XVII FORUM RYNKU ZDROWIA - NA ŻYWO

18-19 października 2021  •  WARSZAWA

Dostępność świadczeń opieki zdrowotnej – czy chodzi tylko o finansowanie?

PRZEJDŹ DO STRONY TRANSMISJI

Prezes ORL w Katowicach: po pierwsze inwestujmy w kadrę medyczną

Autor: dr Jacek Kozakiewicz • • 26 stycznia 2018 12:06

Czy jedną z przyczyn, dla których - nie tylko zresztą w Polsce - ludzie sięgają po informacje o zdrowiu do internetu jest utrudniony dostęp do specjalistów, kolejki, niewydolny system? Między innymi na to pytanie odpowiada dr Jacek Kozakiewicz, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.

Dr Jacek Kozakiewicz, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach; FOT. PTWP

Nie ulega wątpliwości, że szybciej i łatwiej dostać się można dziś do sieci, niż dotrzeć do biblioteki i sięgnąć po fachową literaturę. Nieograniczona pojemność sieci sprawia, że coraz więcej w niej informacji różnego rodzaju, także reklamujących różne cudowne produkty, uzdrawiające niemal z dnia na dzień.

Istotną przyczyną sięgania po informacje u „doktora Google” są też problemy od wielu lat drążące nasz system opieki zdrowotnej, w tym kolejki i długi czas oczekiwania na wizytę u wielu specjalistów czy przyjęcie do szpitala. Zatem ludzie, niepokojąc się o stan swojego zdrowia, szukają szybkiej informacji, a siła profesjonalnej reklamy jest ogromna.

Ludzie i nakłady finansowe
W mojej opinii o przyszłości polskiej ochrony zdrowia rozstrzygną ludzie pracujący w systemie i nakłady finansowe, zwłaszcza publiczne - właśnie w tej kolejności. Dlatego uważam, że największą uwagę powinniśmy skoncentrować na zatrzymaniu odpływu fachowej kadry medycznej, jaki miał miejsce w ostatnich latach, zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

Musimy też zwiększać liczbę studentów i doskonalić jednocześnie system kształcenia lekarzy, tworząc odpowiednie warunki do wykonywania tego zawodu. Nie jest bowiem tak, że lekarze nie chcą pracować w Polsce. Chcą tu bezpiecznie wykonywać swoją pracę, podnosić swoje umiejętności, zdobywać specjalizacje i godnie zarabiać. Nie ma bezpiecznego pacjenta bez bezpiecznego lekarza! Z tego powodu priorytetowym celem polityki zdrowotnej musi stać się inwestowanie w kadrę medyczną, powstrzymanie jej emigracji oraz racjonalne jej wykorzystanie.

W tym kontekście przytoczę przykład ilustrujący, w jaki sposób pracują lekarze w innych, znacznie bogatszych od Polski krajach. Moja znajoma mieszkająca w Szwecji podejrzewała u siebie nadciśnienie. Poszła do lekarza rodzinnego, ale została przyjęta przez pielęgniarkę. Ta zaprosiła pacjentkę do wyciszonego, zaciemnionego pomieszczenia i po kwadransie wykonała pomiar ciśnienia.

Takie postępowanie powtórzono za tydzień i dwa, aby wyniki były rzeczywiście miarodajne. Dopiero wtedy pacjentka została skierowana do lekarza rodzinnego. „I co powiedział lekarz rodzinny?” - zapytałem. „Na razie telefonuję i czekam na termin wizyty” - odpowiedziała spokojnie znajoma.

Ten przykład pokazuje, że w wielu sytuacjach powinniśmy, jako społeczeństwo, zmniejszyć presję wywieraną na środowisko lekarskie. Nie oczekujmy w obecnej sytuacji polskiej ochrony zdrowia, że wszyscy otrzymają wszystko o każdej porze dnia i nocy, bo to w naszych realiach niemożliwe!

Racjonalizować popyt na świadczenia
Polska jest krajem o jednej z największych na świecie liczbie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych. Dlatego dziś pacjent z nadciśnieniem nie pyta już często w poradni o lekarza rodzinnego, ale o kardiologa, czy nawet hipertensjologa.

Należy więc, oczywiście w pewnym stopniu, racjonalizować popyt na świadczenia zdrowotne. Służyć temu powinny, między innymi, społeczne kampanie i akcje edukacyjne, chociażby takie, jaką prowadzi Śląska Izba Lekarska pt. „Nie żyj złudzeniami, zdrowie jest najważniejsze”. Jednym z jej celów jest uświadomienie społeczeństwu, że w znacznej mierze stan naszego zdrowia zależy od nas samych - m.in. stylu życia, sposobu odżywiania, aktywności fizycznej - a nie tylko organizacji opieki zdrowotnej i medycyny naprawczej.

Czy sposobem rozwiązania problemów kadrowych w polskiej ochronie okaże się przygotowywane w resorcie zdrowia rozporządzenie, umożliwiające m.in. łączenie przez lekarza dyżurów w różnych oddziałach lub w oddziale i przychodni przyszpitalnej?

W nielicznych przypadkach może to być teoretycznie możliwe (np. lekarz dyżurny w oddziale chorób wewnętrznych i w oddziale geriatrii), pod warunkiem racjonalnej liczby chorych pozostających pod jego opieką. Wykonując zawód lekarza, musimy jednak przestrzegać określonych przepisów - przede wszystkim zawartych w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty - a także zapisów w Kodeksie Etyki Lekarskiej, który stanowi „konstytucję naszych sumień” .

Artykuł 10. KEL mówi, że lekarz nie powinien wykraczać poza swoje umiejętności zawodowe przy wykonywaniu czynności diagnostycznych, zapobiegawczych, leczniczych i orzeczniczych. Jeżeli zakres tych czynności przewyższa umiejętności lekarza, powinien zwrócić się do bardziej kompetentnego kolegi. Nie dotyczy to oczywiście nagłych zdarzeń, gdy zwłoka w udzieleniu pomocy zagraża zdrowiu lub życiu pacjenta.

Dlatego projektowane przepisy budzą wiele wątpliwości i zastrzeżeń. Jest przecież oczywiste, że specjalista np. w dziedzinie otorynolaryngologii czy okulistyki nie będzie w stanie sprostać obowiązkom, zgodnie aktualną wiedzą medyczną oraz przyjętymi standardami, w oddziale np. chirurgii urazowej czy ginekologiczno-położniczym. Pamiętajmy, że to na lekarzu ostatecznie skupi się odpowiedzialność ze ewentualny błąd, powikłanie lub zdarzenie niepożądane.

Nasz system cierpi na trzy „N”
Wrócę jednak do racjonalizacji udzielania świadczeń i przytoczonego przykładu - nawet jeśli w poradni niezadowoleni z długiego czasu oczekiwania poddamy się zbytnim emocjom, a lekarz, chcąc łagodzić sytuację, nas przyjmie i „na szybko” zbada ciśnienie, w takich warunkach pomiar nie będzie adekwatny. Dlatego tak ważny w systemie jest świadomy pacjent, dzielący się z państwem odpowiedzialnością za swoje zdrowie.

W tym kontekście bardzo ważna jest rola koordynowanej i kompleksowej opieki zdrowotnej. Dziś już wiemy, że następująca od lat, wspomniana atomizacja medycyny - w tym dążenie za wszelką cenę do leczenia u specjalistów, a także powszechna dostępność leków sprzedawanych bez recepty - spowodowały m.in. bardzo niebezpieczne dla pacjentów zjawisko polipragmazji - zażywania jednocześnie zbyt wielu leków.

Z kolei polipragmazja generuje kolejny problem, a zarazem koszty w systemie, czyli nowe schorzenia czy powikłania, będące m.in. wynikiem interakcji pomiędzy lekami. Wiemy, że człowiek może - w sposób bezpieczny - przyjmować w tym samym czasie 4-5 leków.

Nie ulega wątpliwości, że nasz system ochrony zdrowia wymaga wielu zmian. Wciąż bowiem cierpi na trzy podstawowe „N” - niedofinansowanie, niedoszacowanie i niedookreślenie. To ostatnie oznacza, że praktyka lekarska jest coraz bardziej „przytłoczona” skomplikowanym otoczeniem prawnym.

System jest w wielu miejscach przeregulowany, zbiurokratyzowany, a przepisy często niejednoznaczne. Są to kolejne wyzwania, oprócz niedoboru kadr i braku środków finansowych, z którymi muszą zmierzyć się decydenci.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum