Jacek Wykowski, NIL, Rzeczpospolita/Rynek Zdrowia | 08-02-2019 15:30

Prof. Krajewski: nie ma propozycji ograniczania liczby specjalizacji, jest wspieranie najważniejszych

- Nie używajmy sformułowania "ograniczenie liczby specjalizacji". Mówmy o wyodrębnieniu i wspieraniu tych, które mają podstawowe znaczenie dla pacjentów i funkcjonowania systemu - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Romuald Krajewski, były wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, członek zespołu przy ministrze zdrowia proponującego zmiany w ramach prac nad projektem nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty.

Fot. Shutterstock

Projekt założeń do nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, przygotowany przez zespół przy ministrze zdrowia, wstępnie zakłada zmniejszenie liczby specjalizacji lekarskich (obecnie jest ich 77 + 9 dla lekarzy dentystów). Nowela wprowadza definicję specjalizacji szczegółowych, czyli tzw. podspecjalizacji oraz umiejętności lekarskich.

Nie mnóżmy specjalizacji
Mniej ma być też podspecjalizacji; resort chce niektóre zastąpić umiejętnościami lekarskimi zdobytymi w sześć miesięcy. Certyfikat umiejętności lekarskich będzie można uzyskać na podstawie szkoleń i egzaminów organizowanych przez Centrum Egzaminów Medycznych lub egzaminów zewnętrznych, przeprowadzanych również przez instytucje europejskie.

Według "Rzeczpospolitej" (artykuł z 7 lutego br. pt. "Z 86 do 50 zmniejszy się liczba specjalizacji lekarskich") z listy specjalizacji podstawowych zniknąć miałaby m.in. chirurgia plastyczna, a z podspecjalizacji - chirurgia onkologiczna, ginekologia onkologiczna, laryngologia dziecięca czy hipertensjologia.

Eksperci z jednej strony wskazują, że to właściwy kierunek, bo mnożenie specjalizacji m.in. ogranicza dostęp chorych do leczenia (np. pacjent z wielochorobowością ma coraz więcej specjalistów „do zaliczenia”). Z drugiej strony pojawiają się takie głosy, jak choćby prof. Tomasza Grodzkiego (chirurg klatki piersiowej, transplantolog), który we wspomnianym już artykule pyta, czy można nauczyć się chirurgii onkologicznej w ścieżce 6-miesięcznej.

Podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.) odbędzie się m.in. sesja "Deficyty kadrowe w polskiej medycynie - jak sprostać temu wyzwaniu". Program całego Kongresu i rejestracja: http://www.hccongress.pl/pl/.

Profesor zaznacza, że chirurgia, szczególnie onkologiczna, jest skuteczna, gdy wykonuje się ją na skalę masową, a w większości dyscyplin chirurgicznych o biegłości  - według prof. Grodzkiego - można mówić, gdy "50 ciężkich zabiegów wykona się samodzielnie, a najpierw 50 jako asystent". W podsumowaniu zadaje kolejne pytanie: "Czy ta ustawa ma sprzyjać jakości leczenia pacjentów, czy oszczędzaniu pieniędzy?"

Jak bajka o "żelaznym wilku"?
Jak mówi nam z kolei prof. Romuald Krajewski, były wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej i członek zespołu przy ministrze zdrowia opracowującego propozycje zmian w ustawie o zawodzie lekarza, w tym obszarze zapanowało ogromne niezrozumienie. - Opowiada się o "żelaznym wilku", który jest strasznie groźny, nie wiedząc dokładnie, o co chodzi - odpowiada na nasze pytanie o proponowane zmiany w liczbie specjalizacji.

- W zespole pracującym nad nowelą było bardzo dużo różnych zdań. Dokument jest ciągle przedmiotem konsultacji, różnych uzupełnień. Ostateczny kształt poznamy dopiero na etapie propozycji legislacyjnej, z którą być może wystąpi minister zdrowia - podkreśla.

Odnosząc się do obszaru specjalizacji (nowelizacja wprowadza też bardzo wiele innych zmian, więcej TUTAJ), wiceszef NRL przypomina, że dyskusja, czy potrzebujemy tak wielu specjalizacji, trwa od dawna - i to nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.

- Kiedy dołączono do wykazu specjalizacji te bardziej szczegółowe, głównie pediatryczne, dyskusja ożyła. Sprowadza się właściwie do jednej ogólnej zasady - by specjalizacji nie mnożyć. Wiadomo, że praktykę medyczną można dzielić właściwie w nieskończoność. W efekcie opieka staje się kosztowna, trudniej dostępna, a system mało efektywny - tłumaczy prof. Krajewski.

Akcentuje, że ograniczenie liczby specjalizacji podstawowych nie oznacza, że te "niepodstawowe" mają być przesunięte do umiejętności bądź zlikwidowane. - Zespół raczej sformułował to w ten sposób, by cała reszta stała się przedmiotem do dyskusji - zaznacza.

Zapowiada się trudna dyskusja
Gdy pytamy o podnoszoną przez prof. Grodzkiego kwestię chirurgii onkologicznej (miałaby przejść z podspecjalizacji do umiejętności lekarskiej) prof. Krajewski podkreśla raz jeszcze, że to jedna z propozycji i żadnych decyzji jeszcze w tej sprawie nie podjęto.

- Chirurgia onkologiczna mogłaby pozostać specjalizacją szczegółową. Jeśli chodzi o tzw. umiejętności, tutaj też jest trochę niezrozumienia. Przekształcenie w umiejętność czegoś, co nazywamy specjalizacją i co wymaga dłuższego kształcenia, szerokiego zakresu kompetencji zawodowych, pewnie nie będzie możliwe - przyznaje.

Dodaje, że "ta sprawa jest bardzo dyskusyjna i trudna”, na dodatek - jak zauważa - każda szczegółowa specjalność będzie uważała, że nie powinna być umiejętnością.

- Znam lekarzy z całej Europy i przy różnych okazjach dyskutujemy nt. problemów w ochronie zdrowia. Np. koledzy ze Szwecji skarżą się, że na dyżur nie można znaleźć lekarza chirurga. Dlaczego? Bo jest chirurg naczyniowy, endokrynologiczny czy inny, a i wśród nich są jeszcze specjaliści od tętnic, żył itd. Chirurg naczyniowy, po iluś latach pracy, ma rację mówiąc, że nie zoperuje wyrostka, bo przecież tego nie robił. Tymczasem pacjentów z wyrostkiem jest bardzo dużo i ktoś musi się nimi zająć - wyjaśnia prof. Romuald Krajewski.

Wiceprezes NRL konstatuje, że mimo wielu wątpliwości kierunek zmian w noweli jest słuszny. Według niego mniejsza liczba specjalizacji podstawowych lepiej służyłaby systemowi opieki zdrowotnej, systemowi kształcenia i samym pacjentom. Byłby to też efektywniejszy sposób wykorzystania środków.
Profesor zaznacza jednak, że zmiany muszą być wprowadzane stopniowo i ciągle dyskutowane. Zwraca ponadto uwagę na jeszcze inny problem.

Zespół proponuje, minister zdecyduje
- Jeżeli płatnik powie, że uzależnia płacenie od superspecjalizacji, to oczywiście będzie ogromna presja na ich robienie. A tak być nie powinno - warunkiem powinno być posiadanie ogólnej specjalizacji. Szczególnie dotyczy to interny i pediatrii, o których mówi się, że umierają, bo rozpadają się właśnie na superspecjalizacje - twierdzi.

Przypomnijmy: w składzie ministerialnego zespołu, który opracowuje projekt, są: dr Jarosław Biliński (przewodniczący), dr Marcin Grabowski (wiceprzewodniczący), lek. Łukasz Jankowski, lek. Tomasz Imiela, prof. Mariusz Klencki, prof. Ryszard Gellert, prof. Stanisław Pomianowski, prof. Piotr Socha, prof. Romuald Krajewski i lek. dent. Anna Lella.

W pracach uczestniczy również wielu innych przedstawicieli środowiska lekarskiego.

Przewodniczący zespołu ocenia, że "całość zmian regulowanych przez zapisy ustawy i zapisy rozporządzeń byłaby jedną z większych reform kształcenia podyplomowego lekarzy i prawa pracy po 1989 roku, która wypływa bezpośrednio ze środowiska".

Jak podkreśla dr Biliński, reforma ta, dzięki intensywnym pracom i konsultacjom, jest spójna. Decyzja o ostatecznym kształcie ustawy i rozporządzeń należy do ministra zdrowia.