Państwowa Inspekcja Sanitarna łapie finansowy oddech. Będzie bardziej wydolna?

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 21 września 2020 06:00

Nowa strategia walki z COVID-19 obejmuje także daleko idące zmiany operacyjne i strukturalne dotyczące Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Znaczące wzmocnienie i usprawnienie działania sanepidu wydaje się konieczne, ale czy będą to zmiany na lepsze?

Państwowa Inspekcja Sanitarna będzie teraz skuteczniej walczyć z koronawirusem?; FOT. Domena publiczna

3 września br. Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski oraz Federacja Regionalnych Związków Gmin i Powiatów RP wystosowały do premiera i rządu apel o "radykalne wzmocnienie, dofinansowanie i reformę Państwowej Inspekcji Sanitarnej". Organizacje postulują "natychmiastowe zwiększenie o 100 procent zatrudniania w Państwowej Inspekcji Sanitarnej - Powiatowych Stacjach Sanitarno-Epidemiologicznych, w tym w laboratoriach".

Jak opisywały w komunikacie, „zgodnie z przydzielonymi przez ustawy zadaniami w czasie pandemii pracownicy sanepidu od marca są skrajnie przemęczeni, pracują na trzy zmiany, również w soboty i niedziele, nie skorzystali z urlopów, pracownica w Nowym Sączu odbiera nawet 500 telefonów dziennie od obywateli, osób zakażonych i instytucji. Już przed wybuchem pandemii zakres bieżących zadań wykonywanych dla ochrony zdrowia i bezpieczeństwa publicznego przez pracowników Inspekcji Sanitarnej był bardzo szeroki" - czytamy w komunikacie.

"Obecnie, w dobie walki z koronawirusem, strachem i oczekiwaniami mieszkańców, zadania te są niemożliwe do realizacji przez przemęczonych, słabo opłacanych […] pracowników sanepidów. Pomimo to mieszkańcy i samorządowcy z całej Polski narzekają, że bardzo trudno godzinami dodzwonić się do PIS” - piszą organizacje samorządowe.

Nowa strategia, nowe zadania
To jedno z licznych stanowisk, głosów, programów telewizyjnych czy artykułów pokazujących niedomagania systemu walki z COVID-19 koordynowanego przez inspekcję sanitarną, które wzmocniły argumenty na rzecz wsparcia tej instytucji. Sanepid, zdaniem polityków, odciążyć ma m.in włączenie lekarzy rodzinnych do diagnostyki koronawirusa.

3 września br. minister zdrowia przedstawił główne założenia jesiennej strategii walki z koronawirusem. Do tej pory inspekcja sanitarna była pierwszą linią frontu. Teraz w pierwszej kolejności pacjenci powinni skontaktować się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, najpierw w ramach teleporady. Po takim wywiadzie pacjent może zostać skierowany na badanie fizykalne, a w razie potrzeby dalej - na test na obecność koronawirusa.

Sieć sanepidów będzie natomiast koncentrowała się na wyławianiu osób, które powinny być testowanie ze względu na kontakt. Na czym polega różnica?

- Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej mają kierować na badania na podstawie objawów, nie na postawie analizy ryzyka. Będą odgrywać rolę swoistego "bramkarza" pilnującego wejścia. Natomiast analiza ryzyka ma być domeną sanepidu i prowadzonych przez niego śledztw epidemiologicznych - tłumaczył minister Adam Niedzielski w wywiadzie dla PAP (3 września br.)

Nie jesteśmy lekarzami
- Na pewno jest to zmiana na lepsze i powrót do normalności. W pewnym sensie przez pół roku zajmowaliśmy się medycyną naprawczą. Miliony telefonów dotyczyły oczekiwania pacjentów, że będziemy diagnozować choroby czy pomagać ludziom w poruszaniu się w systemie ochrony zdrowia. To nigdy nie była nasza domena - podkreślał w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

W jego ocenie różne przypisywane inspekcji błędy wynikały również z niedomagań ogólnosystemowych w czasie epidemii.  W gruncie rzeczy nikt na świecie nie był przygotowany na coś takiego. Pojedyncze błędy nie powinny przesłonić skali działań. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatniego półrocza przez różne formy działania inspekcji (izolacja, kwarantanna, nadzór epidemiologiczny) przeszło kilka milionów ludzi. A to tylko część działalności GIS. 

Teraz generalnie to lekarze rodzinni mają kierować na testy, a inspektorzy sanepidu mają zająć się tym, co zawsze, czyli prowadzeniem dochodzeń epidemiologicznych i rozpracowywaniem ognisk zakażeń. Będą docierać do osób z kontaktu i wydawać decyzje o kwarantannie, a także zlecać testy w przypadku dużych ognisk oraz dla pacjentów kierowanych do ZOL i DPS. Inspekcja ma przecież swoją bazę laboratoryjną.

- Myślę, że pacjenci powinni się z tego cieszyć. Rozsądny, przemyślany  powrót do normalności to zadanie dla nas wszystkich - dodał rzecznik GIS.

Za mało ludzi i środków
Jak ocenił prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, paradoksalnie sanepid był przygotowany do funkcjonowania systemu, ale tylko w normalnych warunkach. - Nie był natomiast kadrowo, finansowo czy diagnostycznie przygotowany na działanie w okresie epidemii. Nikt nigdy nie zakładał, że na sanepid spadną takie funkcje, jakie spadły, w związku z tym było oczywiście za mało ludzi i środków. Nic więc dziwnego, że nie był w stanie sprostać zadaniom - mówił Rynkowi Zdrowia.

Zdarzali się więc pacjenci zgubieni w systemie albo osoby z przedłużonym czasem kwarantanny. - To była kumulacja ludzkich błędów, które przecież cały się zdarzają, bo dane pacjenta krążą między sanepidem, laboratoriami czy jakimiś rejestrami. Nic dziwnego, że może nie zadziałać system, który jest tworzony ad hoc  - stwierdził prof. Flisiak.

Jak jednak podkreślił, trzeba podejść z całym szacunkiem do zespołu inspekcji, bo była to w tym czasie praca bardzo wyczerpująca fizycznie i psychicznie. Na pytanie o brak wsparcia kadrowego prof. Flisiak odpowiadał: - Ale skąd wziąć ludzi do pracy w inspekcji, kiedy widać, że to nie będzie lekkie zajęcie? Nie sądzę, żeby pojawili się ochotnicy, nie dałoby się ich wziąć spośród pracowników z wykształceniem medycznym. Gdyby więc nawet nie wiem jakie podwyżki tam przyznano, nie spodziewałbym się tłumu chętnych do pracy.

Jan Bondar z GIS przyznał, że pojawiły się zarzuty, że nie zatrudniano nowych osób. - Nie chodzi tylko o liczbę pracowników, ale także ich wyposażenie i organizację. Zmiany na lepsze zaczęły się już  pod koniec 2019 r., gdy obchodziliśmy 100-lecie służb sanitarnych w Polsce. Pojawiły się wtedy pierwsze regulacje poprawiające warunki finansowe  i koncepcja częściowej „pionizacji” - przypomina. 

Digitalizacja i dofinansowanie
Co więc się zmieniło, jeśli chodzi o sprzęt i organizację. Jakie wsparcie informatyczne i finansowe otrzymała inspekcja i jej personel?

"W większości stacji sanitarno-epidemiologicznych uruchomione zostały dodatkowe linie telefoniczne tak, aby móc w sposób możliwie efektywny realizować zadania przeciwepidemiczne. […] Należy dodać, że aktualnie, w ramach projektu digitalizacji Państwowej Inspekcji Sanitarnej, prowadzonej we współpracy z Ministerstwem Cyfryzacji, uruchomiona została infolinia dla społeczeństwa, w celu udoskonalenia pracy jednostek Inspekcji poprzez dedykowanie dzwoniącym źródeł informacji o epidemii spoza struktur Państwowej Inspekcji Sanitarnej" - przekazał wiceminister zdrowia Waldemar Kraska w odpowiedzi udzielonej 14 września br. organizacjom samorządowym.

Chodzi o system elektronicznego zgłaszania informacji o potencjalnym ryzyku poprzez infolinię oraz o system monitorujący statusy tych zgłoszeń. W ten sposób mają zostać odciążeni lokalni inspektorzy i będą mogli zająć się prowadzeniem dochodzeń epidemiologicznych nakierowanych na zwalczanie ognisk zakażeń koronawirusem.

Ponadto Główny Inspektorat Sanitarny razem z Ministerstwem Cyfryzacji rozpoczął proces digitalizacji inspekcji. - Inspekcja od dobrych kilku miesięcy przechodzi do XXI wieku w tym zakresie. Rząd przeznaczył na to duże środki: ponad 60 mln zł na samo doposażenie w sprzęt informatyczny. Chodzi o komputery, telefony, ale też jednolity system informatyczny, który ułatwiłby pracę, np. generowałby automatycznie dokumenty, pomagał w sprawowaniu nadzoru epidemiologicznego - wylicza Jan Bondar. Jak tłumaczy rzecznik GIS, inspekcja wydaje przecież mnóstwo decyzji administracyjnych.

Niech każdy robi to, co do niego należy
Dodatkowo warto przypomnieć, jak wskazywał wiceminister Waldemar Kraska w piśmie do samorządowców, że „trwają prace nad rozporządzeniem Ministra Zdrowia zmieniającym rozporządzenie w sprawie trybu przyznawania pracownikom Państwowej Inspekcji Sanitarnej wykonującym czynności kontrolne dodatku specjalnego do wynagrodzenia oraz wysokości tego dodatku, zgodnie z którym w czasie trwania epidemii maksymalna wysokość tego dodatku zostanie zwiększona z 25% do 75%".

- Należy też zaznaczyć, że stacje sanitarno-epidemiologiczne otrzymały w bieżącym roku środki pozwalające na podwyższenie wynagrodzenia pracowników średnio o 500 zł miesięcznie na etat - poinformował resort zdrowia.

Podsumowując, zdaniem prof. Roberta Flisiaka, w tej chwili wracamy do tego, co działało wcześniej i powinno funkcjonować od początku.

- Niech każdy robi to, co do niego należy, czyli sanepid zajmuje się wyszukiwaniem ognisk i potencjalnych źródeł zakażenia, a lekarz pierwszego kontaktu zajmuje się pacjentem, który właśnie zachorował i nie wie, co ze sobą zrobić. Ten system nie jest najlepszy, ale jeżeli coś zostało wypracowane już wcześniej i, lepiej czy gorzej, funkcjonuje, to stawianie tego na głowie nie przynosi niczego dobrego - ocenił prof. Robert Flisiak

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum