Prof. Grodzki: dodatkowe obostrzenia są wprowadzane, gdy szpitale polowe stoją puste

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 17 grudnia 2020 18:21

Walka z pandemią odbywa się ciągle ku mojemu rozczarowaniu w sposób chaotyczny, a zapowiedziane przez rząd nowe obostrzenia są "nie do końca przemyślane" i trochę spóźnione - ocenił marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Prof. Grodzki: dodatkowe obostrzenia są wprowadzane, gdy szpitale polowe stoją puste
Na zdj. marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Fot. PTWP

Minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił w czwartek (17 grudnia), że od 28 grudnia do 17 stycznia zostanie wprowadzona kwarantanna narodowa. Zamykamy hotele, także na ruch służbowy, i stoki narciarskie - poinformował. Jak dodał, w noc sylwestrową będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się.

W opublikowanym w czwartek komunikacie rząd poinformował o przedłużeniu etapu odpowiedzialności, podczas którego wprowadzano dodatkowe ograniczenia. Nowe zasady bezpieczeństwa będą obowiązywały od 28 grudnia 2020 r. do 17 stycznia 2021 r., czyli do końca przerwy szkolnej. Zgodnie z nim w noc sylwestrową z 31 grudnia 2020 r. na 1 stycznia 2021 r. w godzinach od 19:00 do 6:00 w całym kraju będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się. Wyjątkiem będą m.in. niezbędne czynności służbowe oraz inne wskazane w rozporządzeniu.

Do zapowiedzi dot. obostrzeń odniósł się w rozmowie z PAP marszałek Senatu. - Walka z pandemią odbywa się ciągle ku mojemu rozczarowaniu w sposób chaotyczny. Bo na początku, gdy przypadków covidu było kilkanaście czy kilkadziesiąt, był ciężki lockdown, który miał dramatyczne skutki gospodarcze, potem było znaczne poluzowanie. Kiedy kilka tygodni temu mieliśmy dramatyczny wzrost liczby zakażeń i liczby zgonów, takiego lockdownu nie było - powiedział marszałek Senatu.

- Teraz, kiedy po paru tygodniach wydaje się, że nastąpiła pewna stabilizacja liczby zakażeń przy ciągle wysokiej liczbie zgonów, choć daleko jest jeszcze od poprawy, wprowadzanie takich obostrzeń wzorem krajów sąsiednich, u których występuje obecnie ten pik, który u nas występował parę tygodni temu - takie naśladowanie sąsiadów wydaje się nie do końca przemyślane. Bo to należało zrobić parę tygodni temu, wtedy byśmy uniknęli tego dramatycznego wzrostu liczby zakażeń - powiedział Grodzki.

Nawiązał tym samym do sytuacji, gdy w Polsce odnotowywano rekordowe liczby dobowych zakażeń koronawirusem.

Grodzki wyraził zdumienie, że dodatkowe obostrzenia są wprowadzane w momencie, gdy sytuacja jest "nieco bardziej stabilna, a szpitale polowe - czy też raczej izolatoria - stoją praktycznie puste". - Wierzę, że ministerstwo jakoś to przemyślało - mówił, dodając, że "nie do końca" zgadza się z tymi restrykcjami. Jego zdaniem, są one "nie do końca przemyślane" i wpisują się w ciąg wcześniejszych "chaotycznych działań takich jak zamykanie i otwieranie lasów", czy obietnice dot. masowej dostępności szczepionek na grypę we wrześniu.

Pytany, czy czas na wprowadzenie tych obostrzeń nie był właściwy, Grodzki ocenił, że są one "trochę spóźnione, ponieważ szczyt, uderzenie drugiej fali już mieliśmy".

Na uwagę, że rząd chce ochronić Polaków w czasie okołoświątecznym, gdy wzrasta liczba podróży po kraju i wzajemnych odwiedzin, Grodzki stwierdził, że "to można zrozumieć". Zauważył jednocześnie, że już wcześniej wprowadzono obostrzenie dot. dystansu społecznego w galeriach, czy liczby gości przy świątecznym stole. - Nie ma w mojej ocenie danych, że akurat galerie handlowe w jakiś szczególny sposób przyczyniają się do rozprzestrzeniania zakażeń. Natomiast przebywanie na świeżym powietrzu w odpowiednim dystansie społecznym jest raczej prozdrowotne niż antyzdrowotne - stwierdził Grodzki.

Pytany o zamknięcie stoków narciarskich i hoteli, Grodzki podkreślił, że właściciele hoteli "wydali duże pieniądze na to, by dostosować się do zaostrzonych wymogów sanitarnych", niemal każdy pokój ma oddzielną łazienkę, a posiłki w nich są serwowane w inny sposób niż kiedyś i można je dostarczyć do pokoju.

- Musimy pamiętać o tym, że dramatyczne skutki zdrowotne to jedno, a skutki gospodarcze, równie dramatyczne, to drugie, a kasa państwa robi się pusta i już każda kolejna tarcza jest mniej efektywna, bo nie mamy już co tym ludziom zaoferować - zaznaczył marszałek Senatu.

Wiktoria Nicałek (PAP)

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum