Posłowie podzieleni w ocenie metody in vitro. Rządowy projekt - do komisji, PiS - odrzucony

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 09 kwietnia 2015 21:44

- Najwyższy czas zamknąć temat in vitro dobrą, nowoczesną ustawą, która nie karze ludzi więzieniem, a pozwala im mieć dzieci - przekonywał w czwartek (9 kwietnia) na zakończenie sejmowej debaty o projektach ustaw dotyczących in vitro minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Sejm ostatecznie skierował rządowy projekt do Komisji Zdrowia, projekt PiS został odrzucony.

Posłowie podzieleni w ocenie metody in vitro. Rządowy projekt - do komisji, PiS - odrzucony

Sejm odrzucił projekt PiS zakazujący in vitro oraz projekt SLD o świadomym rodzicielstwie. Projekty: rządowy o leczeniu niepłodności i SLD o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów - skierowano do dalszych prac w sejmowych komisjach.

Podczas debaty, która trwała wiele godzin, odpowiadając na pytania posłów minister zdrowia Bartosz Arłukowicz podkreślił, że w rządowym projekcie ustawy o leczeniu niepłodności zapisano zakaz niszczenia zarodków. Wyjaśnił też, że proponowany wymóg przechowywania przez 90 lat dokumentacji medycznej wynika z założenia, że powinna ona być dostępna przez cały przeciętny czas życia dawców i dziecka urodzonego metodą in vitro.

Arłukowicz wyjaśnił, że naprotechnologia nie jest żadną technologią medyczną, lecz sposobem planowania rodziny, prowadzenia diagnostyki i dbania o zdrowie kobiety. - To nie jest żaden sposób leczenia niepłodności, tylko jeden ze sposobów planowania rodziny - mówił.

- Najwyższy czas temat in vitro w Polsce zamknąć dobrą, profesjonalną, nowoczesną, europejską ustawą, która ludzi nie karze więzieniem, a pozwala im mieć dzieci, jeśli medycyna na to pozwala - zaapelował na koniec Arłukowicz.

"Czego wy chcecie ludziom zabronić"
Z kolei Czesław Hoc, przedstawiciel grupy posłów PiS, która złożyła projekt zakazujący in vitro, przekonywał, że procedura ta wiąże się z wieloma zagrożeniami - zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Dodał, że to naprotechnologia na Zachodzie "była przełomem" - połączenie nowoczesnej technologii medycznej z naturalnym, biologicznym podejściem to ciała kobiety.

Wskazywał na różnice w terminologii używanej przez autorów poszczególnych projektów:

- My mówimy cały czas o organizmie ludzkim, o osobie ludzkiej, natomiast państwo mówicie o grupie komórek czy tkanek. Ja chciałem tylko uzmysłowić: zygota to jest najmniejszy embrion, dwukomórkowy, który jest wielkości łebka szpilki. I w tej zygocie jest (...) zaprogramowane wszystko: będziesz wysokim, przystojnym mężczyzną albo kobietą, będziesz miała włosy np. koloru blond, zadarty nosek i pieprzyk na prawym policzku - mówił poseł.

Arłukowicz odpowiadał Hocowi, że ten jako lekarz nie powinien mówić takich rzeczy. - Panie pośle, dopóki to mówią politycy, a nie lekarze, to jest akceptowalne. Ale pan jest lekarzem i pan przekracza wszelkie granice, bo pan dziś mówi o tym, że pan widzi zygotę, która ma nosek i pieprzyk. Panie pośle, jesteśmy w parlamencie w XXI w.! Jeśli pan kiedykolwiek zajmował sie profesjonalnie tym tematem, to pan doskonale wie, co to jest zygota, jak rozwija się embrion i w jakiej fazie następują kolejne etapy rozwoju - mówił minister.

- Nowoczesne rozumienie in vitro to szczęśliwi rodzice i zdrowe, szczęśliwe dziecko, czego wy chcecie ludziom zabronić - dodał.

"Nie wszystko jest kwestią wiary"
Reprezentujący wnioskodawców dwóch projektów SLD Dariusz Joński, odpowiadając na pytanie Marii Nowak (PiS), która nie wierzyła, że in vitro leczy niepłodność, podkreślił: - Nie wszystko jest kwestią wiary. Tu są same fakty, a fakty są takie, że rodzi się 5 tys. dzieci dzięki in vitro w Polsce.

- Powinniśmy gonić kraje Europy Zachodniej, a nie kraje Afryki, które właśnie wprowadzają zakaz in vitro, wprowadzają zakaz aborcji. Tylko proszę zobaczyć, co tam się dzieje. Jest takie samo podziemie aborcyjne jak w Polsce - mówił poseł SLD. - Dlaczego jesteśmy takim krajem wyznaniowym, w którym biskupi mają dyktować państwu, mówię o rządzie, co możecie, a czego nie możecie - pytał Joński.

W czwartek posłowie debatowali o czterech projektach dotyczących procedury in vitro: rządowym, dwoma przygotowanymi przez SLD oraz jednym autorstwa PiS. W dyskusji padły wnioski o odrzucenie każdego z nich.

Czwartkowa debata nad projektami ustaw dotyczącymi stosowania metody in vitro podzieliła posłów. Jedni wskazywali na konieczność uregulowania tej kwestii, bo taka regulacja dziś w Polsce nie istnieje, inni mówili, że in vitro to "technologiczna proteza płodności".

Posłowie rozpatrywali cztery projekty dotyczące procedury in vitro: projekt rządowy, dwa przygotowane przez SLD oraz autorstwa PiS - zakazujący in vitro. Podczas debaty zostały zgłoszone wnioski o odrzucenie w pierwszym czytaniu wszystkich rozpatrywanych projektów. Głosowanie nad nimi planowane jest wieczorem.

"To selekcja"
Posłowie PiS krytycznie ocenili nie tylko rządowy projekt ustawy i projekty zgłoszone przez SLD, ale też samą metodę in vitro. Małgorzata Sadurska wskazywała, że w myśl rządowego projektu "w momencie zapłodnienia nie powstaje nowy człowiek, tylko grupa komórek, której tak naprawdę nie przysługują żadne prawa".

Jak dodała, zarodek powstały w wyniku in vitro ma być testowany pod kątem zastosowania w procedurze medycznego wspomagania prokreacji. - To testowanie to nic innego jak selekcja. Te, co się nadają, przechodzą dalej, te, które się nie nadają, mają pecha, giną. To jest eugenika w czystej postaci - mówiła.

Zdaniem Sadurskiej in vitro nie jest metodą leczenia niepłodności, a "sztuczną inżynierią, technologiczną protezą płodności".

Z tą argumentacją nie zgodziła się wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka (niezrz.). Przekonywała, że leczenie to także usuwanie skutków - bez likwidowania przyczyn - choroby, a właśnie chorobą jest niepłodność.

Oceniła, że projekt rządowy jest dobry, ale zaapelowała, by w trakcie dalszych prac uwzględnić m.in. możliwość tworzenia więcej niż sześciu zarodków, a także powierzenie nadzoru nad stosowaniem in vitro w Polsce odrębnej instytucji, a nie nadzorowi ministra zdrowia.

W jej ocenie projekt PiS, który zmierza do zakazania in vitro w Polsce, jest "antyspołeczny", bo nie tylko nie odpowiada wyzwaniom związanym z niską dzietnością Polaków, ale też idzie na przekór ich oczekiwaniom. Zgłosiła też wniosek o jego odrzucenie w pierwszym czytaniu.

Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO) podkreślała, że in vitro powinno być dostępne także dla par żyjących w związkach nieformalnych, bo w tych związkach rodzi się ponad 20 proc. dzieci w Polsce.

Dodała, że większość Polaków akceptuje metodę in vitro, a skoro tak, należy prawnie i etycznie uregulować kwestie dotyczące jej stosowania. Oceniła, że w wypowiedziach posłów PiS nie znalazła "żadnych racjonalnych wytłumaczeń" ich stanowiska. Także ona wniosła o odrzucenie projektu PiS w pierwszym czytaniu.

"To jest czysta eugenika"
Marzena Wróbel (niezrz.) wyraziła zdumienie, że "w katolickiej Polsce" powstał projekt rządowy dotyczący zapłodnienia pozaustrojowego, który jest "na wskroś lewicowy". Wskazywała, że przewiduje on, iż z metody in vitro będą mogły korzystać nie tylko pary małżeńskie, ale też osoby, które żyją w związkach nieformalnych i kobiety w związkach tej samej płci. Za niedopuszczalne uznała tworzenie sześciu zarodków, co dopuszcza projekt rządowy. - Co się będzie działo z tymi nadliczbowymi ludźmi? - pytała.

- Projekt rządowy zakłada selekcję zarodków. Rozwijać się mają tylko te, które są zdolne do prawidłowego rozwoju. (...) To jest czysta eugenika i od tego miejsca jest tylko krok od tworzenia nadczłowieka - przekonywała.

Deklarujący konserwatywne poglądy poseł John Godson (PSL) podkreślił, że jest zwolennikiem metody in vitro, bo jako ojciec czworga dzieci uważa, że posiadanie dzieci jest "jednym z najważniejszych pragnień, które jest w nas, jako ludziach". - Uważam, że nie należy prawnie zabraniać innym możliwości realizowania się poprzez posiadanie dzieci - powiedział.

Dodał, że głosowanie w sprawie in vitro powinno być kwestią sumienia każdego z posłów i nie powinno być jakiegokolwiek przymusu czy sankcji za głosowanie zgodnie z własnym sumieniem - "ani od klubu partyjnego, ani od Kościołów czy związków wyznaniowych".

Tomasz Latos (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, przekonywał, że dopiero po latach będą ujawniały się schorzenia będące wynikiem stosowania metody in vitro.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum