Dość eksperymentów i pomijania opinii naszego środowiska

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 14 września 2016 14:31

Dopóki decydenci, zarządzający placówkami medycznymi oraz lekarze nie zrozumieją jak ważną rolę odgrywają pielęgniarki w opiece nad pacjentem, dopóty na oddziałach nie będzie wystarczającej obsady tego personelu medycznego - mówi w wywiadzie dla Rynku Zdrowia dr Grażyna Wójcik, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego (PTP).

Dość eksperymentów i pomijania opinii naszego środowiska
Dr Grażyna Wójcik, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego

Rynek Zdrowia: - W ostatnim czasie dużo mówi się o roli pielęgniarek opiece zdrowotnej. Spróbujmy więc podsumować, co udało się, w ocenie PTP, tej grupie zawodowej osiągnąć?
Dr Grażyna Wójcik: - Niewątpliwym sukcesem środowiska pielęgniarek i położnych jest wypracowanie wysokich standardów kształcenia zawodowego, które udało się osiągnąć po kilkunastu latach zmian.

Dużego uporządkowania i transparentności w kształceniu pielęgniarek zazdrości nam wiele krajów, np. Niemcy, w których do dziś nie ujednolicono systemu edukacji przygotowującej do tego zawodu. W Polsce wypracowane został również, począwszy od lat 90., nowoczesne prawodawstwo dotyczące zawodu pielęgniarki i położnej. W tym roku obchodzimy 25-lecie powstania samorządu pielęgniarek i położnych.

Już 1996 r. uchwalono ustawę o zawodach pielęgniarki i położnej, która w kolejnych latach była dostosowywana do zmieniającego się systemu. Szkoda tylko, że przez ostatnie 20 lat nie zawsze - zarówno pielęgniarki, jak i ich pracodawcy - wykorzystują możliwości obowiązującego prawa w zakresie funkcjonowania zawodu.

Do osiągnięć środowiska należy zaliczyć dużą aktywność pielęgniarek w zakresie podejmowania wyzwań w zmieniającym się systemie ochrony zdrowia. Już pod koniec lat 90. pielęgniarki tworzyły samodzielne podmioty gospodarcze i zawierały umowy na realizację świadczeń zdrowotnych. W kolejnych latach pielęgniarki stawały się przedsiębiorcami, prowadząc i rozwijając własną działalność.

Podkreślenia wymaga również, że pomimo dużych trudności, z którymi boryka się system opieki zdrowotnej, pielęgniarki są grupą zawodową, która cieszy się dużym zaufaniem społecznym.

Dla pielęgniarek zainteresowanych rozwojem naukowym otworzyła się nowa ścieżka kariery uniwersyteckiej. W Polsce dynamicznie rośnie liczba pielęgniarek z tytułami doktora, habilitacją, czy tytułem profesorskim. Osoby te pełnią niejednokrotnie ważne funkcje w strukturach uczelni czy też zespołach badawczych.

- A jak wygląda, pani zdaniem, kwestia uregulowania norm zatrudnienia pielęgniarek na poszczególnych oddziałach szpitalnych?
- Przekonanie, że wypracowanie nowej legislacji dotyczącej minimalnych norm zatrudnienia rozwiąże problem deficytu pielęgniarek jest w moim odczuciu nieuzasadnione. Polski rząd po raz pierwszy zdecydował się na opracowanie legislacji w kwestii minimalnych norm zatrudnienia dla pielęgniarek w 1999 r. Rozporządzenie w tej sprawie obowiązywało przez wiele lat i nie rozwiązało to problemu niedoboru personelu pielęgniarskiego.

Po 10 latach zdecydowano się na wypracowanie nowych przepisów w tej materii. Efektem było przyjęcie rozporządzenia z końcem 2012 r. Jego wejście w życie spowodowało ogromne napięcia i konflikt pomiędzy decydentami a środowiskiem pielęgniarskim. Niezależnie od tego, iż to rozporządzenie nadal obowiązuje, sytuacja w ostatnich latach w zakresie zapewnienia odpowiedniej liczby pielęgniarek w placówkach medycznych jest dramatyczna.

Reasumując: od ponad 15 lat Polsce dyskutujemy w Polsce o potrzebie zmian regulacji dotyczących minimalnych norm zatrudnienia. W moim przekonaniu, gdyby nawet udało się wypracować idealne rozporządzenie, nigdy nie będzie takiej normy, która rozwiąże wszelkie problemy organizacyjne, tzn. zdejmie z kierownika, oddziałowej, czy dyrektora szpitala odpowiedzialność za obsadę pielęgniarską w konkretnej sytuacji.

Dlatego uważam, że przede wszystkim potrzebna jest odpowiedzialność zarządzających placówką lub oddziałem za bezpieczeństwo pacjentów, a normy są tylko narzędziem.

Uważam, że o wiele istotniejsza niż normy zatrudnienia jest świadomość decydentów o znaczeniu pracy, jaką wykonuje pielęgniarka i przełożenie tego na decyzje organizacyjne. Jeśli decydenci nie uznają, że praca pielęgniarek jest ważna, często mająca wręcz kluczowe znaczenie dla zdrowia pacjenta, to żadne prawo nie pomoże w rozwiązaniu kwestii obsady pielęgniarskiej na oddziałach.

- W ostatnich latach udało się dostosować poziom kształcenia polskich pielęgniarek do wymogów Unii Europejskiej. Dzięki temu nasze pielęgniarki mogą swobodnie przemieszczać się na europejskim rynku pracy. Jak w takim razie środowisko zapatruje się na ostatni pomysł rządu, aby przywrócić licea pielęgniarskie?
- Polskie Towarzystwo Pielęgniarskie wspólnie z samorządem zawodowym i związkiem zawodowym pielęgniarek wypracowało stanowisko dotyczące planowanych zmian w kształceniu pielęgniarek. Głównym założeniem naszych rekomendacji przekazanych rządowi jest kontynuacja rozwoju obecnego modelu kształcenia, a nie powrót do kształcenia sprzed kilkudziesięciu lat.

Uznajemy, że nie ma przesłanek do łamania unijnych dyrektyw dotyczących kształcenia pielęgniarek ani ratyfikowanych przez Polskę porozumień międzynarodowych. Licea pielęgniarskie przestały istnieć w latach 1997-98, kilka lat dłużej funkcjonowały szkoły pomaturalne dla pielęgniarek, a na przełomie lat 1999 i 2000 rozpoczęto wdrażanie kształcenia licencjackiego.

Przez ostatnie kilkanaście lat uczelnie wyższe inwestowały w rozwój kształcenia pielęgniarek, dopracowano standardy programowe oraz system akredytacji. Dlatego zaskoczył nas pomysł powrotu do kształcenia pielęgniarek w liceum medycznym. Nie rozumiemy argumentu, że skoro coś sprawdzało się 30-40 lat temu to będzie również dobre dzisiaj.

Można kształcić w taki sposób opiekuna medycznego lub personel pomocniczy. Złożone potrzeby pacjentów, nowa sytuacja demograficzna, zaawansowany sprzęt medyczny oraz nowe uwarunkowania prawne tworzą zapotrzebowanie na pielęgniarkę o bardzo wysokich kwalifikacjach. Dodatkowo obecny system prawny nie pozwala na pracę z pacjentem osoby nieletniej, a taką osobą byłby uczeń liceum medycznego.

Rozumiem, że ten sposób edukacji (licea pielęgniarskie - red.) miał być w, założeniu decydentów, próbą zatrzymania pielęgniarek w kraju. Otrzymując wykształcenie niezgodne z unijnymi dyrektywami straciłyby one mobilność na europejskim rynku pracy. To jest rozwiązanie, które dyskryminuje naszą grupę zawodową i na które nie ma, i nie będzie naszej zgody.

- Co w takim razie zrobić, aby pielęgniarki nie wyjeżdżały z kraju?
- To, że Polska traci bardzo dobrze przygotowane pielęgniarki, na kształcenie której państwo wydało ogromne pieniądze z budżetu, nie jest wyłącznie problemem pielęgniarek, ale również decydentów i całego społeczeństwa. Dla organizacji odpowiedzialnych za funkcjonowanie naszego zawodu ważne jest, aby pielęgniarka była dobrze przygotowana i dobrze wykonywała swoją pracę. Jest to możliwe, jeżeli pielęgniarka identyfikuje się ze swoją rolą, zawodem i jest zadowolona z oferowanych jej warunków pracy.

Jeżeli jednak polski system opieki zdrowotnej nie będzie szanował pracy pielęgniarki, nie będzie widział znaczenia tego zawodu oraz oferował niezbędnych warunków zatrudnienia i wynagrodzenia, nadal będziemy narażeni na ucieczkę pielęgniarek z kraju.

Dzisiaj pilnie potrzebujemy rzeczowej debaty z Ministrem Zdrowia, a także Ministrem Pracy na temat wzmacniania atrakcyjności wykonywania zawodu pielęgniarki w Polsce - jak budować ścieżkę kariery zawodowej, promować zawód w mediach czy rozszerzać samodzielność zawodową w obszarze świadczeń medycznych.

Po raz kolejny chciałabym podkreślić, że pieniądze są tylko jednym z elementów wzmacnia rozwoju pielęgniarstwa w Polsce.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum