Ratownictwo medyczne: resort zdrowia chce skręcać w kierunku etatyzacji

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 13 lutego 2020 21:44

Mamy obawy, czy przy pełnej etatyzacji wystarczy ratowników medycznych do pracy w systemie. Myślę jednak, że długofalowo dojdziemy do momentu, że wszyscy będą pracować na umowy o pracę z opt-outami - powiedział w czwartek (13 lutego) Jan Gessek, dyrektor Departamentu Ratownictwa Medycznego i Obronności w Ministerstwie Zdrowia.

Fot. PTWP (zdjęcie ilustracyjne)

O kierunkach rozwoju Państwowego Ratownictwa Medycznego i warunkach pracy ratowników decydenci, politycy, a przede wszystkim praktycy, rozmawiali podczas 2 posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Systemu Ratownictwa Medycznego.

Wojciech Rogalski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego w Białymstoku, zwracał uwagę, że ogólnokrajowym problemem jest forma zatrudnienia ratowników medycznych. 

- Może wypowiem się na temat swojego podwórka, gdzie ok. 50 proc. osób zatrudnionych jest w formie umowy o pracę,. Reszta to uzupełnienie w postaci umów kontraktowych, nazywanych przez kolegów "wyścigiem szczurów", bo kto da mniej, ten dostaje pracę. Takie osoby, pracując np. 10 lat w systemie państwowego ratownictwa, tak naprawdę nie mają żadnych tzw. lat pracy, nie mają też perspektyw na emerytury, mają za to kontuzje i wyniszczenie organizmu - głównie dlatego, że są to zespoły dwuosobowe - wskazywał. 

Michał Saniewski, kontraktowy ratownik medyczny, także z Białegostoku, podkreślał. że "niezbyt mile widziane jest przejście na etat" i nawet nie jest to proponowane, ponieważ to kosztowne dla pracodawcy. - Tymczasem pracownik kontraktowy sam musi sobie zapewnić strój, zapłacić za kursy, które nierzadko są drogie, a pięcioletni okres na zdobycie 200 punktów, które są wymagane od każdego ratownika, też kosztuje - wskazywał. Przyznał, że choć praca na kontrakcie jest dla wielu osób o wiele bardziej opłacalna, to "kosztuje zdrowie". 

Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, zaznaczał, że jeśli chcemy mieć w systemie dobrze wynagradzanych pracowników etatowych, a praca na kontrakcie ma być "dodatkiem z chęci, a nie z konieczności", to musi wzrosnąć finansowanie ratownictwa, a pieniądze na ten cel muszą być "znaczone". 

- Trzeba ujednolicić sposób zatrudniania i wynagradzania w całym kraju. Różnice w wynagrodzeniach to od 1900 do 4 tys. zł pensji zasadniczej, To paradoks. Zastanawiam się też, kiedy ratownik powie, że stawka godzinowa jest dla niego wystarczająca, kiedy skończy się ta pogoń za pieniędzmi. Są osoby, które jak nauczyły się przez 10 lat pracować po 500 godzin miesięcznie, to dalej tak pracują - mówił. Przyznał jednak, że odgórne narzucenie "jedynie etatów" nie będzie dobre dla systemu, bo zabraknie ratowników do pracy.

 - To nie jest temat nowy, problem jest ministerstwu znany. Projektujemy takie rozwiązanie, które by finansowo gratyfikowało pracodawców, którzy tworzyliby trzyosobowe zespoły. Mam nadzieje, że uda się wypracować taki algorytm, którego jednym z komponentów byłoby takie premiowanie pracodawcy - mówił Jan Gessek.

Konstatował, że opt-outy (oprócz etatów) to element, który umożliwi dodatkową pracę, w określonym maksymalnym zakresie, z zapłatą jak za nadgodziny i w formie "ozusowanej", z odprowadzaniem wszystkich składek. - Ad hoc nie jesteśmy w stanie wypracować takiego rozwiązania, które zabezpieczyłoby ratowników przed rożnymi (negatywnymi - red.) konsekwencjami pracy na kontrakcie, ale myślę, że długofalowo dojdziemy do tego, ze w systemie wszyscy będą pracować na umowy o pracę z opt-outami - podsumował szef ministerialnego departamentu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum