Opiekunka medyczna w DPS: jestem lekarzem i pielęgniarką. "Nasi podopieczni to dla systemu podludzie"

Autor: oprac. IB • Źródło: Wirtualna Polska, Rynek Zdrowia24 stycznia 2022 18:05

Robiłyśmy pacjentom zastrzyki i podawałyśmy psychotropy, mimo, że nie miałyśmy do tego uprawnień. Tę pracę powinny wykonywać pielęgniarki, ale pielęgniarek nie było. To się dzieje w DPS-ach w całej Polsce - mówi Wirtualnej Polsce pani Barbara, opiekunka medyczna w Domu Pomocy Społecznej.

Opiekunka medyczna w DPS: jestem lekarzem i pielęgniarką. "Nasi podopieczni to dla systemu podludzie"
Pacjenci z DPS-ów to dla systemu "podludzie" - mówi opiekunka medyczna Fot. Shutterstock
  • Umówienie jakiegokolwiek pacjenta na wizytę lekarską graniczy z cudem - mówi Wirtualnej Polsce pani Barbara, opiekunka medyczna w Domu Pomocy Społecznej
  • Ratownicy medyczni mają pretensje, że w ogóle wzywamy pogotowie. Jesteśmy myleni z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym, a DPS-y nie mają ustawowego obowiązku zatrudniania ani lekarzy ani pielęgniarek - wyjaśnia
  • Gdy jest tak źle, że pacjent musi trafić do szpitala, słyszymy, że szpitale są przepełnione, a "to jest tylko pacjent DPS-u" - zaznacza
  • Opiekunowie medyczni w DPS-ach podają pacjentom zastrzyki i leki psychotropowe, mimo, że nie mają do tego uprawnień. Powinny to robić pielęgniarki, ale ich nie było. Totalnie się wycofały - wskazuje

Jak mówi Wirtualnej Polsce pani Barbara, opiekunka medyczna, w Domu Pomocy Społecznej, w którym pracuje, przebywa ok. 80 podopiecznych. To ludzie z zaburzeniami osobowości, ze schizofrenią, po uzależnieniach. 10 osób jest obecnie zakażonych koronawirusem i izolowanych.

"Było nas troje, czworo, pracowaliśmy po 300 godzin miesięcznie"

Wyjaśnia, że opiekunowie wchodzą do nich w kombinezonach. Karmią, bo chorzy nie są w stanie samodzielnie jeść. Pomagają im w toalecie, pampersują kilka razy dziennie, przewijają, myją, podają leki przeciwzakrzepowe. Mierzą saturację, temperaturę. Pełnią obowiązki jednocześnie lekarzy, pielęgniarek i opiekunów.

Jak mówi pani Barbara, w szczycie zakażeń rozdawała leki i karmiła podopiecznych. Podawała leki jednemu pacjentowi, potem wracała do drugiego, żeby pomóc mu w jedzeniu. Gorączki, wymioty, biegunki, odleżyny, totalna sztywność mięśniowa - trzeba było sobie z tym wszystkim radzić. Wysiłek fizyczny jest ogromny. Pracowała 300 godzin miesięcznie.

"Umówienie pacjenta DPS-u na wizytę lekarską graniczy z cudem"

Ocenia, że system ochrony zdrowia organizacyjnie totalnie padł i taki stan trwa do dzisiaj. Umówienie jakiegokolwiek pacjenta na wizytę lekarską graniczy z cudem. Internista w ciągu roku był w DPS zaledwie u czterech pacjentów. Prośby o pomoc kończą się na tym, że lekarz przepisuje antybiotyk na teleporadzie. - A jaki jest sens pakowania antybiotyków w pacjenta, który nawet nie był osłuchany? - pyta opiekunka.

Wspomina pacjenta, który był hospitalizowany, miał ostre zapalenie płuc, bardzo ciężko przeszedł zakażenie. Wrócił do DPS-u po trzech dniach. - Lekarze chcieli mu założyć sondę, mimo że pacjent mógł być karmiony z pomocą innej osoby. Byłyśmy w szoku - opowiada.

"DPS to nie ZOL. Nie mamy ani lekarzy ani pielęgniarek"

Jak mówi pani Barbara, ratownicy medyczni często mają pretensje, że DPS w ogóle wzywa pogotowie. Mylą go z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym. Tymczasem Dom Pomocy Społecznej i ZOL to zupełnie różne instytucje, o zupełnie różnym statusie prawnym. Niestety, nawet lekarze i ratownicy tego nie rozróżniają.

- Dziwią się: "Dlaczego wy nie macie u siebie lekarza? Dlaczego nie macie pielęgniarki na umowie?" A ustawa nie mówi, że w DPS musi być lekarz - mówi opiekunka.

Dodaje, że w DPS-ach nie zatrudnia się też pielęgniarek, bo nie ma takich wymogów ustawowych. I dyrektorzy Domów Pomocy Społecznej pielęgniarek nie zatrudniają, bo to dla nich za duże koszty.

"To jest tylko pacjent DPS-u. Nie musi leżeć w szpitalu"

Podkreśla, że pacjenci DPS-ów są pozbawieni dostępu do służby zdrowia. Kiedy stan chorego się pogarsza, a personel wzywa ratowników, ci pytają, dlaczego nie interweniował lekarz pierwszego kontaktu. Tymczasem stan pacjentów bardzo często pogarsza się wieczorami, kiedy nie sposób się do żadnego lekarza dodzwonić. Na teleporadę zdarza się czekać dwa dni.

Co w sytuacji, gdy jest tak źle, że pacjent musi trafić do szpitala? Opiekunka wyjaśnia, że słyszą wtedy, iż szpitale są przepełnione, a "to jest tylko pacjent DPS-u, więc czy on będzie leżał u nas w szpitalu, czy tu, u was w DPS, to nie ma różnicy". - Nasi podopieczni są traktowani jak ludzie drugiej kategorii, jak podludzie, jak osoby gorszego gatunku - ocenia pani Barbara.

"Robimy rzeczy, do których nie mamy uprawnień, ale spadły na nas. Pielęgniarki się wycofały"

Opiekunki w DPS boją się teraz, w piątej fali pandemii, że znów zostaną same. Że, jak wyjaśnia pani Barbara, będą znów musiały robić zastrzyki, których nie powinny robić, bo nie mają takich uprawnień ani kwalifikacji. Jako opiekunowie medyczni pacjentów w DPS nie mogą podawać choćby insuliny, a to robiły. Podawały pacjentom psychotropy, wiedząc, że to niezgodne z prawem.

- Nie wolno nam tego robić, ale to spadło na nas. Praca, którą powinny wykonywać pielęgniarki.  Ale pielęgniarek nie było.  Powinny nam pomóc, ale totalnie się wycofały - wskazuje pani Barbara w rozmowie z Wirtualną Polską.

Zaznacza, że o zwiększeniu uprawnień opiekunów decyduje Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. A ta, jej zdaniem, ciągle ma problem z tym, żeby opiekun medyczny miał większe kwalifikacje. - Sprowadza się to do tego, że my nieoficjalnie wykonujemy pracę pielęgniarek, a jednocześnie pielęgniarki robią wszystko, żebyśmy my nie mieli zwiększonych uprawnień - podkreśla opiekunka z DPS.

"Na koniec roku odebrano nam premie. Tak nas doceniono"

Jak wskazuje, pielęgniarki obawiają się, że zastąpią je opiekunowie medyczni. Jej zdaniem to rzucanie kłód pod nogi jest zupełnie niezrozumiałe. Przekonuje, że gdyby ta współpraca przebiegała normalnie, gdyby pielęgniarki nie zbywały opiekunów medycznych, a pielęgniarek - lekarze, wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.

- Jak nas "doceniono"? Na koniec roku odebrano nam premie świąteczne - mówi pani Barbara. Jej zdaniem za to, że opiekunowie medyczni mieli odwagę powiedzieć, iż sytuacja jest niebezpieczna - ich jest bardzo mało, a pacjentów - bardzo wielu.

- To się dzieje w DPS-ach w całej Polsce - dodaje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum