Nie straszmy liczbami dotyczącymi niewydolności serca, rozwiązujmy problem

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 22 czerwca 2018 05:58

- Angielskie określenie „heart failure” sugeruje porażkę, niepowodzenie. Zmieniamy tę negatywną konotację i nastawienie środowiska medycznego do niewydolności serca. Do niedawna mówiliśmy, że jest to choroba śmiertelna. Zły przekaz! To może być śmiertelna choroba, ale nie musi - mówi w wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. Piotr Ponikowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Prof. Piotr Ponikowski: - Planujemy przeprowadzenie bardzo szerokiej społecznej kampanii na temnat niewydolności serca; FOT. PTWP

Rynek Zdrowia: - O niewydolności serca jeszcze kilka lat temu nie mówiło się w Polsce jako o swoistej epidemii, a zarazem jednym z największych problemów zdrowotnym w kardiologii i całym systemie ochrony zdrowia. Dlaczego temat stał się ostatnio tak głośny?

Prof. Piotr Ponikowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Serca Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich i Kliniki Kardiologii Szpitala Wojskowego we Wrocławiu: - Rzeczywiście, można odnieść takie wrażenie. Najpierw bowiem w polskiej kardiologii musieliśmy rozwiązać problem ostrych zespołów wieńcowych. To był absolutny priorytet. W ostatnich 15 latach w zakresie stworzenia systemu optymalnego, skutecznego leczenia zawału serca, osiągnęliśmy ogromny sukces - na skalę europejską.

Koncepcja szybkiego interwencyjnego leczenia zawałów oparta o sieć wyspecjalizowanych ośrodków sprawdziła się znakomicie. Jesteśmy dzisiaj w ścisłej czołówce krajów na naszym kontynencie pod względem liczby leczonych interwencyjnie chorych z ostrym zespołem wieńcowym.

- Tego sukcesu polskiej kardiologii nikt nie kwestionuje. Okazało się jednak, że wprawdzie wskaźniki wczesnej śmiertelności w zawale zredukowaliśmy do poziomu najlepszych pod tym względem krajów, ale śmiertelność odległa - po kilku latach od wypisu ze szpitala - musi niepokoić.
- To rzeczywiście jest poważny problem. Mniej więcej sześć lat temu, kiedy zaczęły się pojawiać miarodajne dane z polskich rejestrów ostrych zespołów wieńcowych, zaczęliśmy sobie zdawać sprawę, że śmiertelność 3-5-letnia w zawale serca w naszym kraju jest wciąż bardzo wysoka. Właśnie wtedy środowisko kardiologiczne w pełni uświadomiło sobie, że te złe wskaźniki dotyczące odległej śmiertelności są wynikiem braku w Polsce systemu prewencji niewydolności serca.

Można powiedzieć, że, paradoksalnie, tak duży obecnie problem związany z niewydolnością serca jest elementem naszego sukcesu w interwencyjnym leczeniu ostrych zespołów wieńcowych, ale też innych sukcesów. Pamiętajmy bowiem, że znacznie mniej Polaków, niż jeszcze kilkanaście lat temu, umiera m.in. z powodu wad zastawkowych czy nadciśnienia tętniczego. Z drugiej jednak strony u wielu z tych pacjentów rozwija się niewydolność serca.

- Czym w swojej istocie jest ten zespół chorobowy?
- Niewydolność serca - oczywiście w wielkim skrócie - stanowi końcowy etap różnych chorób sercowo-naczyniowych, w którym serce nie może już sprostać zapotrzebowaniu metabolicznemu i obciążeniom, o które „prosi” organizm. Ten domaga się tlenu, krwi, ale serce nie jest w stanie zaspokoić tych potrzeb. Ta niewydolność manifestuje się w różny sposób, jednak ogólne określenie „słabe serce” jest w tym przypadku bardzo właściwe.

- Co należy więc zrobić, aby od strony systemowo-organizacyjnej sprostać temu wyzwaniu? Liczba pacjentów z niewydolnością serca w naszym kraju rośnie. Obecnie jest szacowana na 700 tys. do 1 miliona, a rocznie z tego powodu umiera ok. 60 tys. Polaków. Mamy duży problem. Sami lekarze go nie rozwiążą.
- Społeczeństwo się starzeje, dlatego osób z niewydolnością serca będzie przybywać między innymi z przyczyn demograficznych. Niewydolność serca jest główną przyczyną hospitalizacji w naszym kraju (ok. 180 tysięcy rocznie - red.). To wszystko prawda, ale uważam, że dzisiaj w Polsce musimy przestać straszyć ludzi liczbami i wskaźnikami.

Owszem, musimy uświadamiać zagrożenie, ale przede wszystkim trzeba podejmować konkretne działania. Dlatego już dotarliśmy do decydentów nie tylko z samą diagnozą tego olbrzymiego i wciąż narastającego problemu zdrowotnego. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne ma bowiem szczegółowo przygotowany projekt koordynowanej opieki w niewydolności serca (KONS - System Koordynowanej Opieki nad Pacjentami z Niewydolnością Serca). Wypracowany we współpracy Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, wspólnie z Ministerstwem Zdrowia KONS to narodowy program na rzecz skutecznego zapobiegania i leczenia niewydolności serca oraz kompleksowej opieki nad pacjentami z tą chorobą, przygotowywany obecnie do wdrożenia.

Angielskie określenie „heart failure” sugeruje porażkę, niepowodzenie. Zmieniamy taką negatywną konotację i nastawienie środowiska medycznego do niewydolności serca. Do niedawna mówiliśmy, że jest to choroba śmiertelna. Zły przekaz! To bowiem może być śmiertelna choroba, ale nie musi.

Dlatego w 2016 roku po raz pierwszy w zaleceniach zarówno Europejskiego, jak i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zapisaliśmy, że jesteśmy w stanie skutecznie zapobiegać niewydolności serca oraz skutecznie ją leczyć. Trzeba jednak w tym zakresie wdrażać medycynę opartą na faktach (EBM).

- Wróćmy zatem do KONS - jakie są najważniejsze założenia tego rozwiązania?
- Nad modelem opieki nad pacjentami z NS pracowała Pani Profesor Jadwiga Nessler, która jest pełnomocnikiem Zarządu Głównego PTK ds. niewydolności serca, wspólnie z grupą ekspertów, w skład w której wchodzili nie tylko kardiolodzy, ale również eksperci rynku medycznego i polityki zdrowotnej, ekonomiści.

Ten zespół stworzył program oparty na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim chodzi o efektywne rozszerzenie możliwości leczenia i opieki nad pacjentem z niewydolnością serca. Ten system nie może ograniczać się do pobytu w szpitalu.

Zgodnie z naszym projektem, pacjentowi po wypisie ze szpitala, gdzie trafił z powodu zaostrzenia przebiegu niewydolności serca zaoferujemy koordynowaną i kompleksową opiekę prowadzoną przez kardiologów, internistów, lekarzy POZ. Podobnie jak w przypadku programu KOS-zawał, pacjent po wyjściu ze szpitala do domu musi dokładnie wiedzieć, jaka będzie dalsza droga postępowania.

Pamiętajmy bowiem, że obecnie najwyższa śmiertelność wśród tych pacjentów notowana jest w okresie pierwszych miesięcy po wypisie. Dlatego w zaleceniach PTK zapisaliśmy, że po zakończeniu hospitalizacji pacjent musi uzyskać precyzyjną informację - kto i kiedy powinien go zobaczyć, zbadać, ustalić kolejne zalecenia.

- Dzisiaj jest tak, że po wypisie pacjent z niewydolnością serca ginie w systemie?
- Nie można powiedzieć, że chory ginie w systemie, bo na razie nie mamy żadnego zinstytucjonalizowanego systemu opieki nad osobami z niewydolnością serca. Dlatego musimy taki model wreszcie wprowadzić. Będzie oparty przede wszystkim o lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, a także odpowiednio wyedukowane pielęgniarki.

Planujemy, wspólnie z resortem zdrowia i NFZ, przeprowadzenie 4-letniego pilotażu KONS obejmującego grupę ok. 18-20 tysięcy pacjentów. Koszt tego pilotażu szacowany jest na kilkadziesiąt milionów zł. Dzisiaj jest już wola polityczna, aby pilotaż tego programu wprowadzić w tym roku po wakacjach. Trwają jeszcze dyskusje nad finalną treścią przepisów, w tym dotyczących zakresu i wysokości finansowania poszczególnych elementów programu koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca. Oczywiście KONS obejmie także sieciowe szpitale - zarówno niskiego, jak i wyższego poziomu. W programie funkcjonować będą też tzw. centra doskonałości.

- Jakie będą zadania tych centrów, ile ich powinno być w ramach KONS?
- Centra doskonałości to ośrodki referencyjne dla kilku procent najtrudniejszych pacjentów z niewydolnością serca, wymagających najbardziej specjalistycznej interwencji medycznej na najwyższym poziomie. W tych ośrodkach do dyspozycji pacjentów będą, m.in.: kardiolodzy, kardiolodzy interwencyjni, elektrofizjolodzy i kardiochirurdzy. Docelowo centra doskonałości zajmować się będą także wspomaganiem lewokomorowym, do którego dostęp w Polsce wciąż jest ograniczony.

Chcę zarazem podkreślić, że centra doskonałości, w liczbie kilku, będą tylko wierzchołkiem dużej piramidy stanowiącej sprawny system opieki nad chorymi z niewydolnością serca. Powtórzę więc, że u podstawy tego modelu musi być usytuowana praca lekarzy POZ i pielęgniarek, współpracujących oczywiście z ośrodkami referencyjnymi.

- Według opublikowanego niedawno raportu Warsaw Enterprise Institute, całkowite koszty pośrednie niewydolności serca w Polsce sięgają ok. 4 mld zł rocznie. Czy, w opinii Pana Profesora, decydenci są otwarci także na argumenty ekonomiczne przemawiające za wdrożeniem KONS?
- Myślę, że tak. W Polskim Towarzystwie Kardiologicznym powołamy komisję, która będzie zajmować się ekonomiczno-systemowymi efektami opieki nad pacjentami z chorobami sercowo-naczyniowymi. Wpływ stanu zdrowia na poziom wzrostu gospodarczego jest oczywisty. Zarówno politycy, jak i środowisko medyczne musi tę zależność brać pod uwagę.

Dlatego uważam, że PTK nie może już ograniczać swojej działalności wyłącznie do aspektów medycznych. Musimy być także dobrze przygotowani do rozmów z decydentami o znaczeniu skutecznej, sprawnej opieki nad naszymi pacjentami również pod kątem ich produktywności i kontynuowania aktywności zawodowej.

- Wróćmy do kwestii powszechnego odbioru niewydolności serca. Wiedza Polaków o tym problemie zdrowotnym, w przeciwieństwie na przykład do zawału serca czy udaru mózgu, wciąż jest mała. Czy PTK zamierza wpływać na zmianę społecznego postrzegania niewydolności serca?
- Chcemy zmierzyć się także z tym wyzwaniem. Chociażby dlatego, że liczba osób z niewydolnością serca jest w Polsce kilka razy wyższa niż pacjentów z chorobami nowotworowymi. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, wspólne z Ministerstwem Zdrowia, planuje przeprowadzenie naprawdę bardzo szerokiej społecznej kampanii edukacyjnej dotyczącej niewydolności serca. Wkrótce powinniśmy poznać efekty tych działań.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum