Pacjenta traktuje się jak zepsuty mechanizm, który naprawi mechanik ciała

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 05 kwietnia 2019 05:58

- Pacjent zaczął być traktowany jako przypadek chorobowy, zepsuty mechanizm, z którym musi się zmierzyć lekarz - mechanik ciała - mówi dr Stanisław Maksymowicz, adiunkt w Katedrze Psychologii i Nauk Społecznych w Medycynie Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ekspert Nowej Konfederacji i Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia.

Pacjenta traktuje się jak zepsuty mechanizm, który naprawi mechanik ciała
Dr Stanisław Maksymowicz; FOT. Arch. RZ

Przemiany w nowożytnej, powojennej medycynie, doprowadziły do jej głębokiej technicyzacji i skupieniu się na rozwiniętym obrazie choroby, z pominięciem szerokiego kontekstu społecznego, w jakim żyje chorujący człowiek. Powstały bardzo wąskie specjalizacje lekarskie oraz niezwykle wyrafinowane leki i terapie. Ale gdzieś obok tego zniknął kluczowy element medycyny: pacjent, który zaczął być traktowany jako przypadek chorobowy, zepsuty mechanizm, z którym musi się zmierzyć lekarz - mechanik ciała.

Zdrowie jest produktem społeczeństwa
Problem ten, nazwany przez socjologię modelem biomedycznym, trafnie opisywał brytyjski lekarz Thomas McKeown. Stwierdził on, że zupełnie fałszywe jest założenie medycyny co do podstaw zdrowia, oparte o przeświadczenie, że ochrona przed chorobą i skutki działań medycyny zależą wyłącznie od „wewnętrznej interwencji” w ciele traktowanym jak maszyna. Powoduje to, że medycyna staje się ślepa na inne ważne determinanty zdrowia: wpływy środowiskowe, zachowania indywidualne i grupowe, kulturę, politykę, charyzmę, mody itp. A przecież znaczna część tego, co składa się na zdrowie jest produktem społeczeństwa!

Konsekwencją dehumanizacji medycyny jest przede wszystkim ogromny dystans, który powstał między pacjentami i personelem medycznym. Szczególnie widoczny w mrocznych salach szpitali psychiatrycznych. Boleśnie opisany choćby przez Pawła Reszkę w „Małych bogach”.

Model biomedyczny stał się więc zaprzeczeniem medycyny, która ma leczyć ludzi. Doprowadził do narastających problemów, które zaczęły generować coraz większe koszty, związane z błędnie stawianymi diagnozami, błędami w leczeniu, niestosowaniu się do zaleceń lekarskich czy po prostu unikania przez chorych kontaktu z lekarzami.

Czytaj także: System propacjencki istnieje, czy na razie jest tylko propagandowym hasłem?

Humanizacja medycyny
Odpowiedzią na te dylematy stała się medycyna zorientowana na pacjenta i ruch na rzecz humanizacji medycyny. Są one w istocie bardziej racjonalne niż może się wydawać. Pomagając bowiem w zbliżeniu pacjentów z lekarzami i postawieniu tych pierwszych w centrum, rozwiązują problemy wypalenia zawodowego personelu medycznego i błędów lekarskich. A jak pokazują badania, nauka przez lekarzy tzw. miękkich kompetencji, czyli komunikacji, empatii oraz zrozumienia szerokiego psychologicznego i społecznego kontekstu leczenia, prowadzą do zmniejszenia liczby błędów i redukują wypalenie. Prowadząc do ekonomicznych oszczędności. Efektem jest więc nie tylko lepsze zdrowie chorych, jakość życia i pracy lekarzy ale i więcej pieniędzy w systemie.

Pozostaje oczywiście pytanie, w jakim stopniu nasz system jest propacjencki, jakie decyzje mają taki charakter, a jakie nie?

Polski system w swoich założeniach faktycznie oparty jest na fundamentalnym znaczeniu dobrostanu zdrowotnego ludzi. Już sama konstrukcja powszechnej ochrony zdrowia i zapisanej w konstytucji obietnicy dostępu do lekarza dla każdego, stawiają pacjenta przed takimi aspektami leczenia, jak rachunek kosztów lub polityka. Niestety w praktyce ani system edukacji lekarzy, ani w ogóle cały system ochrony zdrowia nie są nastawione na budowę relacji lekarz-pacjent i na postawienie pacjentów w centrum procesu leczenia.

Zacznijmy od edukacji
Sposób kontraktowania świadczeń oparty o rachunek ekonomiczny, brak koordynacji procesu leczenia przez różnych specjalistów, przerośnięta biurokracja czy w ogóle utrudniony dostęp do świadczeń, będące następstwem niedofinansowania ochrony zdrowia, skutecznie utrudniają zadanie budowy medycyny skoncentrowanej na pacjencie. Co, niestety, wraca do systemu w postaci kolejek schorowanych obywateli i coraz bardziej zgorzkniałych pracowników.

Zmiany należy więc zacząć już na etapie edukacji studentów, położyć większy nacisk na naukę wspomnianych już miękkich kompetencji. Wprowadzić na wzór „zachodnich” uczelni kompleksowe programy nauki komunikacji. Wtedy istnieje szansa, że nawet mimo braku dobrego finansowania, lekarz i inny personel medyczny będą w stanie przynajmniej poprawnie wchodzić w interakcje z pacjentem, który jest przecież jedyną przyczyną i sensem istnienia całego systemu leczenia. A od tego jest już tylko krok do budowy propacjenckich instytucji zdrowia.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum