Ochrona zdrowia. Eksperci: samo dosypywanie pieniędzy niewiele zmieni dla pacjenta

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia07 września 2021 08:40

Czy ustawiczne dosypywanie pieniędzy do systemu ochrony zdrowia sprawi, że Polacy zaczną być lepiej leczeni? Eksperci ochrony zdrowia uważają, że tak się nie stanie, jeśli nie zmienimy organizacji ochrony zdrowia w Polsce.

Ochrona zdrowia. Czy samo ustawiczne dosypywanie pieniędzy sprawi, że Polacy zaczną być lepiej leczeni? Fot. PAP/Andrzej Grygiel (zdj. ilustracyjne)
  • Jak zauważa Maria Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia nie ma prostego przełożenia wielkości publicznych wydatków na  sprawność funkcjonowania systemu ochrony zdrowia
  • W Polsce - na co zwraca uwagę prof. Andrzej Sadowski - pacjentów próbuje się przekonywać, że mają nieograniczony dostęp do świadczeń medycznych. Tak nie jest
  • - Mamy monopol na mówienie ile potrzeba pieniędzy, ale nie rozmawiamy o strukturze ochrony zdrowia, kosztach, wynikach - podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka
  • "Potrzebny nam jest system z mechanizmami wymuszającymi zaangażowanie, nagradzający za jakość świadczeń, karzący za nieefektywność"
  • Od kadr medycznych oczekuje się pracy etosowej. "Żeby żądać tego rodzaju postaw trzeba jednak dać dobre warunki pracy zarówno finansowe jak i organizacyjne"

- Od lat toczymy dyskusję  podporządkowaną dylematowi czy zwiększać wydatki, czy efektywność ochrony zdrowia. Uszczelnianie systemu jest niezbędne, jednak nie można mówić tylko o pieniądzach, ale i o tym jak są one wydawane i jakie są tego rezultaty dla obywateli - zwraca uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego i dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.*

Wydatki na zdrowie - nie tylko one decydują

Jak zauważa Maria Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, tego że nie ma prostego przełożenia publicznych wydatków na efektywność funkcjonowania systemu ochrony zdrowia dowodzi przykład USA, gdzie na zdrowie wydaje się rekordowe kwoty. - Ale i one nie zapewniają oczekiwanego stanu zdrowia populacji czy powszechnej dostępności do świadczeń. USA są bogatym krajem, w którym większość bankructw osób fizycznych wynika z przyczyn medycznych, gdyż nie mają ubezpieczenia lub muszą współpłacić za leczenie - podkreśla.

Ekonomiczne realia pokazują, że nigdzie na świecie nie jest możliwe, by za ograniczone środki uzyskać nieograniczony dostęp do świadczeń.

Tymczasem w Polsce - na co zwraca uwagę prof. Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Rady Naukowej PZU Zdrowie S.A. - pacjentów próbuje się przekonywać, że mają nieograniczony dostęp do usług medycznych. Tak nie jest. Przypomniał, że z raportu NIK opublikowanego w 2015 roku już wynikało, że wówczas zwiększenie środków na ochronę zdrowia na przełożyło się na skrócenie kolejek i poprawę jakości świadczeń.

- A to dowodzi, że problem tkwi nie tylko w pieniądzach, ale i w organizacji trudnego do zreformowania systemu - podkreśla profesor, dołączając do głosów ekspertów mówiących z obawą o tym, czy rzeczywiście będziemy umieli mądrze wydać coraz większe pieniądze na zdrowie zapowiadane "ustawą 7 proc."

Rozmawiamy o pieniądzach, a gdzie cele?

Dzisiaj jednym z żądań środowisk medycznych jest słuszny - czemu nikt nie zaprzecza - postulat szybszego wzrostu wydatków na zdrowie, już nie do 7 a do 8 proc PKB w najbliższych latach. Równocześnie jednak - co podkreślają eksperci - nim spróbujemy odpowiadać na pytanie ile pieniędzy powinno znaleźć się w systemie ochrony zdrowia, trzeba najpierw wiedzieć jakich zasobów potrzebujemy, na co przeznaczyć pieniądze, jak zorganizować system i przede wszystkim - jaki wynik zdrowotny ma być celem do osiągnięcia.

- Mamy monopol na mówienie ile potrzeba pieniędzy, ale nie rozmawiamy o strukturze ochrony zdrowia, kosztach, wynikach - mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka

Podkreśla: - Mamy system oparty na kosztownym lecznictwie szpitalnym, na medycynie naprawczej. Nie inwestowaliśmy dostatecznie w edukację zdrowotną, co skutkuje m.in. niską zgłaszalnością na badania profilaktyczne. Brak nam z wielu powodów dostatecznej kultury pracy zespołowej. Np. świadczeniodawcy nie wymieniają się danymi o pacjencie, a przecież nie można zoptymalizować leczenia, jeśli wiedza o pacjencie zamykana jest w ścianach placówki POZ, AOS czy szpitala.

Interoperacyjność w ochronie zdrowia - o tym warto pamiętać

Zdaniem prof. Sadowskiego pewnym wzorcem, do którego można się odwoływać reformując ochronę zdrowia jest Estonia. Tam wielką wagę przykłada się do dostępności danych, interoperacyjności systemów. Brak przepływu informacji o pacjencie powoduje nieracjonalność wydatków: wydatkowanie pieniędzy na kolejne już wcześniej wykonane badania diagnostyczne, zbędne hospitalizacje.

- Interoperacyjność systemów w Estonii sprawia, że ratując chorego niemal od razu wiadomo jaki był jego stan zdrowia wcześniej, jakie leki przyjmował. Wszyscy upoważnieni medycy mają dostęp do tego samego zabezpieczonego rekordu.To jeden z pierwszych kroków, żeby lepiej wykorzystać zasoby, które mamy - ocenia.

- Brakuje nam interoperacyjności nawet w budowanym aktualnie systemie elektronicznej dokumentacji medycznej. Pacjent nie może ingerować w dane, dodawać do niego np. leczenia prywatnego, własnych obserwacji - bez nich nie ma pełnej wiedzy o pacjencie i kosztach jego leczenia - zgadza się Jan J. Zygmuntowski z Akademii Leona Koźmińskiego i Polskiej Sieć Ekonomii.

Jak zauważa prof. Andrzej Sadowski, reformy systemowe bywają często nieprzyjemne dla ich uczestników: - Dlatego zgodę na reformę w wielu wypadkach trzeba "kupić". Zatem potrzebne są większe pieniądze dla podmiotów leczniczych, ale jeśli większe, to przy rosnących wymaganiach. Potrzebny nam jest system z mechanizmami wymuszającymi zaangażowanie, nagradzający za jakość świadczeń, karzący za nieefektywność.

Powszechna dostępność do świadczeń - czy na pewno?

Jednocześnie jednak w ochronie zdrowia dochodzi do zmian w systemie, które wydają się być poza kontrolą i to np. w tym segmencie, który powinien być zaporą dla generowania kosztów drogiej medycyny naprawczej.

Od 2015 roku w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej systematycznie zmniejszamy nakłady świadczenia. Lekarze odchodzą do prywatnej ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Pacjenci próbując dostać się do specjalisty finansują wizyty z własnej kieszeni.

- Stawiam tezę, że politycy wiele lat temu, nie mówiąc o tym społeczeństwu, podjęli decyzję, że system ambulatoryjnej opieki specjalistycznej będzie systemem sprywatyzowanym, elementem współpłacenia - mówi dr Gałązka-Sobotka.

- Do pacjentów płynie przekaz, że mogą dostać wszystko w publicznej ochronie zdrowia, ale w rzeczywistości ograniczamy tę dostępność, bo i tak nie zdołają z niej skorzystać. To przegrana obywatela, bo mimo, że płaci składkę zdrowotną to ze świadczenia nie może skorzystać.

Jak dodaje Maria Libura stworzyliśmy problem nierówności w zdrowiu ograniczając dostęp do AOS dla osób, których nie stać na prywatną wizytę. System ochrony zdrowia traci wymiar sprawiedliwej dostępności do świadczeń.

Zdaniem części ekspertów konieczny jest powrót do dyskusji o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, podczas gdy inni wskazują na ryzyka społeczne tego rozwiązania. Jak podkreśla Libura, ich wprowadzenie w obecnym stanie systemu OZ grozi dalszym pogłębieniem nierówności w dostępie do opieki medycznej.

W ochronie zdrowia ogromnym problemem pozostają braki kadrowe. - Nie możemy zakładać, że tylko lekarze i pielęgniarki będą opiekować się chorymi. Wszystkie systemy, do których referujemy najczęściej, to są systemy, które mają bardzo duży odsetek innych profesjonalistów opiekujących się pacjentem. Tymczasem, gdy chcemy rozszerzać kompetencje, wprowadzać nowe zawody, to się spotykamy z ogromnym oporem środowiska medycznego - przypomina dr Gałązka-Sobotka.

Jak płacić w ochronie zdrowia

Wskazuje i na inny systemowy problem. Istnieje przekonanie, że to urzędnicy ministerstwa, agencje, instytucje mają przeprowadzić reformę systemu. - NFZ wydaje na koszty administracyjne 1 proc. budżetu, urzędnicy zarabiają tam niemal średnią krajową. Jeżeli my sądzimy, że tam będą pracować zdolni, kompetentni urzędnicy, a płatnik będzie organizacją nowoczesną za takie pieniądze, to żyjemy w ułudzie - podkreśla ekspertka, przypominając, że wiele zależy również od jakości kadr zatrudnionych w instytucjach. Obecnie udział wydatków na wynagrodzenia w NFZ spadł poniżej 0,5 proc. przychodów.

Z kolei - co podkreśla Maria Libura - od kadr medycznych oczekuje się pracy etosowej. - Żeby żądać tego rodzaju postaw trzeba jednak dać dobre warunki pracy zarówno finansowe jak i organizacyjne.

- Jest takie stwierdzenie powszechne wśród lekarzy, że lekarz jest najtańszą sekretarką w szpitalu - bo wykona pracę sekretarki za darmo i po godzinach. Mamy mnóstwo biurokratycznej pracy, której wykonywać nie powinniśmy. Nasz potencjał jest marnowany - uważa Agnieszka Serwan-Hałabuz, członek prezydium ORL w Warszawie i przewodnicząca Regionu Mazowieckiego OZZL 

Obecnie wielu medyków uważa, że zarabia zbyt mało, stąd zapowiadany na 11 września protest zawodów medycznych.

Jak przypomina dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, metodą pozwalająca na wprowadzenie sprawiedliwego systemu wynagradzania jest wartościowanie stanowisk pracy.

- My zbudowaliśmy system wynagradzania oparty o ustawę o minimalnym wynagrodzeniu bez przeprowadzenia pogłębionej analizy jaka jest relacja pomiędzy pracą poszczególnych profesjonalistów medycznych. Tam gdzie siatka płac się spłaszcza, pojawiają się nierówności w wynagradzaniu. Nie możemy się dziwić, że to wywołuje gigantyczne niezadowolenie - podkreśliła.

*Wszystkie wypowiedzi ekspertów zostały zanotowane podczas debaty eksperckiej "Jakość w miejsce bylejakości" zorganizowanej 6 września przez Okręgową Radę Lekarską w Warszawie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum