietrudno też wyczuć w nim gorzką nutę.

''Każdy ordynator/to ma kontrakt na to/by nam płacić jak najmniej. Etat to być może/cała noc na SORze/i godziny dwie na sen/Dziś zamiast kolacji, sterta biurokracji, po północy skończę znów'' - śpiewa dr Jadźka. Jest o lekarzach na wolontariatach, walczących o przetrwanie i "orzących na dom".

Jak wyjaśnia w jednym z wywiadów młoda lekarka, piosenka powstała dla Porozumienia Rezydentów, organizacji działającej na rzecz poprawy warunków szkolenia wszystkich lekarzy w trakcie specjalizacji (niezależnie od formy zatrudnienia) - do której ona również należy.

Działali już wcześniej
Jadwiga Kłapa-Zarecka przypomina, że Porozumienie Rezydentów działało już wcześniej, ale wygasło w 2007 r., kiedy młodzi lekarze dostali podwyżki, a warunki ich pracy nieco się poprawiły.

- Od tego czasu, nic więcej jednak się nie zmieniło, dlatego zrzeszyliśmy się na nowo i walczymy nie tylko o poprawę warunków finansowych - choć to na pewno jest ważne, bo w tej chwili rezydenci muszą bardzo ciężko pracować po godzinach, żeby zarobić na mieszkanie i chleb - mówi Jadwiga Kłapa-Zarecka.

- Zależy nam też na poprawie jakości usług medycznych, większej dostępności do kształcenia, na tym, żeby ludzie, którzy nas uczą też mieli lepsze warunki, aby przestrzegano prawa podczas naszej pracy. Chodzi nam też o trudności ze zdawaniem egzaminów specjalizacyjnych - wymienia jednym tchem.

Oprócz planu działań, Porozumienie Rezydentów ma dziś piosenkę, logo i fanpage w portalu społecznościowym. Ma też spotkanie z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem umówione na poniedziałek (8 lutego).

Przedstawią szefowi resortu główne problemy lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego. Ich główne postulaty to, m.in.: podwyższenie podstawowego wynagrodzenia lekarza rezydenta do wysokości średniej krajowej, sprecyzowanie przepisów odnośnie dyżurowania lekarzy rezydentów, zwrot kosztów uczestnictwa w obowiązkowych kursach specjalizacyjnych. 

Wskażą też na przypadki łamania prawa i nadużyć ze strony pracodawców w stosunku do lekarzy w trakcie specjalizacji oraz rażące uchybienia w jakości ich szkolenia.

Mają społeczność i nie zawahają się jej użyć
Młodzi lekarze - już nie tylko ta szóstka z serialu czy ci, którzy zrzeszyli się w Porozumieniu Rezydentów - są również skupieni w prawie 8-tysięcznej społeczności na facebookowym profilu - Będąc Młodym Lekarzem.

Pełno na nim (oraz stronie bedacmlodymlekarzem.pl) gorących tematów i dyskusji. O tym, dlaczego praca na wolontariacie (w rozumieniu darmowej pracy młodych lekarzy - przyp. red.) jest niemoralna, o lekarskiej emigracji do Niemiec, o odpracowywaniu rezydentur i o tym, dlaczego zwiększanie liczy studentów medycyny jest bardzo złym rozwiązaniem. Jest również o serialu TVP 1 w recenzji pod tytułem: Pięć grzechów głównych serialu ''Młodzi lekarze''.

Jej autor - lekarz rezydent wykorzystał półmetek cyklu, by ocenić, czy spełniły się nadzieje i obawy rezydentów, jakie wzbudzał serial od chwili premiery. Jednym z najczęściej powtarzających się zarzutów kierowanych pod adresem serialu jest zarzut "bajkowości", odrealnienia warunków pracy młodego (i nie tylko) lekarza.

W jednej z przytaczanych przez niego opinii czytamy, że: ''serial kreuje obraz młodego lekarza, któremu wszystko się udało. Ma liczne zainteresowania pozazawodowe, szczęśliwą rodzinę, poukładane życie, perfekcyjny makijaż i pomimo zmęczenia po wielogodzinnych dyżurach znajduje czas na rozrywkę i wszechstronny rozwój. (…) samodzielnie wykonuje skomplikowane operacje i zabiegi już podczas pierwszych lat swojej specjalizacji i z optymizmem patrzy w przyszłość'' - co daje podkoloryzowaną rzeczywistość, która umacnia tylko pewien określony sposób myślenia o tej grupie zawodowej.

Jest bajkowo, są błędy, ale...
Recenzent wskazuje też, że serial już na etapie planowania naraził się na stracenie kontaktu z rzeczywistością, gdyż na sześć przedstawionych w nim specjalizacji, trzy - kariochirurgia, kardiologia inwazyjna i chirurgia plastyczna - są wyjątkowo rzadkie, możliwe do wykonywania w niewielu ośrodkach i dostępne dla grupy wybrańców.

''Do tego dochodzą rzeczy prawdopodobne, choć mało możliwe: samodzielne operacje, brak problemów z uzyskaniem konsultacji, uczynni mentorzy, gotowi na każde wezwanie udzielić wsparcia, zawsze uśmiechnięci i wyrozumiali pacjenci…" - wylicza.

"Dochodzę do wniosku, że kluczem do spokojnej i miłej pracy jest posiadanie chodzącego za mną zespołu nagrywającego z dużą kamerą'' - ironizuje autor recenzji dodając, że ''być może reżyserzy serialu wyszli z założenia, że pokazanie rezydenta (czy lekarza w ogóle), który siedzi i wypełnia papiery (...) byłaby dla widza po prostu zbyt nudna''.

Inne ''grzechy serialu'':
zaburzanie relacji lekarz-pacjent (bo lekarze z serialu uważają, że umożliwienie prawie całodobowego kontaktu ze sobą i stawianie dobrego samopoczucia pacjenta ponad życie osobiste lekarza jest czymś godnym naśladowania); dyskredytowanie roli lekarza (cytat z przyszłego kardiologa inwazyjnego: ''Wypisałem kilka recept [zleciłem] kilka badań, poklepałem trochę w klawiaturę, zrobiłem zabieg, pomachałem rurką w naczyniu wieńcowym''); błędy merytoryczne, wartość estetyczna (choć część wynika pewnie "z prawdy ekranu", a nie braku kompetencji osób tam występujących) oraz... niewinność.

Jak podkreśla autor recenzji, nie jest przeciwnikiem serialu, a wręcz uważa, że lepszy jest cykl dokumentalny z kilkoma wadami, niż nie poruszanie takiej tematyki w ogóle.

''To nie jest dokument na zlecenie Porozumienia Rezydentów czy Naczelnej Izby Lekarskiej, to nie jest kampania społeczna "pokaż lekarzu, że nie masz garażu". To komercyjny serial mający przykuć uwagę widzów. To, że przy okazji będzie w stanie chociaż trochę przybliżyć widzowi warunki pracy lekarza, to tylko miły dodatek i ukłon dla naszego środowiska'' - podsumowuje.

Czytaj też: Pięć grzechów głównych serialu „Młodzi lekarze”

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum