Protest medyków. Maciej Bogucki: jest prawdopodobne, że niedługo minister zdrowia się zmieni

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia13 września 2021 09:15

Radykalizacja sytuacji obecnie wiąże się w tym, że dodatki covidowe przestały być wypłacane, a nowy system, który potencjalnie może być wprowadzony w momencie kolejnej fali, jest znacznie bardziej ograniczony - uważa Maciej Bogucki.

Obawiam się, że decydenci przyjmą taktykę zarządzania kryzysem, niekoniecznie szukając rozwiązania, a raczej szukając metody na przewlekanie tego procesu (fot. PTWP)
  • Marek Bogucki, członek zespołu doradców z zakresu ochrony zdrowia przy senackiej Komisji Zdrowia i dyrektor Europejskiego Centrum strategii i Polityki w Ochronie Zdrowia w Warszawie komentuje protest medyków w Warszawie
  • "Sytuacja, kiedy w kierownictwie ministerstwa mamy tylko jednego lekarza, jest trudna do zrozumienia i która - wydaje mi się - jest jednak nieakceptowalna. W związku z tym trudno oczekiwać, że Ministerstwo Zdrowia rozumie w pełni sytuację pracowników medycznych"
  • - Jedynym powodem, dla którego system ochrony zdrowia w Polsce nie upada całkowicie, choć od dawna jest na granicy możliwości wydolności i racjonalności, jest to, że im gorzej w systemie publicznym, tym lepiej dla systemu prywatnego - komentuje ekspert

***

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Jednym z postulatów protestujących pracowników ochronny zdrowia są podwyżki wynagrodzeń. To chyba stały punkt każdego z takich wystąpień białego personelu?

Maciej Bogucki: Kwestie kadrowe, a wśród nich wynagrodzenia, są jednym z czterech tematów, którymi zajmuje się zespół doradców senackiej Komisji Zdrowia. To obszar, który wzbudza najwięcej emocji i dyskusji.

Martwi mnie, że wynagrodzenia są tak „ostrą” kwestią. Przerażające jest, że są tak kluczowym elementem, tak głęboko niedowartościowanym, wymagającym - kolokwialnie mówiąc - zasypania dziury. Dopiero po zasypaniu dziury w wynagrodzeniach można będzie mówić o poprawie jakości i efektywności ochrony zdrowia. Taka sytuacja jest trudna do zrozumienia i zaakceptowania przez ekonomistów.

Czytaj więcej: Protest i co dalej? Komentują dla Rynku Zdrowia: Bochenek, Sośnierz, Głód, Bogucki, Libura

Dlaczego protesty pojawiły się akurat teraz? Ma to związek z pandemią?

Wydaje się, że o ile ciężka praca nigdy nie była problemem dla zawodów medycznych, to w momencie kiedy w czasie pandemii były wypłacane dodatki covidowe, pracownicy, którzy je otrzymywali czuli pewne dowartościowanie i byli gotowi pracować nawet więcej i podejmować ryzyko.

Radykalizacja sytuacji obecnie wiąże się w tym, że dodatki covidowe przestały być wypłacane, a nowy system, który potencjalnie może być wprowadzony w momencie kolejnej fali, jest znacznie bardziej ograniczony, więc nie będzie dotyczył tak szerokiego grona pracowników medycznych. 

Teraz nam brakuje nie tylko środków, ale również jakiegoś racjonalnego systemu finansowania pracowników w różnych podmiotach leczniczych. Czasem pozwalam sobie na używanie prowokacyjnego sformułowania „siatka płac”, które pochodzi jeszcze z ubiegłej epoki i wzbudza bardzo złe konotacje. Ale oddaje dobrze to, co mam na myśli: znalezienie sposobu finansowania, który by nie tylko doprowadził do zwiększenia środków, ale również do ich racjonalnego i sprawiedliwego alokowania.

Wiemy, że w tej chwili są szpitale, także publiczne, które bardzo dobrze płacą. Są zawody, które ze względu na duże braki kadrowe są być może wręcz przepłacane. Z drugiej strony jest dramatycznie duża część pracowników medycznych, którzy absolutnie są niedowartościowani. 

Zwracam też uwagę, że wszyscy mówią teraz o wynagrodzeniach, podczas kiedy jest jeszcze kwestia warunków pracy i pozapłacowych systemów motywacyjnych. Kiedy tylko zasypiemy dziurę w wynagrodzeniach i znajdziemy rozwiązanie kwestii racjonalnego wynagradzania pracowników medycznych, to problem warunków pracy i motywacji pozapłacowych natychmiast musi wrócić.

Zobacz koniecznie: Protest i Białe Miasteczko. Lekarze, pielęgniarki i ratownicy kontra rząd NA ŻYWO

Czy możliwy jest obecnie dialog resortu z protestującymi?

Widzę pewną trudność w negocjacjach pracowników zawodów medycznych z Ministerstwem Zdrowia. Zawsze marzyliśmy o tym, żeby nie było konieczności, aby ministrem zdrowia był lekarz. Teraz mamy taką sytuację, że akurat w czasie pandemii, być może lekarz byłby bardziej na miejscu w Ministerstwie Zdrowia. Chociaż tu bym się nie opierał. Natomiast sytuacja, kiedy w kierownictwie ministerstwa mamy tylko jednego lekarza, jest trudna do zrozumienia i która - wydaje mi się - jest jednak nieakceptowalna. Jedynym lekarzem z zawodu w kierownictwie resortu zdrowia jest Waldemar Kraska. 

W związku z tym trudno oczekiwać, że Ministerstwo Zdrowia rozumie w pełni sytuację pracowników medycznych. Ci zawsze protestowali z dużą ostrożnością, biorąc pod uwagę powołanie, a nawet „misję” tego zawodu. Jednak misja nie jest czymś, co się dzieje samo, musi być wsparta odpowiednim wynagrodzeniem i warunkami pracy.

Myślę, że to, co się wydarzyło przez ostatnie kilka dni - próby rozmów resortu zdrowia z przedstawicielami ratowników, farmaceutów, organizacji związków zawodowych, to jest dopiero wstęp i że medycy będą protestować, a sytuacja będzie się dość dynamicznie rozwijać. Ministerstwu nie będzie łatwo znaleźć rozwiązania. 

Konsekwencją obecnych protestów, choć może nie od razu, będzie zmiana na stanowisku ministra zdrowia?

Biorąc pod uwagę, że minister Adam Niedzielski sprawuje urząd od około roku, to jest całkiem prawdopodobne, że niedługo minister zdrowia się zmieni. I to z różnych powodów.

Po pierwsze dlatego, że dla osoby pracującej w tak trudnych warunkach, rok pracy w Ministerstwie Zdrowia jest dość wyczerpujący. Z drugiej strony, daje on wystarczające nabycie wiedzy i powiązań, żeby ułożyć sobie dalszą karierę. Z trzeciej strony, myślę, że ministerstwo będzie próbowało negocjować i te negocjacje przedłużać, a potem się okaże, że jest nowy minister i trzeba mu dać kolejne 100 dni czasu na znalezienie rozwiązania. Obawiam się, że decydenci przyjmą taką taktykę zarządzania kryzysem, niekoniecznie szukając rozwiązania, a raczej szukając metody na przewlekanie tego procesu.

Wydaje mi się, że jedynym radykalnym sposobem na wstrząśnięcie decydentami i to abstrahując od opcji politycznej – choć nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, ale po prostu realistą - byłby całkowity upadek systemu ochrony zdrowia w Polsce. Jesteśmy cały czas na granicy, blisko tego upadku. 

To dlaczego nie upada?

Jedynym powodem, dla którego system ochrony zdrowia w Polsce nie upada całkowicie, choć od dawna jest na granicy możliwości wydolności i racjonalności, jest to, że im gorzej w systemie publicznym, tym lepiej dla systemu prywatnego. 

System prywatny się wciąż rozwija. Wydaje się niestety, że od lat jest to pewna koncepcja strategiczna Ministerstwa Zdrowia i decydentów w Polsce, żeby ograniczać koszty, czy też zarządzać budżetem ochrony zdrowia w taki sposób, że dajemy tyle, ile mamy, a reszta będzie wydana z kieszeni pacjenta i pójdzie do systemu prywatnego. To ono powoduje przesuwanie leczenia Polaków do systemu prywatnego w sposób coraz bardziej dramatyczny i już w tej chwili jest to sytuacja absolutnie nieakceptowalna.

Jestem zwolennikiem skończenia z spłaceniem dwa czy trzy razy za to samo. System publiczny musi mieć możliwość dostarczania świadczeń na cywilizowanym poziomie, a z drugiej strony Polacy muszą mieć możliwość doubezpieczenia się do dodatkowych świadczeń lub świadczeń na wyższym poziomie.

Ale to jest działanie wtórne. Pierwotnym jest zbudowanie systemu, który by finansował świadczenia z systemu publicznego. Na to oczywiście potrzebne są znacznie większe środki. Te środki powinny pochodzić ze zwiększenia finansowania przez państwo, ale być może również z przekierowania pewnych środków, np. obecnie odprowadzanych przez pracodawców na abonamenty. Konieczny jest tu dialog z pracodawcami i świadczeniodawcami prywatnymi.

Powinniśmy więc usiąść do stołu do rozmów, a nie szukać rozwiązań „na ulicy”?

System ochrony zdrowia to naczynia połączone. Są tu też kwestie kadrowe, dotyczące wynagrodzeń i nawet protesty, jeśli ktoś czuje się zmuszony brać w nich udział, mają swoją wymowę poprzez presję wywieraną na decydentów.

Inną kwestią jest to, kiedy wreszcie pojawi się w Ministerstwie Zdrowia czy nawet w rządzie, poważne podejście do systemu ochrony zdrowia i jego zbudowania. Bo od kilku lat twierdzę, że w Polsce po prostu systemu ochrony zdrowia nie ma. I powinniśmy wreszcie usiąść wspólnie do stołu i porozmawiać o jego rozbudowaniu. Zespół doradców przy Komisji Zdrowia Senatu RP przygotował założenia strategii docelowego systemu ochrony zdrowia Polaków.

Czy ta wspomniana presja może jednak odnieść skutek?

Myślę, że obecnie nic wielkiego się nie wydarzy. Być może Ministerstwo Zdrowia wprowadzi działania w postaci wsparcia systemu ratownictwa wojskowymi czy pielęgniarkami, jak to się dzieje. Może coś dorzuci jeszcze próbując ratować sytuację.

Dodatkowym problemem jest to, że niestety od lat przedstawiciele zawodów medycznych są fatalnie zorganizowani, nie mają wspólnej platformy reprezentacji. Dominująca jest Naczelna Izba Lekarska, która często stara się pokazać tę dominującą pozycję wobec innych zawodów. Z drugiej strony, na przykład ratownicy medyczni nie są zrzeszeni w izbie umocowanej ustawowo.

To powoduje, że wszystkie próby spójnego, wspólnego działania zawodów medycznych wychodzą dosyć słabo. Ministerstwo Zdrowia umiejętnie to rozgrywa i rozbija mało scalone środowisko medyczne. Myślę, że to jest ważne wyzwanie dla zawodów medycznych, aby znaleźć jednak platformę współpracy i jednolitej reprezentacji. 

Maciej Bogucki – członek zespołu doradców z zakresu ochrony zdrowia przy senackiej Komisji Zdrowia, dyrektor Europejskiego Centrum strategii i Polityki w Ochronie Zdrowia w Warszawie

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum