Pielęgniarki z Ukrainy nie będą pracować w polskich szpitalach jako pielęgniarki?

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 17 kwietnia 2018 05:55

Temat zatrudniania pielęgniarek zza wschodniej granicy staje się coraz gorętszy. Resorty pracy i zdrowia przedstawiają koncepcje różnych rozwiązań, które miałyby tę sprawę ułatwić. Według ostatnich sygnałów z MZ, odpowiedzialność za zatrudnienie pielęgniarek z Ukrainy miałaby spocząć w rękach dyrektora szpitala. Pielęgniarki łapią się za głowę słuchając tych pomysłów.

Pielęgniarki z Ukrainy wcale nie będą pracować w polskich szpitalach jako pielęgniarki? Fot. Archiwum

Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, wskazuje, że obecnie migracja pielęgniarek i położnych do Polski stanowi marginalne zjawisko. Według aktualnych danych w Polsce pracuje niewiele pielęgniarek i położnych spoza kraju - zarejestrowanych pracowników jest zaledwie 174.

- Dotychczas do pracy w zawodzie pielęgniarki lub położnej do Polski przyjechało 50 osób z państw Unii Europejskiej oraz 124 obywateli innych krajów. Wśród personelu pochodzącego z zagranicy najwięcej pielęgniarek i położnych jest z Ukrainy (90) i Litwy (21) - wylicza prezes Izby.

Jednocześnie podkreśla, że w skali całego kraju barometr wyraźnie wskazuje na deficyt pielęgniarek i położnych oraz opiekunów osób starszych lub niepełnosprawnych. Oznacza to, że osoby w tych zawodach nie powinny mieć trudności ze znalezieniem pracy.

- Zapotrzebowanie pracodawców jest duże, a ilość wykwalifikowanych pracowników na rynku niewystarczająca. Obecnie pielęgniarka lub położna będąca obywatelem innego państwa niż państwo członkowskie UE, aby mieć możliwość pracy w Polsce w tym zawodzie, powinna spełniać wszystkie wymagania kwalifikacyjne. Przede wszystkim powinna posiadać dyplom ukończenia szkoły wyższej na kierunku pielęgniarstwo lub położnictwo, prawo wykonywania zawodu w rodzimym kraju. Ze względu na system kształcenia pielęgniarek, który jest niekompatybilny z wymaganiami unijnymi, pielęgniarki z Ukrainy mogą mieć trudności w rozpoczęciu pracy w Polsce - zauważa Zofia Małas.

Postawmy na zachęty dla młodzieży
Dodaje, że wymagania dotyczące kwalifikacji mogą zatem utrudnić lub uniemożliwić zatrudnianie zagranicznych pielęgniarek.

- Uzupełnienie wykształcenia pielęgniarskiego jest dla pracowników z Ukrainy możliwe, jednak jest to proces czasochłonny i kosztowny, a więc perspektywa zatrudnienia w Polsce, gdzie warunki pracy są mniej atrakcyjne niż w innych krajach UE, może wydawać się nieopłacalna. W pracy personelu medycznego kluczową rolę odgrywają także umiejętności językowe, gdyż w pełnieniu codziennych obowiązków konieczna jest ciągła komunikacja zarówno z pacjentami, jak i kolegami z pracy. Dlatego uważamy, że napływ personelu spoza Polski będzie utrzymywał się na zbliżonym do dotychczasowego poziomu. Natomiast kluczowe jest zastosowanie działań systemowych, które zachęcą naszą młodzież do kształcenia i podejmowania pracy w tych zawodach - argumentuje prezes NIPiP.

Podkreśla też, że Polska dysponuje doskonale wyszkolonymi pielęgniarkami i położnymi, jednak żeby zapewnić odpowiednią liczbę pielęgniarek i położnych w systemie, niezbędna jest poprawa warunków pracy i płacy oraz zachęty dla absolwentów.

Tymczasem Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  zapowiedział w marcu, że pracownicy zza wschodniej granicy będą mogli liczyć na ułatwienia w zatrudnieniu w Polsce. I choć obecnie chodzi głównie o pracowników budownictwa i transportu, w dłużej perspektywie rzecz dotyczy również...

- (...) bardziej wykwalifikowanych pracowników typu lekarzy, pielęgniarki, ale do tego trzeba więcej zmian, m.in. ułatwiających nostryfikację dyplomów, znajomość języka. To są zmiany, które też musi MZ zaproponować. Nie ma co ukrywać, że muszą się też na to zgodzić samorządy zarówno lekarski, jak i pielęgniarski (...) Jeśli chodzi o samo rozporządzenie, to potrzeba kilkanaście tygodni byśmy przeprowadzili całą drogę legislacyjną - mówił w wywiadzie dla portalu money.pl wiceminister Szwed.

Dla pracowników z "państw trzecich''
O stan prac nad zmianami otwierającymi nasz rynek pracy zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia. Krzysztof Jakubiak, rzecznik prasowy MZ, odpowiedział, że resort zdrowia zwrócił się do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z postulatem dotyczącym rozszerzenia Rozdziału II ustawy z 22 grudnia 2015 r. o zasadach uznawania kwalifikacji zawodowych nabytych w państwach członkowskich Unii Europejskiej na obywateli (zarówno polskich oraz z państw trzecich - spoza UE), którzy nabyli kwalifikacje zawodowe w "państwach trzecich”.

- Potrzeba ta wynika ze zwiększającego się zapotrzebowania na kadrę medyczną. Obecnie w wielu zawodach regulowanych nie istnieje system uznawania kwalifikacji zawodowych uzyskanych w państwach "trzecich". Obywatele posiadający takie kwalifikacje zwykle muszą dokonać nostryfikacji dokumentów poświadczających wykształcenie (w przypadku dyplomów lekarskich nostryfikacja odbywa się na uczelniach i wydziałach lekarskich nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia), a następnie przejść ścieżkę uzyskania polskich uprawnień (np. staż, egzamin). Natomiast w UE obowiązuje system wzajemnego uznawania kwalifikacji zawodowych, który znacznie ułatwia mobilność pracowników migrujących - wyjaśnia Krzysztof Jakubiak.

Dodaje, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozważa zastosowanie analogicznych rozwiązań systemowych, obowiązujących w UE (tzw. ogólny system uznawania kwalifikacji zawodowych). Umożliwiłyby to uznanie w Polsce pełnych kwalifikacji zawodowych osobom, które nabyły kwalifikacje w państwie ''trzecim'', a zamierzającym wykonywać swój zawód w Polsce.

Rzecznik resort zdrowia podaje też, że z danych na 1 stycznia 2018 r. otrzymanych z Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że 904 osoby (lekarze posiadający prawo wykonywania zawodu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej) posiadają wykształcenie uzyskane na Ukrainie. Natomiast z obywatelstwem ukraińskim jest 306 lekarzy posiadających w Polsce prawo wykonywania zawodu - są to dane z NIL na 31 sierpnia 2017 r.

Działania rządu to desperacja
Tymczasem w portalach z ofertami pracy ukazują się już pierwsze ogłoszenia dot. zatrudnienia pielęgniarek z Ukrainy. Ogłoszenie skierowane do pielęgniarek/pielęgniarzy z Ukrainy oferujące wynagrodzenie w wysokości 11,57 zł netto za godzinę, ale i zakwaterowanie - wzbudziło mieszane komentarze. Nie zabrakło tych o niedocenianiu naszych pielęgniarek i że otwieranie się na pielęgniarki zza wschodniej granicy to krok nieprzemyślany i desperacji.

W podobnym tonie wypowiada się Mariusz Mielcarek, pielęgniarz i redaktor portalu pielęgniarek i położnych. Z jednej strony przyjmuje, że migracja pracowników w Europie jest nieunikniona i że Ukraińcy przebywają teraz drogę, jaką przez ostatnie kilkanaście lat przebywali Polacy, w tym polskie pielęgniarki i położne, które wyjeżdżały w świat za lepszymi zarobkami. Z drugiej strony widzi chaotyczne ruchy, które mogą prowadzić tylko do pogorszenia się sytuacji polskich pielęgniarek, a nawet bezpieczeństwa pacjentów.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia przywołuje słowa z niedawnego wystąpienia wiceministra zdrowia Zbigniewa Króla w Sejmie, w którym poinformował, że rząd pracuje nad uelastycznieniem zatrudnienia pielęgniarek z Ukrainy i Białorusi. I że ich zatrudnienie mogłoby się odbywać na odpowiedzialność dyrektora szpitala czy zarządu szpitala, żeby ułatwić im nabywanie kompetencji praktycznych i ocenę, czy ich kwalifikacje są odpowiednie dla danej jednostki.

- To jakaś desperacja. Jak to będzie się odbywać w rzeczywistości? Jeden dyrektor szpitala stwierdzi, że pielęgniarka zza wschodniej granicy ma jedynie kwalifikacje, żeby pielęgnować pacjentów, inny uzna, że ta sama pielęgniarka może pacjentom podawać leki, robić zastrzyki itd.? To wprowadzi chaos w organizacji pracy lecznic, ale też zafałszuje statystyki, bo pojawi się złudzenie, że już wszystko jest dobrze, że już nie brakuje pielęgniarek - przekonuje Mariusz Mielcarek.

Pielęgniarki z Ukrainy będą opiekunami medycznymi?
Wskazuje też, że polska pielęgniarka, która ma 5-letnią przerwę w wykonywaniu zawodu musi przejść przeszkolenie, zdać egzamin praktyczny. Jak podkreśla Mielcarek, ta pielęgniarka na rozmowie kwalifikacyjnej u pracodawcy stanie ramię w ramię z pielęgniarką z Ukrainy, która kwalifikacji do pracy w polskich lecznicach nie ma. Zwraca też uwagę, że polska pielęgniarka, która nie ma kwalifikacji a chce pracować w UE, może znaleźć zatrudnienie tylko jako salowa, czy opiekunka.

- W Polsce brakuje pielęgniarek, więc wymyślono zawód opiekun medyczny, ale w naszym kraju nie ma zainteresowania tym zawodem, bo jest zbyt mało płatny. Teraz jest pomysł, żeby zatrudniać pielęgniarki z Ukrainy, które nie mają kwalifikacji do pracy u nas jako pielęgniarki, więc de facto będą pracować jako opiekunki medyczne czy salowe, a państwo będzie udawać, że nie ma już problemu z brakiem pielęgniarek - zauważa pielęgniarz Mariusz Mielcarek.

Dodaje też, że jego zdaniem te desperackie pomysły to również sposób na zatrzymanie pracowników w Polsce.

- U nas dostanie zatrudnienie jako pielęgniarka - obojętnie, co rzeczywiście będzie robiła. Zauważmy, że w Unii Europejskiej nie byłoby to możliwe. Tam nikt by jej w zawodzie pielęgniarki nie zatrudnił - podsumowuje.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum