Rekordową liczbę zakażonych, zgonów i zajętych łóżek już mamy. Co nas jeszcze czeka?

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 08 października 2020 06:00

Model przebiegu pandemii COVID-19 w Polsce niepokojąco upodabnia się do tego jak wyglądało to wcześniej we Włoszech - alarmują eksperci i wskazują, że to ostatni moment, żeby zweryfikować reguły walki z wirusem. Resort zdrowia zapowiada, że taka modyfikacja będzie i dziś ma przedstawić jej szczegóły.

FOT. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

6 października Ministerstwo Zdrowia poinformowało o rekordowej liczbie zakażonych - 3003 nowe przypadki, liczbie ofiar śmiertelnych - 75  i liczbie zajętych łóżek - 4 tys.

- Ten skok musi niepokoić - przyznaje w rozmowie z nami dr Łukasz Durajski, lekarz medycyny podróży, przewodniczący Zespołu ds. Szczepień OIL w Warszawie, ekspert WHO. Dodaje, że przebieg epidemii w kraju zaczyna wyglądać podobnie do tego jak ma to miejsce w innych państwach Europy.

- Tak dynamiczny przyrost, jaki ma miejsce w ostatnim tygodniu, niepokojąco zaczyna zbliżać nas do tego jak pandemia przebiegała we Włoszech. Zmiana krzywej zachorowań wymusza nowe podejście do wirusa ze strony decydentów, ale także społeczeństwa.

Nasz los w naszych rękach
- Nie możemy zapominać, że wzrost liczby zakażeń to także efekt dużego poluzowania naszego podejścia do noszenia maseczek, dystansu społecznego i dezynfekcji. Swoboda w egzekwowaniu obowiązujących zasad widoczna jest od dłuższego czasu. Tu trzeba też powiedzieć, że to także efekt publicznych wystąpień polityków, którzy uspakajali, że pandemia jest za nami. Jak widać nie - zaznacza Durajski.

W podobnym tonie wypowiada się dla nas mikrobiolog i wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, który podkreśla, że póki nie mamy skutecznej szczepionki, i pandemia trwa, jedynym narzędziem jakim możemy się obronić jest maseczka, dystans i dezynfekcja. Przypomina przy tym, że podstawową drogą przenoszenia koronawirusa jest droga kropelkowa.

- W poczuciu odpowiedzialności za innych musimy nosić maski. Nikt nie jest bezpieczny, a bagatelizowanie niebezpieczeństwa ze strony wirusa może być tragiczne w skutkach. Doświadczył tego premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, który zachęcał swoich rodaków do przechorowania wirusa  do czasu, gdy sam został zakażony i wymagał tlenoterapii. To doświadczenie całkowicie zmieniło ton jego wypowiedzi - zaznacza docent.

Doktor Durajski zwraca uwagę, że tak drastyczny wzrost zachorowań i ofiar śmiertelnych, wśród których przeważająca liczba to osoby z grup ryzyka (seniorzy i pacjenci przewlekle chorzy) to dowód, że także w tej grupie nieprzestrzeganie obostrzeń jest problemem. - Musimy jasno powiedzieć, że czarne scenariusze z niewydolną służbą zdrowia, dramatycznym odsetkiem zgonów, które koronawirus zrealizował w niektórych państwach Europy mogą dotyczyć za chwilę nas - przyznaje ekspert WHO i podkreśla, że nie chodzi o to by siać panikę, ale zmobilizować społeczeństwo do racjonalnego zachowania

Jak dodaje Dzieciątkowski, nie ma choroby, infekcji, którą warto przejść. I zwraca uwagę, że rzeczywista liczba zakażonych w kraju może być kilkakrotnie wyższa niż pokazują to statystyk, nawet 4 razy więcej chorych może być nieświadomych problemu; mowa tu o zakażonych ze skąpymi objawami albo bezobjawowych. Jak wyjaśnia, takie szacunki są w krajach zachodniej Europy i nie ma powodów by u nas sytuacja znacząco się różniła.

Krzywa będzie rosła
Pytany przez nas, jak liczba zakażonych może zmieniać się w kolejnych tygodniach, prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, uważa, że trudno wyrokować w tej sprawie, bo pandemia wciąż nas zaskakuje. - Próba prognozowania przebiegu pandemii dziś, to jak wróżenie z fusów. Jeżeli jednak nie zmienimy podejścia do wirusa, to krzywa zachorowań będzie szybko rosła - zaznacza.

Profesor przyznaje, że wraz ze wzrostem zachorowań także system będzie coraz mniej wydolny. A już obecnie są miejsca, które mają z tym duże problemy. Profesor zwraca uwagę, że od kilku miesięcy zakaźnicy apelują o tworzenie w każdym szpitalu oddziału obserwacyjnego, proporcjonalnego do wielkości szpitala.

- Jeżeli spojrzymy na statystyki, to jasno widzimy, że chorzy umierają nie z powodu covidu, tylko z powodu innych chorób, którym koronawirus towarzyszył. Ci pacjenci z powodu COVID-19 stracili dostęp do opieki zdrowotnej w schorzeniu, które im najbardziej doskwiera i to doprowadziło ich do śmierci - podkreśla ekspert.

Jak wyjaśnia ekspert, te oddziały obserwacyjne hospitalizowałyby chorych, którzy trafiliby do szpitala z powodu choroby zasadniczej, na którą cierpią, a przy okazji wykryto u nich zakażenie koronawirusem. W przeciwnym wypadku grozi nam zablokowanie opieki opieki zdrowotnej w innych schorzeniach. Powinniśmy myśleć o tym, że ludzie umierają w dużej mierze z powodu chorób, które są nazywane towarzyszącymi koronawirusowi, a ja bym odwrócił to, bo to COVID-19 jest choroba współtowarzysząca, a pacjenci umierają powodu chorób zasadniczych.

Dlatego zdaniem profesora tak ważne jest by w dobie koronawirusa nie przestawać leczyć innych chorób. Skupienie się na koronawirusie może mieć bowiem katastrofalne skutki.

Koordynujące jak jednoimienne
Resort zdrowia zapowiada, że pracuje nad redefinicją modelu walki z pandemią. Jak mówił minister zdrowia Adam Niedzielski na konferencji prasowej 6 października, zbliżając się coraz bardziej do dużego obłożenia, które jest testowaniem granic wydolności systemu, resort będzie chciał, żeby szpitale ukierunkowane na walkę z COVID-19 - trochę na kształt wcześniejszych szpitali jednoimiennych - wzięły na siebie obowiązek koordynowania działań w systemie. 

- Szpitale będą brały na siebie ciężar koordynacji ruchem pacjentów - mówił minister i dodał, że w ich gestii pozostanie tez koordynacja ruchu karetek czy informowanie lekarzy POZ, gdzie należy kierować pacjenta z ciężkim stanem COVID-19.

Dla pracowników ochrony zdrowia zostanie utworzona linia call center, dzięki czemu będą mogli czerpać informacje dotyczące zasad postępowania z zakażonymi.  Centra mają być uruchomiane przy   szpitalach koordynacyjnych.

Rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz zapowiedział, że w czwartek (8 października) resort przedstawi dokładną lokalizacje szpitali koordynacyjnych, które zostaną w Polsce powołane decyzjami wojewodów; będzie ich 16.

- Poniekąd jest to przywrócenie tej liczby szpitali, którą mieliśmy na wiosnę, szpitali jednoimiennych, które będą poświęcone - jako te szpitale trzeciego poziomu - opiece nad pacjentami covidowymi. W każdym województwie będzie przynajmniej jeden taki szpital - wskazał.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum