Prof. Gielerak: ochrona zdrowia wymaga zmian, inaczej pacjenci nie odczują wzrostu nakładów

Autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl - PAP/Rynek Zdrowia • • 07 lipca 2018 15:54

Dla większości pacjentów inwestycje w infrastrukturę, sprzęt czy wynagrodzenia pracowników systemu są kwestią drugoplanową. Ważna jest dostępność do lekarza, diagnostyki i nowoczesnych terapii - mówi dyrektor WIM gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, akcentując, że system wymaga zmian zdecydowanych i szybkich.

Dyrektor WIM prof. Grzegorz Gielerak Fot. PTWP

PAP: Nakłady na zdrowie mają rosnąć w kolejnych latach, personel medyczny - m.in. lekarze, pielęgniarki i ratownicy - ma nadzieję na wzrost wynagrodzeń i podejmuje działania, by to wyegzekwować. Czy pacjenci mają szansę odczuć, że w systemie jest więcej pieniędzy?

Prof. Grzegorz Gielerak: Jeśli spojrzymy na wielkość środków finansowych, jakie zasiliły w ostatnich latach powszechny system ochrony zdrowia, to zobaczymy, że większość z nich nie była przeznaczona na zakup świadczeń medycznych i oczekiwane przez pacjentów skracanie kolejek do lekarzy. Od połowy 2015 r. większość dodatkowych środków finansowych pochłaniają koszty osobowe funkcjonowania systemu.

Fakt, że kolejne grupy uzyskują podwyżki, sytuacji placówek nie poprawia. Obciążenia finansowe wynikające bezpośrednio ze wzrostu wynagrodzeń - uzgodnionych np. w porozumieniu z rezydentami czy w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia - na pewno będą miały negatywny wpływ na bieżące funkcjonowanie podmiotów leczniczych. Pochodne od wynagrodzeń, koszty dyżurów to tylko niektóre rodzaje wydatków, które będą silnie oddziaływać na zachowanie płynności finansowej każdego szpitala.

Jeśli nakładamy na podmioty lecznicze dodatkowe zobowiązania finansowe bez adekwatnych możliwości ich pokrycia, np. lepszą wyceną świadczeń medycznych, nie można oczekiwać, że pozostanie to bez odczuwalnego wpływu na ich bieżącą działalność. Rentowność szpitali gwałtownie spada, każda decyzja o zwiększeniu kosztów osobowych powoduje, że sytuacja placówek staje się dramatyczna. Planowane przedsięwzięcia, np. dofinansowanie świadczeń okulistycznych czy zabiegów protezoplastyki, nie zmienią generalnej sytuacji.

Debata o przyszłości służby zdrowia to oczywiście dobry pomysł, ale nie może zastępować czy powstrzymywać bieżących działań. Tym bardziej, że wnioski z debaty będą musiały zderzyć się z decyzjami politycznymi. Nie jest przecież przesądzone, że jeśli debata pokaże np. konieczność wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń czy współpłacenia przez pacjentów za świadczenia medyczne, to takie rozwiązanie zostanie wdrożone.

- Wzrost wynagrodzeń ma być jedną z zachęt do podejmowania kształcenia w zawodach medycznych, a potem pracy w Polsce.

- Nadrabiamy wieloletnie zapóźnienia w polityce płacowej wobec pracowników służby zdrowia. Zatrzymanie wykwalifikowanej kadry wymaga konkurencyjnych wobec zagranicy warunków wykonywania zawodu. To nie tylko kwestia płac, ale także warunków kształcenia się kadry, organizacji miejsc pracy, dostępu do specjalistycznego sprzętu. Pamiętajmy jednak, że rozwój systemu musi być zrównoważony. Nie można prowadzić żadnej inwestycji bez z góry ustalonego, przemyślanego planu. Istota funkcjonowania jednej z najważniejszych dziedzin życia społecznego nie może być sprowadzana do reaktywnej odpowiedzi organizatora systemu na bieżące problemy.

Dysponujemy, podobnie zresztą jak niemal każde państwo, ograniczoną pulą środków na ochronę zdrowia i podejmując decyzje o ich wydatkowaniu, powinniśmy inaczej niż obecnie nimi zarządzać. Kluczem jest zagwarantowanie stabilnego finansowania najważniejszych z punktu widzenia zabezpieczenia medycznego elementów systemu. Ratownictwo medyczne, lecznictwo szpitalne, zwłaszcza w części dotyczącej ratowania życia - udar mózgu, zawał serca, uraz wielonarządowy to najczęstsze przyczyny stanów zagrożenia życia, zgonów Polaków, stąd w pierwszej kolejności powinny otrzymać dodatkowe wsparcie organizacyjne i finansowe.

Tymczasem to polityka płacowa, kadrowa definitywnie zajęły miejsce inicjatyw, które decydują o społecznym obliczu systemu ochrony zdrowia. Dostępność do nowych form terapii, nowe obszary opieki koordynowanej, kompleksowa opieka specjalistyczna, programy leczenia chorób cywilizacyjnych na miarę, np. ostrych zespołów wieńcowych, to tylko niektóre przykłady działań, mających kluczowe znaczenie dla właściwego funkcjonowania systemu opieki, których brak zaczyna być coraz bardziej odczuwalny.

Jest wiele rozwiązań, które należałoby implementować do polskiego systemu ochrony zdrowia i nie wymaga to debaty. W Danii każdy chory oczekujący na zabieg ponad dwa miesiące ma prawo skorzystania z placówki prywatnej; koszt zabiegu pokrywa wówczas państwo. W każdym innym przypadku priorytet finansowania zawiera się - w oczywistym nawet dla osób o liberalnych poglądach - założeniu, że środki publiczne idą za pacjentem w pierwszej kolejności do podmiotów publicznych.

Tymczasem w Polsce zbyt dużo środków uwięzionych jest poza siecią szpitali, która ma zabezpieczać potrzeby zdrowotne Polaków. Jeśli skonfrontujemy ten stan rzeczy z realnymi wolnymi mocami przerobowymi, to okaże się, że są możliwości, by więcej środków trafiało do placówek w sieci. Przykładowo: na Mazowszu około 30 proc. środków jest poza siecią, choć wszelkie oficjalne dane mówią, że 20 proc. z nich można by przesunąć i na rynku niepublicznym zostawić 10 proc.

Skończmy z aneksowaniem umów. Placówki sieci mają rezerwy wykonawcze, skierujmy do nich środki, poprawiając w ten sposób ich rentowność, zdolność do terminowego regulowania bieżących zobowiązań. W większości oddziałów szpitala, którym kieruję, świadczenia wykonywane są na poziomie 80 proc. w sytuacji, kiedy są podmioty poza siecią, które wykonują te same świadczenia.

System powinien być skonstruowany tak, by placówki niepubliczne mogły realizować to, czego nie jest w stanie zagwarantować publiczna służba zdrowia, a nie z nią konkurować. Sektor prywatny powinien zabezpieczać brakujące świadczenia, a nie te, które mu się najbardziej opłaca.

Trzeba też powiedzieć, że konkurencja prywatnej i publicznej służby zdrowia przyniosła wywindowanie kosztów osobowych, np. jeśli chodzi o lekarzy specjalistów. Wiele państw, np. Niemcy i Dania wprowadziły rozwiązanie, że pracownik medyczny musi dokonać wyboru miejsca zatrudnienia: czy jest to sektor publiczny, czy prywatny. W polityce zdrowotnej państwa prywatny sektor nie powinien być brany pod uwagę jako miejsce skutecznego rozwiązywania problemów "kolejkowych".

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum