Protest medyków. Polacy chcą dobrej ochrony zdrowia bez podnoszenia podatków. To jest możliwe?

Autor: WOK • Źródło: Rynek Zdrowia22 września 2021 06:00

Białe Miasteczko 2.0. Można było uniknąć protestu pracowników ochrony zdrowia, który trwa od 11 września? Czy obie strony dojdą do porozumienia? Zapytaliśmy o to polityków, w tym byłego wiceministra zdrowia i byłego szefa NFZ.

Bolesław Piecha: Bardzo dobrze się stało, że doszło do rozmów resortu zdrowia z protestującymi FOT. PTWP
  • Poseł Andrzej Sośnierz (Polskie Sprawy): Wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowa powinien określać pracodawca, a nie minister
  • Bolesław Piecha (PiS): W większości państw europejskich wynagrodzenia lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia są ściśle regulowane w sposób ustawowy
  • Poseł Dariusz Klimczak (PSL): Warto pomyśleć o ufundowaniu przez resort zdrowia stypendiów dla lekarzy, którzy chcą podjąć specjalizacje niszowe
  • Jeżeli po zrobieniu specjalizacji te osoby nadal będą pracować w Polsce, stypendia powinny być umarzane - uważa poseł Klimczak

Przypomnijmy, że Komitet Protestacyjno-Strajkowy domaga się, między innymi: znacznie szybszego od planowanego w ustawie wzrostu nakładów na zdrowie (do wysokości nie 7%, ale 8% PKB) oraz zwiększenia wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia do poziomów średnich w OECD i UE względem średniej krajowej, celem zahamowania emigracji zewnętrznej (zagranicznej) i wewnętrznej (do sektora prywatnego) pracowników opieki zdrowotnej.

Sośnierz: Pieniądze na zdrowie nie spadną z nieba. To nie czary mary

Zdaniem posła Andrzej Sośnierza (koło poselskie Polskie Sprawy), byłego prezesa NFZ, do protestów dochodzi, m.in. dlatego, że wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowa nie określa pracodawca, ale minister zdrowia.

- Być może jednak pan minister zna wartość każdego pracownika w poszczególnych placówkach medycznych. Oczywiście mówię to z przekąsem - zaznaczył Sośnierz podczas debaty o ochronie zdrowia w ramach XIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 20-22 września 2021 r.).

- Warto zwrócić uwagę na pewien paradoks, jeśli mówimy o postulatach protestujących. Generalnie wszyscy zgadzają się co do tego, że w systemie ochrony zdrowia trzeba więcej pieniędzy. Ale kiedy pojawiają się propozycje podniesienia podatków w celu zwiększenia publicznego finansowania systemu opieki zdrowotnej, równie powszechnie odzywają się głosy sprzeciwiające się takiemu rozwiązaniu - wskazuje Sośnierz.

- A skąd mają się wziąć zwiększone nakłady na zdrowie? Oczywiście ze wzrostu opodatkowania. Tymczasem w dyskusji o postulatach protestujących ci sami politycy mówią, że należy zdecydowanie więcej środków przeznaczać na ochronę zdrowia, ale jednocześnie ostro sprzeciwiają się podnoszeniu podatków. To co w końcu robić? Czary mary, pieniądze mają spaść z nieba? - mówił zirytowany były szef NFZ.

- Dlatego postulaty protestujących muszą zostać realistycznie sprowadzone do takiego poziomu finansowania systemu, na jaki godzą się płacić Polacy - podsumował Andrzej Sośnierz.

Piecha: inne kraje też ustawowo regulują płace w ochronie zdrowia

Poseł Bolesław Piecha (PiS), zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, były wiceminister zdrowia nie zgadza się z opinią Andrzeja Sośnierza, że płace w ochronie zdrowia powinny być kształtowane przez pracodawców (np. dyrektorów szpitali), a nie podlegać odgórnym, centralnym regulacjom.

- W większości państw europejskich wynagrodzenia lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia są ściśle regulowane, w sposób ustawowy. Takie rozwiązanie przyjęto nawet w Niemczech, gdzie funkcjonuje wiele kas chorych, ale płace minimalne na określonych stanowiskach określa stosowna ustawa przyjęta przez Bundestag - podkreślał Bolesław Piecha i dodał, że podobny model działa, między innymi we Francji i Anglii.

- Służba zdrowie zawsze wymykała się prostemu rachunkowi kosztów. Między innymi bardzo szybki w rozwoju technologii medycznych powoduje ogromny wzrost nakładów na opiekę zdrowotną - zaznaczył.

Czytaj też: Wojciech Szaraniec po rozmowach medyków z wiceministrem zdrowia: liczyliśmy na więcej

Ten protest ma szansę powodzenia?

Bolesław Piecha zwraca uwagę, ze protesty są integralną częścią demokracji. - Trudno więc ich uniknąć, podobnie jak roszczeń określonych grup pracowników oraz ich manifestowania. Traktuję więc również obecny protest pracowników ochrony zdrowia jako normalną część życia politycznego w demokratycznym państwie - powiedział w czasie kongresowej debaty.

- Otwarte jest natomiast pozostaje pytanie czy ten protest ma szansę powodzenia. Budżet państwa nie powstaje na kolanie, mimo iż wielu ludziom tak się wydaje - powiedział były wiceszef resortu zdrowia.

- Budżet ma określone ramy i przepisy. Naruszanie ich tak potężnymi kwotami - które wynikają z postulatów protestujących - wywołałoby ogromne kontrowersje w innych grupach społecznych czy branżach gospodarki. Ponadto w trakcie roku budżetowego jest to w zasadzie niemożliwe. Chyba że ogłosimy stan wyjątkowy lub wojenny. Dlatego bardzo dobrze się stało, że doszło do rozmów resortu zdrowia z protestującymi - zaznaczył poseł Piecha.

Klimczak: MZ powinien ufundować stypendia w niszowch specjalizacjach

Natomiast poseł Dariusz Klimczak, wiceprezes PSL podkreśla, że każdy, kto zajmuje się zarządzaniem w ochronie zdrowia wie, że „codziennie należy dbać o to, by nie doszło do sytuacji kryzysowej mogącej spowodować jakąkolwiek formę protestu”.

- Przypomnę, że poprzedni protest rezydentów (z 2017 roku - red.) pozbawił stanowiska ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Także w obecnym Białym Miasteczku 2.0 dominują młodzi ludzie - przedstawiciele różnych zawodów medycznych i niemedycznych. To przede wszystkim oni dopominają się o zmiany w systemie ochrony zdrowia - podkreślał Dariusz Klimczak.

- Uważam, że w tym proteście nie sama wysokość wynagrodzeń jest najważniejsza, ale to, by w celu osiągania godziwej płacy nie jeździć po województwie od jednego etatu do drugiego. Zasadniczym wyzwaniem w systemie ochrony zdrowia są więc dziś deficyty kadrowe. Brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy lekarzy - przypomniał wiceprezes PSL.

- Rząd musi rozwiązać ten problem. Poza zwiększaniem limitów na studia medyczne i liczby miejsc rezydenckich, może warto pomyśleć o ufundowaniu przez resort zdrowia stypendiów dla młodych lekarzy, którzy chcą podejmować specjalizacje niszowe. Jeżeli po zrobieniu takiej specjalizacji nadal będą pracować w Polsce, te stypendia powinny być umarzane - podsumował Dariusz Klimczak.

Czytaj też:

Zakończyło się spotkanie medyków z wiceministrem Bromberem. Ptok: To było dla nas techniczne spotkanie

Kraska: postulaty protestujących medyków są słuszne

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum