Przepraszamy, ratujemy życie. Lekarze SOR ruszają z kampanią do pacjentów

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 09 kwietnia 2019 18:29

SOR(RY) TU RATUJE SIĘ ŻYCIE, takim skłaniającym do refleksji hasłem na plakatach rozlepianych w szpitalach i poradniach Śląska Izba Lekarska chce przekonać pacjentów, by przemyśleli czy naprawdę ze swoją dolegliwością muszą przyjść na SOR. - Obciążenie pracą personelu SOR jest krytyczne i może prowadzić do kolejnych tragedii - twierdzą lekarze.

Przepraszamy, ratujemy życie. Lekarze SOR ruszają z kampanią do pacjentów
Dr Tadeusz Urban: - Na SOR-ach jest za mało lekarzy, pielęgniarek. Albo nie chcą podejmować dyżurów, albo brakuje pieniędzy dyrektorom na zwiększenie zatrudnienia. Fot. PTWP

Ostatnie tragiczne w skutkach wydarzenia na izbach przyjęć i szpitalnych oddziałach ratunkowych kilku szpitali w woj. śląskim, gdy pacjenci mieli nie otrzymać w porę właściwej pomocy, co doprowadziło nawet do przypadków śmierci, stały się impulsem dla Śląskiej Izby Lekarskiej do podjęcia działań informacyjnych, mających na celu przeciwdziałanie narastającemu oblężeniu SOR-ów.

Izba chce kolportować plakaty ze zdjęciami lekarzy niosących pomoc pacjentom SOR i napisem SOR(RY) TU RATUJE SIĘ ŻYCIE. Kampania ma wpłynąć na pacjentów, by przed skorzystaniem pomocy z SOR przemyśleli czy naprawdę muszą się tam udać, zamiast do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej lub opieki nocnej i świątecznej.

To się zdarzy znów?
Nikt w Izbie, jak równie w śląskim NFZ nie chce wypowiadać się na temat przyczyn niedawnych zdarzeń na SOR. Trwają kontrole. Lekarze uważają, natomiast, że tragiczne błędy w opiece nad pacjentami w SOR mogą się powtórzyć, o ile nie zmaleje liczba pacjentów trafiających na SOR-y.

- Doszliśmy do zapaści kadrowej w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Brakuje tam lekarzy, pielęgniarek. Albo nie chcą podejmować dyżurów, albo brakuje pieniędzy dyrektorom na zwiększenie zatrudnienia - mówił w poniedziałek (9 kwietnia) podczas konferencji prasowej w siedzibie Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach jej przewodniczący, dr Tadeusz Urban.

Przypomniał, że SOR-y utworzono po to, żeby nieść w nich ludziom pomoc i ratować życie. Dzisiaj są one często punktami, do których zgłaszają się pacjenci zastępując wizytę w poradni podstawowej opieki zdrowotnej, nie wszyscy też wiedzą o istnieniu pomocy nocnej i świątecznej. To powoduje, że SOR-y i szpitalne izby przyjęć są przeciążone pracą,

- Kampanią plakatową, chcemy trafić do świadomości społecznej, by pacjenci zdali sobie sprawę, że zgłaszając się z przypadkiem, który nie jest pilny, utrudniają uzyskanie pomocy innym chorym, którzy rzeczywiście pilnie jej potrzebują. Może dzięki temu nie będzie już takich sytuacji jak na Śląsku - stwierdził dr Tadeusz Urban.

Lekarze uciekają z  SOR-ów
Potwierdzeniem opinii prezesa ORL w Katowicach dotyczącej przeciążenia SOR-ów są dane ze szpitali. Na przykład w SOR w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu nr 4 w Bytomiu w październiku 2018 r. przeprowadzono badania diagnostyczne i skonsultowano ponad 2400 pacjentów z czego 1820 osób, czyli około 75 proc., było pacjentami badanymi tylko i wyłącznie ambulatoryjnie.

- 24 proc. pacjentów wymagało bezwzględnie hospitalizacji. Ponad 50 proc. wszystkich pacjentów zostało skierowanych na SOR z poradni POZ. To pokazuje jak pacjenci są kierowani do SOR i w jakim stopniu rzeczywiście wymagają hospitalizacji - powiedział dr Sebastian Kwiatek, specjalista chorób wewnętrznych dyżurujący na SOR bytomskiego szpitala. Dodał, że w dużej mierze na SOR trafiają pacjenci, których diagnostyka mogłaby być przeprowadzona w trybie planowym.

Przekonywał, że z punktu widzenia lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego przeciętny, 24 godzinny dyżur w SOR to praca niezwykle obciążająca.

- Nie ma takiej możliwości żebyśmy odesłali pacjenta bez badania lekarskiego, bez konsultacji. Podejmujemy w bardzo krótkim czasie kluczowe dla życia i zdrowia ludzkiego decyzje, a to wzmaga stres i obciąża psychicznie - tłumaczył.

Przyznał: - Mamy problemy z zapełnieniem grafików dyżurowych. Duża liczba młodych lekarzy, którzy ukończyli staże nie chce pracować w SOR, choć są to miejsca, gdzie nabywaliby najlepszej praktyki. Wybierają poradnie, w których praca jest spokojna, gdzie potencjalnie mogą przerzucić cześć odpowiedzialności za pacjenta na lekarza SOR, bo to lekarz SOR musi podjąć decyzję ostateczną jak postępować z pacjentem - mówił dr Kwiatek.

Gdzie ta opieka nocna
Według dr n. o zdr. Jarosława Madowicza, prezesa Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych, a jednocześnie wicedyrektora Szpitala Megrez w Tychach (dawny szpital wojewódzki - red.) rośnie agresja pacjentów wobec personelu medycznego, co też odbija się na pracy SOR-ów.  - Różne grupy pacjenckie proponują sposób zachowań pacjenta na izbie przyjęć - nagrywanie personelu, głośne domaganie się przyjęcia. To powoduje, że personel nie chce brać dyżurów, boi się roszczeń i przeciążenia pracą - twierdził dyr. Madowicz.

Na marginesie tej wypowiedzi trzeba wspomnieć, że autorem porad dla pacjentów SOR-ów (o czym informowaliśmy w Rynku Zdrowia) jest Piotr Piotrowski, założyciel Fundacji 1 czerwca reprezentującej pacjentów i portalu Pacjent w sieci. W Dzienniku Wschodnim (9 kwietnia) przedstawił zupełnie inną analizę przyczyn zapaści na SOR-ach. Warto poznać ocenę przedstawiciela pacjentów.

Piotrowski przypomniał, że z założenia przy każdym szpitalu w sieci, z wyjątkiem szpitali klinicznych i instytutów, ma działać nocna opieka lekarska, m.in. po to, żeby odciążyć SOR. - Niestety system nie działa tak, jak powinien. Personel medyczny np. pielęgniarka czy ratownik medyczny już na etapie rejestracji powinien zdecydować czy przekierować pacjenta do nocnej opieki czy zostawić go na szpitalnym oddziale ratunkowym.

Jak tłumaczył, nikt nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności. - Przerzuca ją na pacjenta, który sam musi zdecydować. A pacjent jest zagubiony - stwierdził.

Tu już nawet nie chodzi o pieniądze
Ale wróćmy do kampanii zainicjowanej przez Śląską Izbę Lekarską. Dopełnieniem uwag Jarosława Madowicza była informacja przekazana przez Annę Janik, przewodniczącą Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Katowicach, z której wynikało, że także coraz mniej pielęgniarek specjalizuje się w pielęgniarstwie ratunkowym.

- Pielęgniarek specjalistek pielęgniarstwa ratunkowego w całym kraju jest 2.600. Prze pół roku próbowaliśmy uruchomić specjalizację z pielęgniarstwa ratunkowego, nie udało się, bo panie pielęgniarki czy panowie pielęgniarze nie chcą pracować na SOR i w izbach przyjęć - powiedziała przew. Janik.

- Dzisiaj mamy taką już sytuację, że na SOR pracują pasjonaci, a temu personelowi, który przychodzi dyżurować na SOR grozi szybkie wypalenie zawodowe - powiedział prof. Krystyn Sosada, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Ratunkowej Wydziału Lekarskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Jego zdaniem, tu już nie chodzi - jak powiedział podczas konferencji - nawet o kwestie finansowe. - Tu chodzi o to, że jeżeli w ciągu doby SOR przyjmuje 120 -150 pacjentów i tę pracę wykonuje nieliczna grupa osób, to cudów nie ma, żeby nie popełnić błędu, może się to zdarzyć, bo wydolność organizmu, także lekarza, jest ograniczona - mówił.

Uznał, że właśnie przemęczenie personelu SOR i praca w stresie są i mogą być powodem błędów w kwalifikacji pacjentów do leczenia.  - To nie jest tak, że tylko na Śląsku zdarzają się takie sytuacje o jakich pisała prasa - mówił prof. Krystyn Sosada.

Zdaniem profesora sytuacja na SOR-ach w kraju staje się krytyczna. - Jeśli dalej będzie tak, że SOR ma zastąpić ochronę zdrowia w kraju, to trudno liczyć na poprawę sytuacji - apelował.

Czy triaż coś zmieni?
Jego zdaniem konieczne jest wprowadzenie w całym kraju na SOR-ach systemu 5-stopniowej segregacji medycznej - triażu. Co jest szczególnie ważne po godzinie 18, gdy zamykane są poradnie POZ oraz w niedziele i święta. - Pacjent oznaczony kolorem niebieskim i zielonym (oznaczenie pilności przypadku - red.) nie powinien w ogóle wchodzić na SOR, ale przechodzić do pomieszczeń, w których przy szpitalu funkcjonuje opieka nocno-świąteczna po godzinie 18. Tam powinien być zabiegowiec, internista i pediatra. Tą drogą rozładujemy kolejki w SOR-ach - przekonywał.

Piotr Nowak, p.o. dyrektora Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Katowicach zapowiedział szkolenia NFZ prowadzone wspólnie z konsultantem wojewódzkim w dziedzinie medycyny ratunkowej dla całego personelu medycznego SOR, dotyczące procedur triażowych.

Dodał też, że NFZ wzmocni kontrolę pracy przychodni. - Mamy wielostopniową strukturę opieki, są przychodnie POZ, które pracują do 18 - i tak powinny pracować. Będziemy przypominali właścicielom w tych jednostkach, że takie są zapisy w ich umowach podpisanych z NFZ. Jest też nocna i świąteczna opieka, następnie SOR-y. Wydaje się zatem, że system jest dosyć szeroki - stwierdził dyrektor.

Zdaniem Piotra Nowaka niedawne uwolnienie limitu badań diagnostyki obrazowej pozwoli na to, że wielu pacjentów będzie mogło w trybie ambulatoryjnym z nich skorzystać, a to spowoduje, iż spadnie obciążenie tą diagnostyką izb przyjęć i SOR-ów.

Jak powiedział podczas konferencji dr Tadeusz Urban, plakaty w mediach społecznościowych obejrzało już 130 tysięcy osób. - Nie ma hejtu - twierdził.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum