Poradnia żąda wydruku e-skierowania, albo odsyła po nowe. Lekarz punktuje największe absurdy

Autor: Ryszard Rotaub • Źródło: Rynek Zdrowia23 grudnia 2022 12:19

Absurdy w ochronie zdrowia? Tomasz Zieliński z Porozumienia Zielonogórskiego tylko w grudniu zasygnalizował kilka. - Pacjent leczony od trzech lat w poradni neurologicznej. Ostatnia wizyta 2,5 miesiąca temu. Ma umówioną kolejną poradę i przed jej terminem dzwonią z poradni, że ma dostarczyć nowe skierowanie - opowiada.

Poradnia żąda wydruku e-skierowania, albo odsyła po nowe. Lekarz punktuje największe absurdy
Skierowania do lekarza specjalisty, do poradni specjalistycznych i recepty na leki. Tu absurdów nie brakuje Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
  • Lekarz rodzinny Tomasz Zieliński punktuje absurdy w ochronie zdrowia. - Szlag mnie trafia, szkoda mi naszych pacjentów. Dlatego piszę o tym na Twitterze, licząc, że ktoś zainterweniuje - tłumaczy
  • Przykład z praktyki lekarza rodzinnego: wciąż pokutuje błędne przekonanie, że wystawione skierowanie ważne jest 30 dni, mimo że NFZ wydaje jasne komunikaty w tej sprawie. W rezultacie pacjenci przychodzą do POZ-tów z prośbą o zaktualizowanie skierowania
  • Inne przykład: W poradni specjalistycznej pacjent powinien być zaopatrzony w leki do czasu kolejnej wizyty. Bywa, że pacjenci dostają po jednym opakowaniu leku, a następna wizyta jest za rok. Co robi pacjent? Idzie po receptę do lekarza rodzinnego
  • Innym przykładem jest zjawisko niewystawiania skierowań do specjalistów. - Ktoś poszedł np. do neurologa z bólami głowy. Neurolog stwierdził, że bóle mogą być wynikiem wady wzroku. Jednakże skierowania do okulisty nie wystawił
  • Następnym absurdem, który opisał medyk jest konieczność drukowania... elektronicznego skierowania.

Poradnia odsyła pacjenta po nowe skierowanie, choć stare wciąż jest aktualne

- Największe zamieszanie jest ze skierowaniami. Podam konkretny przykład, który opisałem w mediach społecznościowych: Pacjent leczony od 3 lat w poradni neurologicznej. Ostatnia wizyta 2,5 miesiąca temu. Ma umówioną kolejną poradę i przed jej terminem dzwonią z poradni AOS, że ma dostarczyć nowe skierowanie. Znów ktoś wpadł na pomysł, że jest fajnie "poganiać" pacjentów po lekarzach rodzinnych.

- Nie wiem, jaka jest przyczyna tego absurdu – przyznaje dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego i podkreśla, że przepisy nic nie mówią, że trzeba aktualizować skierowania.

- Niemniej jednak wciąż pokutuje błędne przekonanie, że wystawione skierowanie ważne jest 30 dni; mimo że NFZ wydaje jasne komunikaty w tej sprawie. Wynika z nich, że terminy obowiązywania skierowań dotyczą jedynie przyjęć do szpitala psychiatrycznego (14 dni) i na zabiegi fizjoterapeutyczne (30 dni). Pozostałe są ważne, dopóki istnieje przyczyna skierowania. Czyli gdy pacjent zgłosił się na przykład po upływie pół roku, to jest ono ważne. Jeśli pozostaje pod opieką poradni specjalistycznej, to dopóki lekarz z poradni nie stwierdzi, że nie wymaga on dalszego leczenia, skierowanie cały czas obowiązuje  - wyjaśnia lekarz.

To nie koniec. - W poradni specjalistycznej pacjent powinien być zaopatrzony w leki do czasu kolejnej wizyty. Bywa, że pacjenci dostają po jednym opakowaniu leku, a następna wizyta jest za rok. Co robi pacjent? Idzie po receptę do lekarza rodzinnego, który nie ma pełnej wiedzy o pacjencie. A przecież lekarz w poradni specjalistycznej może i powinien wypisać leki w ilości do kolejnej umówionej porady.

Innym przykładem przerzucania obowiązków lekarzy AOS na lekarzy rodzinnych jest zjawisko niewystawiania skierowań do specjalistów.

- Ktoś poszedł np. do neurologa z bólami głowy. Neurolog stwierdził, że bóle mogą być wynikiem wady wzroku. Jednakże skierowania do okulisty nie wystawił, choć ma do tego takie samo prawo, jak lekarz rodzinny – zwraca uwagę Zieliński i mówi, że specjaliści często odsyłają pacjentów do POZ, wmawiając im, że sami nie mogą wystawić skierowania.

- Dla nas to dodatkowa praca, dla pacjenta udręka – puentuje i dorzuca kolejny przykład.

Szpital pacjenta nie przyjmie bez konsultacji w poradni

- Podobnie z okulistami. Powiedzmy, że okulista kieruje pacjenta do szpitala na zabieg, bo rozpoznał zaćmę. W szpitalu pacjent dowiaduje się, że nie zostanie przyjęty, gdyż musi najpierw zarejestrować się w poradni okulistycznej szpitala. W związku z tym każe mu się wrócić do miejsca zamieszkania i zgłosić się do lekarza rodzinnego, żeby ten wystawił nowe skierowanie do okulisty i pacjent ma się zgłosić do poradni w szpitalu. Dopiero wówczas lekarz ze szpitala zdecyduje, czy pacjent będzie operowany – relacjonuje.

- Tymczasem zabieg usunięcia zaćmy powinien być wykonany na podstawie skierowania od dowolnego lekarza okulisty. Znamienne jest to, że pacjenta odsyłają do przychodni POZ zwykle pracownicy rejestracji, a nie lekarz ze szpitala. Trudno byłoby uznać, że lekarze ze szpitala uważają specjalistów spoza szpitala za nieuków, którzy nie potrafią zaćmy zdiagnozować, czy zakwalifikować do leczenia – przekonuje i wyjaśnia, że być może kryje się za tym konieczność wykonania kontraktu przez szpital.

- Pacjent trafi przecież do poradni, a to są dodatkowe pieniądze. Inny powód może być natury psychologicznej - że oto my jesteśmy decydentami na naszym oddziale i nikt obcy nie będzie nam pacjentów przysyłał. A kolejki do poradni rosną…

Poradnia chce, by pacjent wydrukował elektroniczne skierowanie

Innym absurdem, który opisał medyk jest konieczność drukowania... elektronicznego skierowania.

- Dziecko skierowane do szpitala w Warszawie - oddział neurochirurgiczny Dziecięcego Szpitala Klinicznego. Matka zadzwoniła umówić się i dostała informację, że musi przywieźć wydrukowane z IKP e-skierowanie! Nawet podpowiedzieli jak znaleźć w IKP to e-skierowanie dziecka - to kolejny wpis Zielińskiego w mediach społecznościowych.

- Zadzwoniła do mnie pacjentka, że nie może znaleźć w IKP e-skierowania i czy mogę pomóc. Wytłumaczyłem, że powinna w swoim IKP przełączyć się na konto dziecka. Ale nie to jest największym absurdem. Największym idiotyzmem jest to, że pacjentka miała dostarczyć samodzielnie wydrukowane e-skierowanie, bez podpisu lekarza, czyli szpital i tak musi pobrać e-skierowanie elektronicznie, żeby mógł rozliczyć się z NFZ. Cyfryzacja nie jest po to, żeby potem drukować z internetu – oburza się lekarz i dodaje, że nie jest to odosobniony przypadek.

- Pod moim wpisem kolega neurochirurg napisał, że w jego szpitalu też każą drukować e-skierowania. Nie wiem, o co chodzi z tym drukowaniem e-skierowań. Może na izbie przyjęć nie mają wglądu do systemu P1 i nie mogą sprawdzić, czy ktoś ma skierowanie - zastanawia się medyk.

Opieka koordynowana wymaga koordynacji

Kolejny wpis doktora dotyczył opieki koordynowanej.

Zmobilizowałem podmioty POZ do składania ofert na koordynację. Cały Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych - Pracodawców zajął się z entuzjazmem przygotowywaniem ofert, ale okazuje się, że skomplikowanie procedur biurokratycznych jest tak duże, że staje się niebezpieczne dla medyków.

- Żeby rozszerzyć naszą umowę z NFZ o opiekę koordynowaną, trzeba spełnić pewne warunki, m.in. nawiązać współpracę z lekarzami specjalistami, dietetykiem. W województwie lubelskim, jako Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych - Pracodawców, znaleźliśmy podwykonawcę, który ma odpowiednie zaplecze kadrowe i sprzętowe dla naszych członków, czyli mniej więcej połowy województwa. Podpisaliśmy umowy z podwykonawcą i wydawałoby się, że sprawa jest załatwiona – opowiada Zieliński.

Schody zaczęły się, kiedy trzeba było złożyć ofertę do NFZ. Nie wystarczyło zwykle oświadczenie, że koordynacja jest zabezpieczona lub wyszczególnienie sprzętu i personelu medycznego podwykonawcy. Każdy z podmiotów musiał przejść całą procedurę, jak przy składaniu ofert w konkursach na świadczenia medyczne.

- W naszym województwie blisko 200 podmiotów złożyło oferty, które analizuje Fundusz. W całej Polsce duża część świadczeniodawców wycofała się, uznając, że procedura jest zbyt skompilowana dla małych podmiotów, które nie mają działu administracji czy statystyki. Biurokracją musiałby zająć się personel medyczny, kosztem pacjentów – wyjaśnia Zieliński.

- Skutek będzie taki, że od 1 stycznia 2023 nie będzie opieki koordynowanej dla pacjentów leczących się w wielu małych podmiotach medycznych. Przez rygory biurokratyczne w rodzaju – parafki na każdej stronie, konieczność nagrania danych na płycie CD, specjalne oznaczanie kopert, wymóg dołączania wielu załączników itp. - pacjenci nie dostaną tego świadczenia pomimo tego, że podmioty są medycznie do tego przygotowane. Pytanie, co jest nadrzędną wartością – biurokracja czy świadczenie usług medycznych? – mówi lekarz i dodaje:

- Szlag mnie trafia, szkoda mi naszych pacjentów. Dlatego piszę o tym na Twitterze, licząc, że ktoś zainterweniuje.



Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
    PARTNERZY SERWISU
    partner serwisu
    partner serwisu

    Najnowsze