Oni dewastują, my bronimy, czyli lekarze z OZZL pikietują resort

Autor: Marzena Sygut, PAP /Rynek Zdrowia • • 15 maja 2014 17:41

Kilkudziesięciu lekarzy z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy pikietowało w czwartek (15 maja) budynek Ministerstwa Zdrowia, domagając się zwiększenia nakładów na funkcjonowanie opieki medycznej. Jak poinformował przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel, podobne zgromadzenia publiczne odbyły się w tym samym dniu w większości krajów europejskich. Na Miodowej stawili się z odsieczą polskim kolegom lekarze związkowcy z Węgier, Czech i Słowacji.

Oni dewastują, my bronimy, czyli lekarze z OZZL pikietują resort

- Protestujemy przeciwko oszukiwaniu społeczeństwa, przeciwko skłócaniu pacjentów z lekarzami - mówił manifestując przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel.

Pikieta była wyrazem sprzeciwu lekarzy wobec pogarszającej się sytuacji w służbie zdrowia. Zdaniem organizatorów winę za to ponosi rząd, którego działania i zaniedbania "prowadzą do dewastacji, do niszczenia publicznej służby zdrowia".

Manifestacja odbywała się pod hasłem "Powstrzymajmy ich! (Rządzących - przed dewastacją ochrony zdrowia)" jako część ogólnoeuropejskiej akcji, organizowanej przez FEMS - Europejską Federację Związków Zawodowych Lekarzy, do której należy OZZL. Podobne zgromadzenia publiczne odbyły się w czwartek (15 maja) w większości krajów europejskich.

W demonstracji przed Ministerstwem Zdrowia uczestniczyli przedstawiciele związków zawodowych lekarzy z państw Grupy Wyszehradzkiej - z Czech, Słowacji i Węgier. Goście z zagranicy mówili o trudnościach w funkcjonowaniu służby zdrowia w swoich krajach i deklarowali poparcie postulatów, o które w Polsce walczy OZZL.

Odsiecz z Węgier
Na Miodowej stawiła się z odsieczą polskim kolegom dr Juoit Maria Toth, członek Magyar Orvosok Szakszervezete (Unii Lekarzy Węgierskich). Jak przekonywała Polska i Węgry mają bardzo podobne problemy. Na Węgrzech pieniądze przeznaczane na ochronę zdrowia stanowią zaledwie 4 proc. PKB. Jest ich bardzo mało, a do tego nie są dobrze wydawane.

- Dużo pieniędzy się marnuje ze względu na złą organizację. Pieniędzy brakuje też na wynagrodzenia dla wyspecjalizowanych pracowników ochrony zdrowia. Dużym problemem jest emigracja lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia w różnym wieku. W związku z tym mamy olbrzymie braki personalne, zwłaszcza jeśli chodzi o lekarzy specjalistów - wyjaśniała dr Toth.

Według niej, węgierski system opieki zdrowotnej, podobnie jak polski, znajduje się na skraju załamania, dlatego konieczne są istotne zmiany organizacyjne. - Ten system utrzymuje się tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia, ale tak długo nie da się wytrzymać - stawiała diagnozę.

Według Krzysztofa Bukiela sytuacja polskiej służby zdrowia jest szczególnie trudna, ponieważ publiczne nakłady na nią są najniższe spośród krajów UE, przy czym koszyk gwarantowanych świadczeń jest największy.

- Dlatego rozziew między oczekiwaniami pacjentów a możliwościami lekarzy jest szczególnie wielki - powiedział. Dodał, że sytuacja w ochronie zdrowia wynika też z braku lekarzy: - Jest nas najmniej w porównaniu do innych krajów UE, 20 lekarzy na 10 tys. pacjentów - podawał dane.

O warunkach pracy i płacy
Jak przekonywał dr Stanisław Urban, sekretarz generalny FEMS, wspólnym mianownikiem dla problemów w publicznej ochronie zdrowia we wszystkich krajach członkowskich tej organizacji są warunki pracy lekarzy.

- Kraje UE obowiązuje dyrektywa o czasie pracy lekarzy, która w Polsce przestrzegana jest oficjalnie, a nieoficjalnie jest po prostu łamana - prezentował związkowy punkt widzenia.

Potwierdził jednak zarazem, że są też kraje unijne, takie jak Francja czy Włochy, które dyrektywy tej w ogóle nie wprowadziły, co zostało zaskarżone do unijnego trybunału. Jak przyznał związkowcy zdają sobie sprawę, iż przestrzeganie z całą konsekwencją dyrektywy unijnej wymagałoby zwiększenia etatowej obsady lekarskiej, a to jest niemożliwe, bo lekarzy brakuje. - Podobnie jest w niektórych innych krajach europejskich - zaznaczył.

Dla sekretarza generalnego FEMS istotnym problemem, o którym też trzeba mówić jest poziom płac personelu medycznego. W opinii europejskich związkowców Europa Centralna i Wschodnia wlecze się tu w szarym ogonie, za krajami Europy Zachodniej. 

- Dość powiedzieć, że specjalista z długoletnim stażem we Francji i Niemczech zarabia ok. 7 tys. euro, we Włoszech 10 tys. euro, a w Belgii - 16 tys. euro miesięcznie. Podobne problemy z zarobkami, jak my mają natomiast Hiszpania i Portugalia, gdzie zarobki wynoszą 2 tys. euro - informował Stanisław Urban.

Dr Antoni Rybka, przewodniczący zarządu regionu lubelskiego OZZL też przygotował się na spotkanie z dziennikarzami. Sypał liczbami, które mają udowadniać mizerię polskich nakładów na publiczną ochronę zdrowia.

- Czesi czy Słowacy wydają ze środków publicznych co najmniej 7 proc. PKB. W Polsce te wydatki stanowią  4,5 proc. PKB - argumentował. Dodał: - Z tych pieniędzy publicznych na leczenie chorych 17 proc. środków przeznaczanych jest na POZ, podczas gdy w Belgii czy Holandii ten odsetek wynosi ok. 35 proc. 

Recenzje z zagranicy
Dr Peter Wiszolajski, wspierający polskich kolegów podczas pikiety na Miodowej członek słowackiego LOZ (Lekárske Odborové Združenie) przedstawił z kolei tezę, według której niedostateczne wynagradzanie pracowników ochrony zdrowia i inne problemy w opiece medycznej czterech reprezentowanych podczas manifestacji krajów wynikają z istnienia - jak to określił - grup finansowych, które uzyskują istotny wpływ na kształtowanie systemów zdrowotnych.

- Jeśli zawodzi dialog z politykami i grupami finansowymi, to lekarze powinni wziąć przykład z lekarzy czeskich i słowackich, i wówczas do się osiągnąć zamierzone cele - dawał rady polskim, związkowym kolegom.

Na zaproszenie polskich kolegów z lekarskiego związku odpowiedział też dr Martin Engel, przewodniczący Lekarskiego Klubu Zawodowego - Związek Lekarzy Czeskich (LOK-SCzL), autor czeskiej akcji "Dziękujemy, odchodzimy" podczas której, aż 3800 lekarzy z blisko 16 tys. pracujących w szpitalach złożyło wypowiedzenie.

Jak powiedział, przyjechał do Warszawy, bo wierzy, że wzajemnie wspieranie się związkowców - lekarzy i pomaganie sobie w akcjach protestacyjnych jest bardzo potrzebne. - To jest wstyd dla władz, iż pozwalają, aby lekarze każdego roku wyjeżdżali do pracy w Niemczech, Anglii i Skandynawii. Musi się zmienić to tak, by lekarze mieli godne wynagrodzenie i warunki pracy i w kraju mogli leczyć swoich pacjentów - zrecenzował poczynania polskiego ministra zdrowia.

Petycja złożona
Delegacja protestujących złożyła w ministerstwie petycję, w której lekarze z OZZL wypunktowali swoje uwagi dotyczące funkcjonowania służby zdrowia oraz wezwali rząd do "konstruktywnego dialogu wszystkich sił politycznych, środowisk medycznych i pacjentów", który odbywałby się z "poszanowaniem prawdy".

Rzecznik resortu zdrowia Krzysztof Bąk poinformował, że z przedstawicielami OZZL spotkał się wiceminister Cezary Rzemek. Rzecznik nie odniósł się jednak do postulatów protestujących. - Odpowiemy na petycję, jak tylko się z nią zapoznamy; w najszybszym możliwym terminie - powiedział.

- Oni nie udają, że poważnie traktują nasze postulaty, a my nie udajemy, że wierzymy, że potraktują nas poważnie - powiedział po spotkaniu z wiceministrem Bukiel.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum