Profilaktyka. Lekarzy mamy za mało. Czy znajdą jeszcze czas na program 40 PLUS?

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia04 lipca 2021 07:58

Od lat zachęcam pacjentów, aby byli bardziej samodzielni. Żeby nie zgłaszali się do przychodni z byle katarem czy przeziębieniem - mówi dr Wojciech Wysoczański.

Pacjenci z katarem czy przeziębiebniem powinni zostać w domu, a nie chodzić do przychodni? FOT. Shutterstock
  • Z moich doświadczeń jako lekarza rodzinnego wynika, że ok. 80 proc. pacjentów przyjmowanych jest w poradni z błahych powodów. Powinni zostać w domach - przyznaje dr Wojciech Wysoczański
  • Zaznacza, że w wielu krajach lekarz rodzinny nie przyjmuje więcej niż 20 pacjentów, dlatego ma czas, m.in. na profilaktykę
  • Aby pacjent wiedział, czy oraz z jakimi objawami powinien zgłaszać się do lekarza, najpierw musi być dobrze wyedukowany - podkreśla prof. Maciej Banach

Rządowy Program Profilaktyka 40 PLUS oficjalnie wystartował 1 lipca. Obejmuje pakiety podstawowych badań dla kobiet i mężczyzn. Program dotyczy ok. 20 milionów osób.

Eksperci wskazują, że jednym z głównych problemów w realizacji tego przedsięwzięcia mogą okazać się deficyty kadrowe, przede wszystkim wśród lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. W naszym systemie brakuje też, m.in. i pielęgniarek i edukatorów zdrowotnych, a to właśnie te grupy zawodowe w wielu krajach zachodnich w znacznej mierze zajmują się profilaktyką.

Lekarz: zachęcam pacjentów do większej samodzielności

Na jeszcze jeden problem, związany z kadrowymi ograniczeniami w naszej ochronie zdrowia zwraca uwagę dr Wojciech Wysoczański, zastępca dyrektora Wydziału Świadczeń Opieki Zdrowotnej w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, specjalista chorób wewnętrznych i lekarz rodzinny.

- W krajach zachodnich, gdzie bezpośredni dostęp do lekarza z powodu banalnego przeziębienia jest mocno ograniczony, każdy pacjent wie, z jakimi objawami powinien się zgłosić osobiście do placówki medycznej, a kiedy może zostać w domu - mówi dr Wojciech Wysoczański.

- Od lat zachęcam do tego, by polscy pacjenci byli bardziej samodzielni, Żeby nie zgłaszali się do przychodni z byle katarem czy przeziębieniem. Pewnym plusem pandemii stała się większa świadomość Polaków dotyczące możliwości samoleczenia. Coraz więcej osób rozumie już, że przychodząc do poradni z banalną infekcją może zakazić innych - stwierdza dr Wysoczański.

- Spora część takich zupełnie niepotrzebnych kontaktów z placówkami służby zdrowia została w czasie pandemii ograniczona - dodaje. Wskazuje, że bardzo ważna jest powszechna edukacja dotycząca znajomości w społeczeństwie najważniejszych objawów alarmowych - zarówno przy zwykłej grypie, jak i, na przykład, w chorobach kardiologicznych.

Pacjenci powinni znać główne objawy alarmowe

- W krajach zachodnich, gdzie bezpośredni dostęp do lekarza z powodu banalnego przeziębienia jest mocno ograniczony, każdy pacjent wie, z jakimi objawami powinien się zgłosić osobiście do placówki medycznej. Ale wie również, w jakich sytuacjach może bezpiecznie - np. przy gorączce 38 stopni, kaszlu i katarze - skontaktować się lekarzem telefonicznie lub o prostu zażywać leki „zbijające” gorączkę i pozostać w domy. Z drugiej strony wie, że jeśli pojawia się duszność, konieczna jest bezpośrednia wizyta w gabinecie lekarskim - wskazuje zastępca dyrektora Wydziału Świadczeń Opieki Zdrowotnej AOTMiT.

- Doświadczenia pandemii wskazują, że także w Polsce samodzielność pacjentów może teraz być większa niż w wcześniej - zaznacza. - Z naszych analiz wynika jednak, że nadal większość bezpośrednich konsultacji lekarskich w Polsce dotyczy naprawdę błahych przypadków - podkreśla.

Dr Wojciech Wysoczański wskazuje, że jeszcze przed pandemią resort zdrowia zlecił Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przeprowadzenie analiz dotyczących możliwości zwiększenia zakresu oraz dostępności badań profilaktycznych w Polsce.

Jaki model organizacji profilaktyki wybrać?

- W trakcie tych analiz zidentyfikowaliśmy wiele problemów, w tym dotyczące braku kadr medycznych - przede wszystkim lekarzy i pielęgniarek - co już dziś istotnie utrudnia realizację świadczeń profilaktycznych, między innymi przez placówki podstawowej opieki zdrowotnej - informuje.

- Analizowaliśmy, między innymi możliwość szerszego włączenia medycyny pracy do realizacji badań profilaktycznych. Wymaga to jednak zmian ustawowych, ale ta opcja jest warta rozważenia. Poza tym rozpatrywaliśmy model austriacki, w którym profilaktyką chorób zajmują się osobne, dodatkowe podmioty - mówi dyrektor Wysoczański.

Zaznacza, że kluczowe bariery w realizacji badań profilaktycznych w Polsce związane są z deficytem kadr medycznych. I tak wracamy do kwestii realnych możliwości realizowania profilaktyki, między innymi przez placówki POZ.

- Z moich doświadczeń jako lekarza rodzinnego wynika, że ok. 80 proc. pacjentów przyjmowanych w poradni w ogóle nie powinno tam przychodzić. Ale przychodzą i zabierają lekarzom czas, który można byłoby poświęcać pacjentom naprawdę wymagającym bezpośredniej interwencji - mówi dr Wysoczański.

Czytaj także:
"Profilaktyka 40 PLUS". Prof. Fal: program źle rokuje. Problemem jest dobrowolność świadczeniodawców i pacjentów

Czy profilaktyką mają zajmować się tylko lekarze?

Dodaje: - W wielu krajach lekarz rodzinny nie przyjmuje więcej niż 20 pacjent, dlatego ma czas, między innymi na profilaktykę. Jeżeli pacjenci rejestrują się do mnie za powodu kataru, to kiedy mam zajmować się profilaktyką?

W opinii eksperta to jest właśnie jeden z ważniejszych powodów, dla których lekarze rodzinni nie realizują dotychczas funkcjonujących tzw. pakietów profilaktycznych. O tym, że w Polsce jest za mało lekarzy, także w POZ, wszyscy wiedzą od lat. Zdaniem dr. Wojciecha Wysoczańskiego konieczne są też zmiany organizacyjne dotyczące prowadzenia profilaktyki chorób i ich czynników ryzyka.

Dlatego AOTMiT rozważała wdrożenie wybranych programów profilaktycznych bez udziału lekarza. - Zadania te mogliby realizować edukatorzy zdrowotni lub same pielęgniarki. Z kolei laboranci przeprowadzaliby badania bez potrzeby wcześniejszej wizyty pacjenta u lekarza, ale na podstawie e-skierowania. Dopiero nieprawidłowy wynik byłby podstawą do wizyty u lekarza - tłumaczy dr Wysoczański.

Po pierwsze edukacja, po drugie wnioski z pandemii

Do kwestii bezpośrednich wizyt lekarza POZ z tak błahego powodu jak katar czy przeziębienie, odniósł się prof. Maciej Banach, sekretarz generalny Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego i przewodniczący Polskiego Towarzystwo Lipidologicznego.

- Aby pacjent wiedział, czy oraz z jakimi objawami powinien zgłaszać się do lekarza, najpierw musi być dobrze wyedukowany. Stąd tak ważne jest wprowadzenie do szkół nauczania wiedzy o zdrowiu, o co apeluję od 12 lat do kolejnych ministrów edukacji - podkreśla prof. Banach.

- Ponadto już kilka miesięcy temu, m.in. na podstawie doświadczeń w czasie pandemii, powinny zostać ustalone precyzyjne standardy i warunki określające, w jakich sytuacjach można stosować teleporady, a kiedy konieczna jest bezpośrednia wizyta pacjenta u lekarza - podsumowuje prof. Maciej Banach.

Wszystkie wypowiedzi zanotowano podczas sesji pt. "Profilaktyka wybranych chorób zakaźnych i cywilizacyjnych" w ramach VI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 14-16 czerwca 2021 r.). Kolejna relacja z tej debaty - już wkrótce w portalu rynekzdrowia.pl.

Czytaj także:
Rusza tzw. 500 plus na zdrowie. Niedzielski: "Sam skorzystam, bo żona by mnie okrzyczała". Program dla 20 mln Polaków

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum