Przyszłość pielęgniarstwa ratunkowego - wielka niewiadoma systemu

Autor: SA/Rynek Zdrowia • • 02 lutego 2010 06:22

W Polsce jest kilka tysięcy pielęgniarek, przygotowanych do pracy w systemie ratownictwa medycznego, czyli ze specjalizacją w dziedzinie pielęgniarstwa ratunkowego, chirurgicznego, anestezjologicznego lub pediatrycznego. Rzecz w tym, iż nikt nie wie, ile nasz system ratownictwa potrzebuje pielęgniarek ratunkowych.

Wiadomo jedynie, że są potrzebne i trzeba je gruntownie wykształcić. Ratownictwo medyczne bowiem, to dziedzina szczególna, wymagająca nie tylko odporności na stres, ale i wiedzy.

Dotychczas tytuł specjalisty w dziedzinie medycyny ratunkowej uzyskało ok. tysiąca pielęgniarek. Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych podaje, iż kursy kwalifikacyjne w tej dziedzinie do końca 2008 r. ukończyły 1934 osoby. Za mało, jak na tworzący się ciągle system ratownictwa.

Prezes Naczelny Izby Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska opowiada się za takim systemem, za którego jakość będzie odpowiadało państwo. Podobnie zresztą, jak za sprawność całego systemu ratownictwa medycznego, co wynika z ustawy o państwowym ratownictwie medycznym.

– Specjalizacja z pielęgniarstwa ratunkowego powinna być finansowana przez państwo, a liczba miejsc specjalizacyjnych winna być określana precyzyjnie przez Ministerstwo Zdrowia, na podstawie informacji od wojewodów. Ci z kolei powinni otrzymywać dane co do zapotrzebowania na pielęgniarki ratunkowe na swoim terenie od dyrektorów szpitali – uważa Elżbieta Buczkowska.

Ratunkowe, poszukiwane
– Obecnie nikt nie wie, jakie są potrzeby w tym zakresie – mówi prof. Andrzej Basiński, kierownik oddziału ratunkowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Gdańsku. – Jest w kraju 200 SOR-ów. W każdym pracuje przynajmniej kilkanaście pielęgniarek, ale ze specjalizacją ratunkową niewiele. W mojej placówce na ponad 40 pielęgniarek, zaledwie jedna ma specjalizację ratunkową.

Podobne liczby przytacza dr Grzegorz Michalak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa warszawskiego Szpitala Bielańskiego: – Na ponad czterdzieści pielęgniarek u nas zatrudnionych jest kilka uprawnionych do pracy w systemie ratownictwa medycznego.

– Faktem jest, że system ratownictwa dopiero się tworzy – usprawiedliwia nieco prof. Basiński, ale paradoksów nie brakuje. – Mamy ustawę o państwowym ratownictwie medycznym, która określa uczestników systemu: lekarza specjalistę, ratownika medycznego i pielęgniarkę ratunkową. Nie określa jednak miejsca pielęgniarki w szpitalnych oddziałach ratunkowych po 2012 roku, gdy zacznie już obowiązywać nowy system ratownictwa medycznego. Tego już przepisy nie przesądzają. Wiadomo jedynie, że pielęgniarka nie musi tam być zatrudniona, ale może – jeśli SOR zostanie wciągnięty przez wojewodę do systemu ratownictwa medycznego.

Z wiedzą lekarza
Słabym punktem w budowanym systemie ratownictwa są pielęgniarki ratunkowe mające współtworzyć drużyny ratownicze.

– Muszą być kształcone, bo w Polsce rocznie obrażeniom ciała ulega ok. 3 mln osób, spośród nich 300 tys. wymaga hospitalizacji, a 30 tys. umiera – mówi dr Michalak. – Śmiertelność po urazach oraz kalectwo pourazowe jest u nas dwukrotnie wyższe niż w USA i krajach Europy Zachodniej.

Statystyki można zmienić, ale zespoły ratunkowe muszą być profesjonalne, ustawicznie kształcone, bo działają w dużym stresie. Pielęgniarka ratunkowa winna dysponować wiedzą zbliżoną do lekarskiej, by móc reagować, gdy zestresowany lekarz popełnia nieświadomie błąd.

Pierwszy taki projekt

Wiedzę z zakresu pielęgniarstwa ratunkowego oferują – organizowane przez różne uczelnie – studia specjalizacyjne, a także kursy i szkolenia. Dr Elżbieta Grygorowicz, adiunkt w Katedrze Nauk o Zdrowiu Akademii Pomorskiej w Słupsku przyznaje, że ratowników medycznych kształci się w Polsce (od 7 lat) na poziomie licencjatu. Pielęgniarką ratunkową można zaś zostać po zdaniu egzaminu specjalizacyjnego, po zaliczeniu dwóch lat specjalizacji oraz trzyletniego stażu.

Droga do dyplomu łatwa nie jest. Zwłaszcza, że z własnej kieszeni trzeba pokryć koszty edukacji. Teraz powstał pierwszy projekt „Profesjonalne pielęgniarstwo systemu ratownictwa medycznego w Polsce – wsparcie kształcenia podyplomowego”, finansowany ze środków unijnych. Pilotuje go Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych. W zasięgu tegoż ma znaleźć się 3500 osób. Czy taka grupa specjalistów zaspokoi potrzeby systemu? Trudno powiedzieć, bo przecież nie wiadomo, ile pielęgniarek ratunkowych potrzebujemy...

Wszystko przed nami
Pielęgniarstwo ratunkowe jest więc wielką niewiadomą. Marek Maślanka, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarstwa Ratunkowego, zrzeszającego ok. 200 pielęgniarek i pielęgniarzy ratunkowych mówi, że wymagania dotyczące kwalifikacji w tej dziedzinie powinny być wysokie, ale kosztów kształcenia specjalizacyjnego nie powinno ponosić środowisko pielęgniarskie.

– W Holandii, gdzie pielęgniarka pracuje w dwuosobowym zespole, koszty kształcenia ponosi pracodawca – wyjaśnia Marek Maślanka. – W polskim pielęgniarstwie ratunkowym jest wiele do zrobienia. Ta dziedzina nie ma przecież konsultanta krajowego, ani konsultantów wojewódzkich, reprezentujących interesy tej grupy zawodowej. A jest o co się bić. Powinny bowiem być określone minimalne normy zatrudnienia, przyznane zwiększone uprawnienia dla pielęgniarek w SOR-ach i zespołach ratownictwa medycznego...

– W Polsce ratownicy są wykorzystywani niezgodnie z założeniami i przy takiej polityce zawsze będzie problem z obsadami – zauważa prof. Basiński. – Mamy ponad 450 ambulansów przy 40 mln mieszkańców, a np. Niemcy, liczące ok. 80 mln mieszkańców, mają ambulansów 150. Ale tam ambulans nie jeździ do biegunki czy bólu głowy, tym zajmują się inne służby medyczne, nie ratunkowe – wyjaśnia profesor.

Wszystko wskazuje na to, że dyskusja wokół systemu ratownictwa medycznego, czym winien być, jacy ludzie mają go tworzyć, będzie trwała jeszcze długo.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum