Protest lekarzy w Warszawie: wuwuzele, emocjonalne przemówienia, zapowiedź ograniczania czasu pracy

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 01 czerwca 2019 19:32

W sobotę (1 czerwca) ulicami Warszawy przeszła manifestacja lekarzy zorganizowana przez OZZL. Protestujący domagali się przede wszystkim zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. Ostrzegli, że jeżeli rząd nie spełni ich postulatów, a zdrowie nie wróci do debaty publicznej, jesienią wrócą do ograniczania czasu pracy.

Protest lekarzy, w którym wzięło udział około 3 tysiące manifestantów rozpoczął się o godz. 13.00 pod siedzibą Ministerstwa Zdrowia przy ul. Miodowej głośnymi dźwiękami wuwuzeli. Do uczestników wyszedł wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, ale rozmawiał tylko z dziennikarzami - nie przemawiał do protestujących. Podkreślał, że nakłady na zdrowie są podnoszone.

- Obiecaliśmy 6 proc. PKB w 2024 roku i tak jak we wszystkich innych przypadkach, rząd Prawa i Sprawiedliwości dotrzyma słowa - mówił Cieszyński do dziennikarzy. - Walczymy też o to, aby w Polsce było więcej lekarzy, o 50 proc. więcej miejsc na studiach lekarskich. Wszyscy wiemy, że wykształcenie lekarza to jest kwestia 10 lat, więc wiemy, że nie wydarzy się to z dnia na dzień - dodał.

Bukiel: "Dość umierania pacjentów w kolejkach!"
Przed siedzibą resortu zdrowia emocjonalne przemówienie wygłosił przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel.

- Dość umierania pacjentów w kolejkach do leczenia! Gdy powiedziałem te słowa jednemu z dziennikarzy, odpowiedział: "to banalne, od lat ciągle domagacie się tego samego" - mówił Bukiel. - Do czego to doszło? Ludzie, opamiętajcie się! Opamiętajcie się rządzący, panie prezesie, panie premierze! Pacjenci naprawdę umierają w kolejkach do leczenia! To nie jest banalne. Jeżeli 20 lat protestowaliśmy i nie pomogło, to będziemy dalej protestować - zaznaczył szef OZZL. 

Rynek Zdrowia jeszcze przed wyruszeniem marszu o komentarz poprosił jego współorganizatora, Bartosza Fiałka z Porozumienia Rezydentów OZZL.

- Najważniejsze, aby ochrona zdrowia w końcu pojawiła się w debacie publicznej. Obecnie nikt nie mówi o zdrowiu - partia rządząca w ogóle, partie opozycyjne w stylu science-fiction. Jeżeli to się nie stanie, będziemy eskalować nasze działania protestacyjne. Tak duża frekwencja podczas manifestacji świadczy jedynie o tym, że ochrona zdrowia jest w fatalnej kondycji - powiedział Fiałek.

Mocne słowa pod Sejmem: "30 lat PRL-u w ochronie zdrowia"
Spod Ministerstwa Zdrowia demonstranci Traktem Królewskim przeszli pod Sejm. Na czele kolumny nieśli transparent z hasłem: "6,8 proc. PKB na zdrowie".

Protestujący nieśli też inne transparenty: "Jeśli zabraknie lekarzy, zostaną tylko grabarze", "Stop śmierci w kolejkach", "W sieci szpitale umierają po cichu", "Krótsza kolejka = dłuższe życie", "Wszyscy jesteśmy pacjentami", "Dość oszczędności na zdrowiu i godności”, "Zmęczony lekarz = żaden lekarz".

Skandowano głównie dwa hasła: "Pozwólcie nam leczyć w Polsce" i "Powiedz lekarzu, gdzie wyjedziesz po stażu".

Gdy kolumna protestujących dotarła pod siedzibę Sejmu, rozpoczęły się przemówienia przedstawicieli lekarzy.

- Najważniejszy jest dla nas wzrost nakładów na ochronę zdrowia. Pod tymi sztandarami idziemy dziś wszyscy razem - mówił Łukasz Jankowski z Porozumienia Rezydentów, prezes OIL w Warszawie.

Głos zabrał także prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

- Od ponad 25 lat domagamy się właściwych nakładów na opiekę zdrowotną. Nie bądźmy na końcu Europy. Chcemy leczyć pacjentów zgodnie z naszą najlepszą wiedzą, bo na to zasługują. Nie skłócajcie nas z naszymi pacjentami. Idziemy w jednym szeregu, lekarze i zawody medyczne - mówił.

Podkreślał, że wszyscy powinni usłyszeć hasło, które towarzyszyło demonstrantom w trakcie protestu: "chcemy leczyć w Polsce". - Nie pozwólmy wspaniałej polskiej młodzieży "medycznej", by wyjeżdżała z ojczyzny. Nie ma bezpiecznego pacjenta bez bezpiecznego lekarza - i odwrotnie - podsumował.

Biliński: niektórzy nazywają nas frajerami
Ze sceny przemówił także dr Jarosław Biliński z Porozumienia Rezydentów OZZL.

- Zdrowie jest wymieniane jako pierwsze we wszystkich życzeniach, jakie sobie składamy. Dlaczego po 30 latach wolnej Polski w priorytetach państwa jest na samym końcu? Dlaczego to nadal 30 lat PRL-u w ochronie zdrowia? - dopytywał.

Dodał: - Niektórzy nazywają nas frajerami i może faktycznie jesteśmy naiwni. Ale czy mogliśmy przewidzieć to, że choćby nawet w porozumieniu, które podpisaliśmy - i w projekcie i w ustawie, którą rząd uchwalił - dokona się brutalnych, drastycznych zmian? Dokonano zmian, którymi zabrano tylko w tym roku 10 mld zł polskim pacjentom, nam wszystkim - podkreślał Jarosław Biliński.

Tłumaczył, że rezydenci podpisali porozumienie "w duchu nowego otwarcia, zaufania rządowi", tymczasem - jak stwierdził - to porozumienie nie zostało dotrzymane. - Zapalnikiem, który sprawia, się tu spotykamy, jest to, iż polski pacjent dalej jest na szarym końcu. Za 10 mld zł można by uratować zdrowie i życie tysięcy ludzi. Jak mamy dzisiaj ufać rządowi? - pytał.

- Uderzmy się w pierś, może jesteśmy frajerami. Jakim cudem, przez 30 lat, nie udało nam się wywalczyć porządnej ochrony zdrowia w Polsce? Może to my jestem temu winni, lekarze, wszyscy Polacy? Idźmy na każde spotkanie z politykami, na każdy wiec i zadajmy pytanie o ochronę zdrowia. Tylko tak możemy zmienić rzeczywistość - apelował Biliński.

Lekarze: brak reakcji rządu = ograniczanie czasu pracy
Protestujący złożyli w biurze podawczym Sejmu petycję ws. podniesienia nakładów na opiekę zdrowotną do 6,8 proc. PKB.

Rynek Zdrowia zapytał, jakie są dalsze plany po zakończeniu protestu.

- Jeżeli nie będzie po tej manifestacji żadnego odzewu, jesienią (we wrześniu lub październiku) zaczniemy ograniczać czas pracy, wrócimy do wypowiadania opt-outów - powiedział Bartosz Fiałek. - Już podjęliśmy taką uchwałę (zarząd OZZL - red.) - poinformował.

Zaznaczył, że lekarze nie chcą odchodzić od łóżek. - Akcję cały czas będzie koordynował OZZL - podkreślił.

- Jestem zaskoczony, że przyszło dziś tyle osób - powiedział, pytany o frekwencję podczas protestu. Przyznał, że na razie nie ma danych, ilu uczestników liczyła demonstracja, ale według niego było ok. trzech tysięcy osób - lub więcej. Podkreślił też, że ograniczenie czas pracy "pokaże, że ten system faktycznie jest niewydolny". - Umieramy na dyżurach, bo pracujemy ponad siły - mówił stanowczo Fiałek.

Podobne zapowiedzi padły też z ust Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego OZZL. - Wracamy, robimy ankiety i przygotowujemy się. Jeden lekarz, jeden etat. Tak jak w prawie - po bożemu - mówił na zakończenie manifestacji przed Sejmem.

Apel o jedność zawodową i aktywność związkową
Przedstawiciele lekarzy mówili także o potrzebie zawodowej konsolidacji i budowaniu tzw. uzwiązkowienia.

- Jesteśmy w stu procentach przekonani, że tylko konsolidacja wszystkich środowisk, które funkcjonują w ochronie zdrowia, pozwoli nam na skuteczną walkę - zaznaczał Andrzej Bujnowski, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

- Silny związek zawodowy to dobra opieka zdrowotna. OZZL chce wyrównać różnice w dostępie do świadczeń medycznych. Aby to było możliwe, potrzebni są ludzie, potrzebne jest uzwiązkowienie - mówił do zgromadzonych przed Sejmem Bartosz Fiałek.

Rzecznik prasowy PR OZZL Damian Patecki zaznaczał, że choć Polska jest wśród 30 najbogatszych krajów świata, to ochrona zdrowia nadal jest marginalizowana.

Patecki zaapelował też do lekarzy i innych zawodów medycznych: - Przede wszystkim dbajcie o samych siebie, nie bierzcie zbyt wielu dyżurów, dbajcie o rodziny, o zdrowie. Nasz system nie potrzebuje kolejnych śmierci lekarzy na dyżurach z przemęczenia.

- Błędów systemowych i politycznych nie jesteśmy w stanie skompensować własną ciężką pracą. Naszym zadaniem jest leczyć i robić to jak najlepiej, a nie łatać dziury systemowe - podsumował Patecki.

Protest zakończył się ok godz. 15.30. W jego trakcie nie było żadnych incydentów, podczas całego marszu obecna była policja, która zabezpieczała trasę.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum