Nowy koszyk świadczeń ma ułatwić lekarzom wybór refundowanej terapii

Autor: LJ, KL/Rynek Zdrowia • • 02 maja 2016 05:28

Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło prace nad poważnymi zmianami w koszyku świadczeń gwarantowanych. Do tego zadania powołany został specjalny zespół ekspertów. Celem jego działania jest uporządkowanie koszyka, w którym - zdaniem resortu - panuje chaos.

Nowyk koszyk ma m.in. dać lekarzom większą swobodę w wyborze terapii; FOT. Archiwum RZ

Porządkowana jest także taryfikacja świadczeń, gdyż w ocenie resortu zdrowia, wiele procedur jest niedoszacowanych lub przeszacowanych.

Obecne zapisy są zbyt skomplikowane
Jak wyjaśnia nam wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda prace nad koszykiem idą w dwóch kierunkach. Zwraca uwagę, że - po pierwsze - obecnie niektóre zapisy w koszyku są zbyt skomplikowane i niepotrzebnie „rozdęte”, dlatego należy je uprościć co do wskazań i wymagań w zakresie jakości.

- Po drugie, w przypadku drogich jednostkowo technologii lub procedur, które mają duży wpływ na budżet płatnika, będziemy ich zapisy koszykowe przedstawiać bardzo dokładnie za pomocą technologii medycznych dalece bardziej szczegółowo niż to przewidują klasyfikacje ICD-9 i ICD-10 - tłumaczy Krzysztof Łanda.

Wyjaśnia, że można to przedstawić na przykładzie leków refundowanych. Są leki o ugruntowanej pozycji w lecznictwie, które nie są drogie. Dzisiaj mają zapisy, że są refundowane w pełnym zakresie wskazań z charakterystyki produktu leczniczego (ChPL).

- Zmienimy to wkrótce na: „pełny zakres wskazań klinicznych i zastosowań”. To samo zrobimy w koszyku. Niektóre zapisy są niepotrzebnie tak szczegółowe - to nic nie wnosi, a tylko obniża użyteczność koszyka. Musimy je uprościć i dać większą wolność lekarzom. Jeśli chodzi o stosunkowo niedrogie technologie, państwo nie musi ingerować w relacje pacjent-lekarz - zastrzega.

- Jednocześnie w przypadku drogich leków bardzo szczegółowo opisywane są wskazania refundacyjne i kryteria kwalifikacji - dodaje. - Np. w programach lekowych mamy takie zapisy, że wskazania refundacyjne są dalece bardziej szczegółowe niż w ChPL. Co więcej, nie wszystkie wskazania z ChPL są ujęte w programach lekowych, a niektórych wskazań refundacyjnych nie ma w ChPL. W koszyku zrobimy to samo.

- W przypadku technologii nielekowych również nie możemy ograniczać się do klasyfikacji ICD-10 czy ogólnych zapisów dotyczących jakości świadczenia zdrowotnego. Dla drogich technologii w koszyku także będziemy bardzo dokładnie definiować wskazania medyczne. Prowadzone prace idą w tym właśnie kierunku - tłumaczy wiceminister zdrowia.

Kiedy poznamy pierwsze efektów prac nad koszykiem?
- Na razie dysponuję ograniczonymi zasobami ludzkimi do zrobienia porządku w koszyku. Realizuję więc plan B, czyli robię, co mogę z 30 pracownikami NFZ i bardzo skromnymi środkami Ministerstwa Zdrowia. Dopiero trwają ich szkolenia - informuje Krzysztof Łanda.

Przyznaje, że bardzo intensywne prace nad koszykiem rozpoczną się wtedy, kiedy Sejm przyjmie ustawę o ratunkowym dostępie do technologii medycznych (RDTM).

- Ta ustawa pozwoli zatrudnić odpowiednią liczbę osób do prac nad koszykiem. Jeśli będę miał zespół 60-100 ludzi, to zrobimy porządek w koszyku mniej więcej do 1,5 roku. Dla porównania, w Holandii, przy znacznie większych siłach, robiono to przez 7 lat - przypomina.

- Problem polega też na tym, że obecne zapisy dotyczące koszyka umożliwiają wejście nowym technologiom do finansowania (publicznego - red.) praktycznie bez żadnej kontroli. Na rynek wchodzą nowe metody i nikt nie pyta ministra o zdanie, czy mają wejść do koszyka czy nie. Ktoś po prostu zaczyna je wykonywać, a NFZ musi je finansować - mówi minister Łanda.

Ponownie przywołuje analogię do leków: - Tam nie można wpisać żadnego produktu bez oceny i wniosku refundacyjnego. Natomiast w przypadku technologii nielekowych można wiele robić poza kontrolą. Generuje to bardzo wysokie i nieuzasadnione koszty w systemie. Musimy załatać koszyk, a dopiero potem dodawać pieniędzy do systemu.

To słuszna decyzja
Rynek Zdrowia zapytał ekspertów związanych z ochroną zdrowia, w jakim kierunku, ich zdaniem, powinna iść modernizacja koszyka.

Marek Balicki, członek Narodowej Rady Rozwoju, były minister zdrowia nie ma wątpliwości, że decyzja o uporządkowaniu koszyka jest słuszna. Jak wyjaśnia, obecny koszyk powstał w zbyt krótkim czasie, by można go ocenić jako przemyślany. Zaznacza, że koszyk powinien stanowić uregulowanie metod i procedur określających, jaką metodę czy lek należy opłacać ze środków publicznych, a jaką nie.

- Dziś mamy koszyk, do którego praktycznie powrzucano istniejące na rynku usługi i to bez większej refleksji. Powstał za szybko, a przez to mechanicznie. Koszyk - stworzony w okresie, gdy resortem zdrowia kierowała Ewa Kopacz - z tysiącem procedur wymaga nowego podejścia, bo jak od dawna widzimy, nie funkcjonuje on dobrze - komentuje były minister zdrowia.

Marek Balicki przekonuje, że płacenie za usługę - tak,  jak to wygląda dziś - sprzyja jedynie nadprodukcji świadczeń, które są dobrze wyceniane. Z dążenia, aby koszyk urealnił świadczenia, które można zapewnić w ramach określonych środków, nic nie wyszło. Należałoby więc zastanowić się, jaki koszyk możliwy jest do sfinansowania ze środków publicznych.

Nadążyć za postępem technologii
W ocenie Balickiego, generalnie potrzebna jest zmiana istoty świadczeń, bo w praktyce sam koszyk konieczny jest jedynie w odniesieniu do procedur najdroższych. Podkreśla, że trzeba obecnie pochylić się nad możliwością chociażby otwarcia przestrzeni dla współpłacenia pacjenta.

Natomiast zdaniem dr. Adama Kozierkiewicza, eksperta ochrony zdrowia, niezbędną do wdrożenia zmianą jest tryb weryfikacji koszyka wynikający z postępu technologicznego.

- To powinna być norma, że to, co jest wpisane do koszyka podlega stałej analizie. „Stare” porównuje się z „ nowym” i jeżeli okazuje się, że mamy skuteczniejsze metody lub narzędzia, to trzeba z nich skorzystać - komentuje ekspert.

- Koszyk powinien żywo reagować na dokonujące się w medycynie zmiany. Dziś tego nam bardzo brakuje, w efekcie często korzystamy z przestarzałych narzędzi, bo te są refundowane - dodaje Kozierkiewicz.

Przyznaje, że sam pracował w zespole, który przygotowywał regulacje związane z koszykiem, gdy ministrem zdrowia był prof. Zbigniew Religa.

Zaczynaliśmy od definiowania
- Wtedy jednak zaczynaliśmy od definiowania świadczeń, które nie były powiązane z konkretnymi produktami. Przede wszystkim chodziło o ustalenie usług, do jakich pacjent ma prawo, a także do pewnego ich standardu. Kwestie związane z kontraktowaniem poszczególnych produktów pozostawały na drugim planie. Taki kierunek jest w mojej opinii słuszny - stwierdza.

Adam Kozierkiewicz także przyznaje, że sama decyzja dotycząca reorganizacji istniejącego koszyka świadczeń zdrowotnych, jest jak najbardziej słuszna: - Kilka lat istnienia koszyka świadczeń gwarantowanych pokazało, gdzie on nie działa lub funkcjonuje nie tak jak zakładano - zaznacza.

- O tym, że w obecnym koszyku znajdują się procedury, które nie przynoszą pożądanych efektów klinicznych od dawna mówią specjaliści różnych dziedzin. Tymczasem te procedury wciąż są finansowane ze środków publicznych. To trzeba zmienić - podsumowuje ekspert.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum