Prof. Gańczak: od początku epidemii brakuje konsekwencji w ustalaniu obostrzeń

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia08 maja 2021 16:33

Nie do końca logiczne przekazy dotyczące warunków organizowania imprez rodzinnych w czasie epidemii nie będą trafiały do Polaków - uważa prof. Maria Gańczak.

Prof. Gańczak: od początku epidemii brakuje konsekwencji w ustalaniu obostrzeń
Tylko od nas zależy, czy imprezy rodzinne nie zwiększą liczby zakażeń; FOT. Arch. RZ
  • Przestrzegam przed huraoptymizmem, który będzie nas skłaniał do różnego rodzaju zachowań w trakcie spotkań sprzyjających transmisji wirusa - mówi prof. Maria Gańczak
  • Pod względem poziomu zaszczepienia osób w wieku 80 plus, który w Polsce wynosi 57 proc. zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie
  • Tak niski dziś wskaźnik wyszczepienia starszych osób w Polsce uważam za klęskę Narodowego Programu Szczepień - przyznaje prof. Gańczak

Zgodnie z nowymi przepisami do 28 maja możliwe będzie organizowanie imprez i spotkań do 25 osób, które odbywają się na otwartym powietrzu albo w lokalu lub budynku wskazanym jako adres miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, która organizuje tę imprezę.

Rodzinne imprezy znowu staną się rozsadnikiem wirusa?

Natomiast od 29 maja do 5 czerwca 2021 r. możliwa będzie organizacja spotkań w domu do 25 osób. Ponadto możliwa będzie również organizacja imprez do 50 osób, które odbywają się na otwartym powietrzu albo w lokalu.

Odnosząc się do poluzowania obostrzeń dotyczących, m.in. imprez rodzinnych prof. Maria Gańczak, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielonogórskiego przyznała, że jest „bardzo ostrożna w huraoptymizmie, który będzie nas skłaniał do różnego rodzaju zachowań w trakcie tych spotkań sprzyjających transmisji wirusa”.

- To głównie w pomieszczeniach zamkniętych - kiedy dużo osób zgrupowanych jest na małej przestrzeni i nie przestrzega reżimu sanitarnego, np. nie nosi masek - występują czynniki ryzyka, które potem mogą skutkować kolejnymi zakażeniami - zaznacza prof. Maria Gańczak.

Polacy oczekują jasnego przekazu dotyczącego obostrzeń

- Już w ubiegłym roku mocno przestrzegaliśmy przed organizacją wesel oraz różnego rodzaju imprez domowych, ponieważ później widzieliśmy na oddziałach szpitalnych pacjentów zakażonych właśnie w takich okolicznościach - mówiła specjalistka w TVN24.

W opublikowanym w czwartek (6 maja) rozporządzeniu znoszącym wiele obostrzeń, eksperci widzą pewne niekonsekwencje. Np. od 29 maja do 5 czerwca 2021 r. możliwa będzie organizacja spotkań w domu do 25 osób, a nawet więcej, bo do limitów nie wlicza się gospodarzy/domowników oraz osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.

- Z drugiej strony nowożeńcy pytają, dlaczego wesela muszą organizować na otwartym powietrzu. Skąd ta niekonsekwencja? - pytał dziennikarz TVN24.

- Rzeczywiście, od początku epidemii brakuje konsekwencji w ustalaniu obostrzeń, a późnej w ich luzowaniu. Nie ma też wyraźnych, jasnych komunikatów - dlaczego konkretne obostrzenia są znoszone, a inne nie - wskazała prof. prof. Maria Gańczak.

Jej zdaniem jest duże ryzyko, że niespójne, nie do końca logiczne przekazy, jak np. dotyczące wspomnianych warunków organizowania imprez okolicznościowych czy rodzinnych, nie będą trafiały do Polaków.

W czerwcu może wystrzelić liczba zakażeń

W opinii ekspertki - porównując średnią tygodniową kroczącą liczbę zakażeń koronawirusem w Polsce - jesteśmy w fazie wyraźnie opadające krzywej infekcji oraz zachorowań na COVID-19.

- Maleje też liczba pacjentów hospitalizowanych z powodu tej choroby, zajętych łóżek covidowych i respiratorów. Spada wynik dodatnich testów. Te wszystkie wskaźniki mówią nam o tym, że trzecia fala rzeczywiście opada - stwierdza prof. Gańczak.

I od razu zastrzega: - Nie znaczy to jednak, że w czasie, kiedy następuje luzowanie kolejnych obostrzeń, a Polacy zaczynają patrzeć optymistycznie na obraz epidemii, nie dojdzie do istotnego wzrostu liczby zakażeń w czerwcu, może nawet na poziomie do 10 tys. przypadków.

Minister zdrowia Adam Niedzielski w jednym z wywiadów przyznał, że spodziewa się, iż właśnie w czerwcu w Polsce zaszczepionych będzie już 60-70 proc. obywateli, co pozwoliłoby nam osiągnąć tzw. odporność zbiorową (populacyjną).

Co z tą odpornością zbiorową?

Na pytanie, czy taki scenariusz - biorąc pod uwagę obecne tempo szczepień w Polsce - jest realny, prof. Maria Gańczak odpowiedziała, że „obecnie bardzo trudno jest prognozować, kiedy osiągniemy wymarzony próg odporności populacyjnej”.

- Na początku epidemii w Polsce szacowaliśmy, że do osiągnięcia takiej odporności potrzeba ok. 60 proc. populacji z przeciwciałami SARS-CoV-2. Pojawił się jednak nowy wariant brytyjski, który spowodował, że musieliśmy zrewidować nasze początkowe założenia, gdyż ten wariant okazał się bardziej transmisyjny. Dlatego dziś eksperci mówią się już o 80-85 proc. populacji mającej przeciwciała, jako o odsetku pozwalającym osiągnąć próg odporności zbiorowej - powiedziała prof. Maria Gańczak.

- Czy nastąpi to w czerwcu lub w lipcu? Także w tej kwestii byłabym bardzo ostrożna. Zależy to zarówno od liczby zakażonych (na co znaczny wpływ mają nasze zachowania), jak i liczby zaszczepionych osób - dodała.

- O ile wśród młodszych roczników mamy dużo chętnych do zaszczepienia, to pod względem poziomu wyszczepienia osób w wieku 80 plus, który w Polsce wynosi 57 proc. - zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie. Uważam, że jest to wielka klęska Narodowego Programu Szczepień. To już ostatni dzwonek, by zmienić ten stan rzeczy - podsumowała prof. Maria Gańczak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum