Pielęgniarki o normach zatrudnienia: projekt był dobry, rozporządzenie już nie

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 13 stycznia 2015 06:13

W magazynie Lancet opublikowano wyniki badań, prowadzonych w kilkunastu krajach. Wnioski z nich jasno wskazują, że tam, gdzie na oddziałach pracuje mniej pielęgniarek, dochodzi do zwiększonej liczby zdarzeń niepożądanych - mówi dr hab. Aleksandra Gaworska-Krzemińska, konsultant wojewódzki w dziedzinie pielęgniarstwa na Pomorzu.

Pielęgniarki o normach zatrudnienia: projekt był dobry, rozporządzenie już nie

Zdaniem polskich pielęgniarek, w obowiązującym od 1 kwietnia 2014 r. rozporządzeniu ministra zdrowia dotyczącym minimalnych norm ich zatrudnienia, jest wiele błędów.

- Największą jego wadą jest brak algorytmu, za pomocą którego placówki mogłyby policzyć średni minimalny czas bezpośrednich działań pielęgniarki. Bez tego parametru ministerialne normy są fikcją - uważa dr hab. Aleksandra Gaworska-Krzemińska, konsultant wojewódzki w dziedzinie pielęgniarstwa na Pomorzu.

Podkreśla, że początkowa wersja projektu rozporządzenia, nad którym oprócz Ministerstwa Zdrowia pracowali eksperci ze środowiska pielęgniarskiego, zawierała dokładny średni czas wspomnianych działań bezpośrednich i pośrednich pielęgniarek na określonym oddziale szpitalnym, czyli w zależności od stanu pacjenta.

Na podstawie wieloletnich badań
- Niestety, resort już w trakcie procedowania wyciął te najważniejsze rzeczy z projektu. Zrobił to najprawdopodobniej w porozumieniu z pracodawcami, ponieważ utrzymanie wspomnianego parametru, przy dzisiejszym drastycznie niskim wskaźniku zatrudnienia pielęgniarek w polskich szpitalach, narzuciłoby pracodawcom konieczność ich dodatkowego zatrudnienia - zaznacza Gaworska-Krzemińska.

Wskazuje, że podane w projekcie rozporządzenia czasy zostały ustalone na podstawie wieloletnich badań naukowych w polskich szpitalach, prowadzonych przez prof. Annę Ksykiewicz-Dorotę z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jedynym zaleceniem, które uzupełnia obecnie ministerialne rozporządzenie, jest zalecenie konsultanta krajowego w dziedzinie pielęgniarstwa, dr hab. Marii Kózki, która napisała, ile na oddziałach zachowawczych, zabiegowych, porodowych, psychiatrycznych ten czas powinien wynosić. Jednak nie jest to akt prawny.

Z kolei dr Grażyna Rogala-Pawelczyk, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych we wcześniejszych rozmowach z Rynkiem Zdrowia przyznała, że od samego początku samorząd zawodowy protestował przeciwko takim manipulacjom w rozporządzeniu.

- Wskazywaliśmy olbrzymie niedociągnięcia w tym rozporządzeniu, a także na fakt, że odbiega ono od procedowanego projektu. Ponieważ ostatecznie minister zdrowia Bartosz Arłukowicz podpisał rozporządzenie nie w tej formie, nad którą pracowaliśmy, to po jego wejściu w życie pojawił się problem - tłumaczyła Rogala-Pawelczyk.

Słabe punkty przepisów
Prezes podkreśla, że w rozporządzeniu zawarto rozwiązania, z którymi pielęgniarki nie mogą się zgodzić. - Po pierwsze nie podano w nim wspomnianych czasów. Proszę sobie wyobrazić, że trzeba coś wyliczyć i nie ma jednego parametru. W takiej sytuacji wynik po prostu nie wyjdzie - zaznacza Rogala-Pawelczyk.

- Kolejną kwestą jest brak zapisu, że na zmianie mają być minimum dwie pielęgniarki. A taki zapis miał być - dodaje. - Oczywiście rozumiemy, że są takie miejsca, gdzie wystarczy jedna pielęgniarka, ale to są sytuacje sporadyczne. Jeżeli wyliczyłoby się obsadę w racjonalny sposób, to miejsca, w których może być obsada jednoosobowa, same wynikałyby z rachunku.

Następna sprawa to włączenie kadry kierowniczej, czyli oddziałowych, do kadry wykonawczej, tzn. pielęgniarek odcinkowych.

- To jest zupełne nieporozumienie. Oddziałowa ponosi odpowiedzialność za organizację opieki pielęgniarskiej na oddziale. W związku z tym, jeżeli oddziałową wpisze się jako pielęgniarkę odcinkową na dyżurze, to ona nie będzie mogła wywiązać się ze swoich funkcji kierowniczych i administracyjnych, takich jak przydział zadań, zaopatrzenie oddziału w niezbędny sprzęt, nadzór i inne obowiązki, których realizacja zapewnia bezpieczeństwo pacjenta, pracownika i wysoką jakość opieki - wylicza dr Grażyna Rogala-Pawelczyk.

Zwraca też uwagę na kwestie związane z blokami operacyjnymi: - Przy stole operacyjnym muszą być dwie pielęgniarki: instrumentariuszka i tzw. pomocnicza pielęgniarka. Coraz powszechniejszą praktyką staje się to, że jest jedna instrumentariuszka, a jako drugą stawia się kogokolwiek - salową, sprzątaczkę, stażystę...

Z kolei Aleksandra Gaworska-Krzemińska podkreśla, że rozporządzenie w takiej formie, w jakiej weszło w życie, sprawia, że tak naprawdę od decyzji zarządzającego szpitalem zależy, jaki czas pracy pielęgniarki zostanie przyjęty do wyliczenia normy zatrudnienia.

- Ponieważ menedżer bardziej się skupia na aspektach ekonomicznych, niż na bezpieczeństwie pacjenta, istnieje realne zagrożenie, że dla decydentów szukających oszczędności, rozporządzenie przerodzi się w narzędzie do zwalniania pielęgniarek - zaznacza konsultantka wojewódzka.

Rośnie prawdopodobieństwo zdarzeń niepożądanych
W rozmowie z Rynkiem Zdrowia prezes Rogala-Pawelczyk wyjaśnia, że takie zachowanie, niestety, grozi zwiększeniem liczby zdarzeń niepożądanych z negatywnymi skutkami przede wszystkim dla pacjentów, ale także dla pracowników.

Aleksandra Gaworska-Krzemińska dodaje, że rosnąca liczba zdarzeń niepożądanych dotyczy m.in. pomyłek przy wydawaniu leków i zwiększonego wskaźnika zakażeń wewnątrzszpitalnych.

- Niedawno w prestiżowym czasopiśmie Lancet zostały opublikowane badania prowadzone przez międzynarodową grupę specjalistów z kilkunastu krajów, w tym z Polski, którą reprezentowali badacze z Uniwersytetu Jagielońskiego Collegium Medicum w Krakowie - przypomina.

- Z badań tych wynika jasno, że tam gdzie na oddziałach pracuje mniej pielęgniarek, dochodzi m.in. do: zwiększonej liczby zakażeń szpitalnych, w tym zakażeń układu moczowego, stanowiących ok. 40% wszystkich zakażeń, zwiększonej liczby odleżyn, zwiększonego wskaźnika dotyczącego chorób układu oddechowego, w tym zapalenia płuc, zwiększenia liczby zakażeń ran pooperacyjnych - wymienia Gaworska-Krzemińska.

Podkreśla, że jak wynika z tych badań, na zbyt małej obsadzie pielęgniarskiej tracą chorzy, bo ich bezpieczeństwo jest zagrożone, ale także system, gdyż pacjent przebywa dłużej w szpitalu i jest dodatkowo leczony, co podnosi koszty.

Wydaje się, że problem ten dostrzegł też minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, który w połowie 2014 roku zaapelował do dyrektorów szpitali, aby wstrzymali się z decyzjami kadrowymi, które mogłyby wynikać z realizacji przepisów rozporządzenia ws. norm zatrudnienia pielęgniarek - do czasu przeprowadzenia przez resort odpowiednich analiz.

Niestety, po tym apelu w sprawie rozporządzenia, do dziś nic się nie zmieniło.

Cały artykuł - w styczniowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 1/2015).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum