Papierosy są do ... A jaka jest ustawa antynikotynowa?

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 09 sierpnia 2016 05:28

Nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (czeka na podpis prezydenta) wprowadza szereg restrykcji wobec palaczy. Nie oferuje im jednak pomocy, gdy chcą zerwać z nałogiem. Jest kij, brakuje marchewki.

Ustawa antynikotynowa wprowadza szereg restrykcji wobec palaczy. Fpt. Archiwum

- Resort zdrowia będzie w sposób pryncypialny zwalczał nikotynizm. Nasze stanowisko w tej kwestii jest jasne - 24 lutego na posiedzeniu Sejmowej Komisji Zdrowia wiceminister Jarosław Pinkas nie skrywał, że ustawa ma uprzykrzyć życie palaczom i producentom wyrobów tytoniowych. Powołał się na dane UE, że bardziej restrykcyjne przepisy zmniejszą liczbę osób palących o ok. 2 proc. Jednym słowem - im ostrzej traktuje się palących, tym więcej niepalących.

Według badań z sierpnia 2015 r., które publikuje GIS (- zarządza Programem Ograniczania Zdrowotnych Następstw Palenia Tytoniu na lata 2014-2018), pali 24% Polaków. Celem MZ jest zmniejszenie populacji palących m.in. dlatego, że pieniądze wydawane na leczenie chorób odtytoniowych są większe niż kwoty, które wydajemy na refundację leków. Wydatki te wynoszą ok. 8 mld zł. To ogromne sumy - podkreślał Pinkas.

Załóżmy, że argumenty zdrowotne i ekonomiczne wiceministra przekonały nałogowego palacza. Wiadomo, niełatwo mu rzucić papierosy ("Rzucić palenie? Nie ma nic łatwiejszego - robiłem to setki razy" - powtarzał namiętny palacz cygar Winston Churchill).

Pytanie: gdzie nałogowiec ma szukać pomocy w kraju, który wydaje grube miliardy na leczenie chorób odtytoniowych? Odpowiedź: w 2016 r. umowę na realizację świadczeń antynikotynowych zawarło z Narodowym Funduszem Zdrowia 5 świadczeniodawców (słownie: pięciu). Podobnie było w 2014 i 2015 roku - powiedziano nam w Centrali NFZ.

Fundusz finansuje także program profilaktyki chorób odtytoniowych. Jego celem jest m.in. ”zmniejszenie zachorowalności na schorzenia odtytoniowe oraz poprawa dostępności do specjalistycznego leczenia uzależnienia od tytoniu, w szczególności dla osób obciążonych chorobami układu krążenia, układu oddechowego i nowotworowymi, a w konsekwencji zmniejszenie kosztów leczenia chorób odtytoniowych. Świadczenia w tym zakresie realizuje 17 świadczeniodawców”.

Zakaz na pokaz
To wszystko, jeśli chodzi o ofertę publicznego płatnika skierowaną do tych spośród milionów uzależnionych, którzy gotowi są rzucić palenie. Zamiast wsparcia, mają zakazy. Idąc tym tropem rozumowania i posługując się argumentem ad absurdum, można by też - z uwagi na zdrowotne skutki zanieczyszczenia powietrza - nakazać obywatelem, by oddychali co drugi raz, a mieszkańcom Krakowa - co trzeci.

Co znamienne, NFZ nie kontroluje nawet efektów świadczeń antynikotynowych. Robią to we własnym zakresie i dla własnych potrzeb poradnie dla palaczy. Irena Przepiórka z poradni pomocy palącym przy Centrum Onkologii w Warszawie mówi nam, że skuteczność terapii badali w 2007 i 2008 r. - wynosiła 48-50 proc. (niebawem planują powtórzenie badań).

- Leczenie uzależnienia tym różni się od leczenia innych chorób, że nigdy nie ma mowy o stuprocentowej skuteczności. W samą definicję uzależnienia wpisany jest nawrót - interpretuje wyniki i wyjaśnia, że wysoka skuteczność w jej placówce wiąże się m.in. z tym, że nie trafiają tu osoby przypadkowe - zgłaszają się ludzie zdeterminowani, po wielu próbach rzucenia palenia.

Tego typu placówki policzyć można na palach jednej ręki. - Pomoc jest praktycznie niedostępna, a finansowanie beznadziejne. Gdyby nie to, że pracują u nas pasjonaci, to w Warszawie nie byłoby poradni antynikotynowej - twierdzi Irena Przepiórka.

Podobnie ocenia sprawę dr Piotr Dąbrowiecki, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP. Mówi, że tych kilka działających jeszcze w Polsce placówek, poprzez udostępnienie know-how, może być zaczynem tego, by w każdym powiecie była poradnia antynikotynowa. Jednak obecna nowelizacja ustawy antynikotynowej pomija ten problem.

- Ważne, aby tak zmienić finansowanie poradni antytytoniowych, by opłacało się je prowadzić (przynajmniej, żeby się bilansowały) - Dąbrowiecki apeluje o większe pieniądze i wyjaśnia, że obecnie dyrektorzy ZOZ-ów dopłacają do poradni.

- Nikotyna jest kilerem w kardiologii, pulmonologii i onkologii - dodaje. Przypomina, że według WHO nikotynizm jest chorobą polegającą na przymusie palenia nikotyny. - Po 10, 15, 20 latach pojawia się żniwo w postaci chorób krążenia, nowotworowych, układu oddechowego.

Z tych powodów popiera ustawę, choć przyznaje, że jest ona restrykcyjna. - Ale to dobrze, bo tylko na podstawie takich ustaw można kształtować odpowiednie postawy społeczne - pokazać co jest dobre, a co złe. Cieszę się z tej ustawy, gdyż jasno mówi ”nie” zarównano konwencjonalnemu paleniu, jak i elektronicznemu - podkreśla.

Niech w jednym duszą się smrodzie
E-papierosy miały być mniej szkodliwą alternatywą dla nałogowców i produktem ułatwiającym rzucenie palenia. Tymczasem takie samo potraktowanie palaczy i e-palaczy doprowadzi do tego, że np. w lokalach gastronomicznych, w których są wydzielone pomieszczenia, e-palacze będą musieli wdychać dym papierosowy, choć sami wydychają parę wodną.

Jerzy Jurczyński ze Stowarzyszenie E-smoking (reprezentował branżę papierosów elektronicznych w czasie obrad Komisji Zdrowia) apelował, żeby nie wrzucać do jednego worka papierosów i e-papierosów.

Jak wskazał, istnieje ok. 1070 badań naukowych dotyczących e-papierosów, które wprawdzie potwierdzają, że są szkodliwe, ale wielokrotnie mniej niż papierosy tradycyjne.

- Prosimy jedynie, aby ustawodawcy wzięli pod uwagę fakt, iż 98 proc. palaczy e-papierosów to byli palacze papierosów tradycyjnych, którzy zmienili formę nałogu w obawie o swoje zdrowie. Dlatego zależy nam, aby tych ludzi nie wpychać do palarni z palaczami tradycyjnymi i nie narażać ich zdrowia - na próżno namawiał posłów.

W ocenie Piotra Dąbrowieckiego dostęp do papierosów elektronicznych powinien być jeszcze bardziej reglamentowany. - Powinno się je traktować jako element terapii osób szczególnie uzależnionych i stosować na zlecenie lekarza. Nie możemy jednym nałogiem oduczać innego nałogu, zamieniać jeden nałóg na drugi. To jest ta sama nikotyna - uzasadnia.

Skutki nieznane, wnioski wiadome
- Co prawda brakuje badań na temat długofalowych skutków stosowania urządzeń do inhalowania nikotyny, ale poza sporem jest to, że przy ich pomocy wprowadza się do organizmu substancję uzależniającą i podtrzymuje uzależnienie fizyczne od nikotyny - zawraca uwagę Irena Przepiórka. koordynator telefonicznej poradni pomocy palącym przy Centrum Onkologii w Warszawie.

Poza tym e-papierosy stały się atrakcyjne dla młodzieży, która rozpoczyna przygodę z używkami w przekonaniu, że elektroniczny papieros to bezpieczny i modny gadżet.

Przepiórka wskazuje ponadto, że ilość inhalowanej nikotyny bywa większa niż w przypadku tradycyjnego palenia. Elektroniczny papieros używany jest bowiem przez cały czas, nie kontroluje się ilości dostarczanej nikotyny. Na dodatek nie wiadomo, jaki jest skład liquidów. Ustawa zabezpieczy użytkowników e-papierosów przed kupowaniem substancji toksycznych - zauważa.

- Nie jestem zwolenniczą działań prohibicyjnych, ale ograniczenia i powiedzenie, że palenie jest niebezpiecznie było właściwe - podsumowuje.

Do tych samych wniosków doszedł wcześniej Andrzej Pągowski, tytułując znany plakat krótko i dosadnie: ”Papierosy są do dupy”. Z tym że od plakacisty, w przeciwieństwie do ustawodawcy, nikt nie wymaga, by myślał o organizowaniu leczenia uzależnień.

Czytaj: Sejm przyjął poprawki Senatu do ustawy dotyczącej e-papierosów

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum