Nie ma już limitów przyjęć do lekarzy specjalistów. Efekt? "Kolejki były i są"

Autor: Jacek Janik • Źródło: Rynek Zdrowia30 października 2021 07:00

Od 1 lipca nastąpiło długo oczekiwane przez pacjentów zniesienie limitów przyjęć do lekarzy specjalistów. Czy ta decyzja zmieniła rzeczywistość i skróciła do nich kolejki? Dyskutowali o tym goście sesji „Dostępność świadczeń opieki zdrowotnej – czy chodzi tylko o finansowanie?” w ramach XVII Forum Rynku Zdrowia.

Nie ma już limitów przyjęć do lekarzy specjalistów. Efekt? "Kolejki były i są"
Uwolnienie limitów w AOS nie zmieniło dostępu pacjentów do lekarza specjalisty. Fot. Archiwum PAP/Wojciech Pacewicz
  • W Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie pacjenci oczekują na pierwszą wizytę dwa lata, natomiast pacjenci stabilni trzy lata. To efekt niewłaściwej selekcji pacjentów trafiających do Instytutu i niewłaściwa wycena świadczeń – przekonuje prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii
  • Zdaniem dr Jacka Krajewskiego, prezesa PZ, aby poprawić dostępność pacjentów do opieki zdrowotnej potrzebne są zmiany systemowe - nie tylko uwolnienie limitów świadczeń, nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim kadry, żeby miał kto pacjentów leczyć i konsultować specjalistycznie
  • Prywatny sektor ochrony zdrowia nie jest bezpośrednim beneficjentem niedostępności do świadczeń w placówkach publicznych a przepływ lekarzy pomiędzy prywatnym a publicznymi placówkami nie odbywa się tylko w jedną stronę – przekonuje dyrektor ds. NFZ grupy Lux Med
  • W 2021 roku niemal o 60 proc. zmalała ilość zgłoszeń pacjentów do RPP dotyczących opieki specjalistycznej. Nie znaczy to jednak, że sytuacja się poprawiła. Nie mogąc się zarejestrować do POZ, a tym samym skierowań do AOS pacjenci mieli po prostu mniej okazji, aby się na nie skarżyć

Uwolnienie limitów - kolejki bez zmian

Jak podkreślała Magdalena Kołodziej, prezes zarządu Fundacji My Pacjenci, z perspektywy pacjenta zniesienie limitów do opieki specjalistycznej, bardzo wyczekiwane i w czym pokładano wielkie nadzieje, właściwie nic nie zmieniła.

- Kolejki są, tak jak były. To efekt przede wszystkim braków kadrowych. Samo zniesienie limtów nie spowoduje, że kolejki znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrzeba wielu dodatkowych działań, żeby tę sytuację zmienić. Pacjenci próbują sobie z tym radzić najlepiej jak mogą. To co obserwujemy w pandemii – znacznie wzrosło wykorzystanie sektora prywatnej opieki – mówiła prezes Kołodziej.

Pacjenci nie mogąc się dostać o specjalistów, oczekując w długich kolejkach, korzystają z prywatnych wizyt. Przeprowadzonym przez Fundację badaniu zapytano między innymi pacjentów o to jak długo byliby gotowi czekać na wizytę specjalistyczną. Blisko 90 proc. z nich chciałoby, aby taka wizyta odbiła odbyła się w ciągu miesiąca. Na pytanie co robią, gdy czas oczekiwania jest dłuższy niż 3 miesiące? Płacą i korzystają z sektora prywatnego.

Ponad 80 proc. badanych wskazało, że wysokie wydatki ponoszone z własnych z własnych środków na ochronę zdrowia jest jednym z największych problemów.

Czytaj: Limity do lekarzy zniesione, a kolejki zostały. Sprawdziliśmy, co się zmieniło po 1 lipca

Trzy lata w kolejce

Opinię pacjentów o dostępności do specjalistów w pełni potwierdziła prof. Brygida Kwiatkowska, krajowy konsultant w dziedzinie reumatologii, kierująca Kliniką Wczesnego Zapalenia Stawów, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

- Obecnie w Instytucie pacjenci oczekują na pierwszą wizytę 2 lata a pacjenci stabilni 3 lata. Wynika to po pierwsze z niewłaściwego kierowania do nas pacjentów, nie zawsze takich, którzy wymagają konsultacji specjalistycznych. Dopóki nie będzie prawidłowej selekcji pacjentów nawet największa liczba lekarzy sytuacji nie zmieni - mówiła prof. Kwiatkowska.

Dodała: -Drugim problemem jest wycena świadczeń. Jeżeli jedno badanie immunologiczne przekracza koszt najdroższej wizyty w reumatologii, to nie ma możliwości przebadania pacjenta w warunkach ambulatoryjnych.

Jak wskazywała konsultant krajowa, nawet przesunięcie części lekarzy ze szpitali do AOS będzie generowało jeszcze większe straty szpitali. To jest paradoks, za którym stoi ekonomia. Gdyby rzeczywista wycena świadczeń była na odpowiednim poziomie to znaczna część pacjentów reumatologicznych mogłaby być diagnozowana w warunkach ambulatoryjnych, co zmniejszyłoby także czas oczekiwania na hospitalizację.

- Są oczywiście ośrodki, gdzie czas oczekiwania jest krótszy. Nasz Instytut ma bardzo dobrą reputację i za to jest w pewnym sensie karany, bo pacjenci chcą się u nas leczyć. Nie oszczędzamy na pacjentach, mamy dobrą diagnostykę i dlatego wielu wybiera nasz ośrodek a my niestety nie możemy podołać tym wyzwaniom, bo wycena procedur jest na tyle mała, że konieczne jest zwielokrotnienie wizyt i wydłużenie diagnostyki, co dla pacjenta jest absolutnie nieprawidłowe, wręcz szkodliwe – mówiła prof. Kwiatkowska

W okulistyce lepiej, ale konieczne są dalsze działania

Jak stwierdził prof. płk Marek Rękas, zastępca dyrektora ds. naukowych i kierownik Kliniki Okulistyki Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, krajowy konsultant w dziedzinie okulistyki, zmiana i doszacowanie wycen na przykład w leczeniu zaćmy spowodowały, że nie ma do tych świadczeń praktycznie kolejek.

- Podobnie może się stać w AOS. Tyle, że samofinansowanie świadczeń to jest jeden ruch. Cieszę, że w tej chwili jest pełna dostępność do specjalistów. Rozpoczęły się prace AOTMiT, z którym współpracuję, podobnie jak z Ministerstwem Zdrowia, aby wypełnić istniejącą w tym zakresie lukę. Pieniądze jednak nie załatwią wszystkiego, chociażby tego, aby lekarze chcieli pracować – mówił prof. Rękas.

Dodał: - W okulistyce, podobnie jak w ginekologii, zawsze było najwięcej wizyt prywatnych. Okulistyka jest jedną z najdroższych specjalizacji, jeśli chodzi o inwestycje. W małym ośrodku zainwestowanie w gabinet okulistyczny jest bardzo kosztowne. Uważam, że dzisiaj jest czas na głębsze reformy, zarówno w AOS jak i w przypadku hospitalizacji.

Jak wskazywał, reforma w zakresie leczenia zaćmy się udała, ale brakuje następnych reformatorskich kroków. Na Zachodzie na przykład praktykuje się opisanie standardu najmniejszego oddziału okulistycznego. I nie mogą funkcjonować jeszcze mniejsze, bo są po prostu nieopłacalne.

- Są takie oddziały, w których nie ma kolejek, na przykład mój, ale i są takie, które utrzymują sztucznie roczną kolejkę. Tu potrzebne są działania Ministerstwa Zdrowia czy płatnika, aby zagwarantować pacjentowi najkrótszy możliwy czas oczekiwania na wizytę czy zabieg. Na świecie płaci się kary za to, jeśli przy pełnym finansowaniu świadczeń kolejka pacjentów jest za długa – mówił prof. Rękas.

Liczba specjalistów jest ograniczona

Jak przekonywał dr Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, nie było i nie jest trudno kierować lekarzom rodzinnym pacjentów do specjalistów. Tyle że nie jest to kwestia samego skierowania.

Czytaj: Kolejki do specjalistów - one najbardziej bolą polskich pacjentów

- Liczba specjalistów, którzy są w stanie w krótkim czasie przyjąć pacjentów jest niewystarczająca. Być może w okulistyce jest inaczej, ale w innych specjalnościach specjalistów tak wielu nie ma. Trzeba jasno powiedzieć, że kolejki są nie tylko kwestią pieniędzy, ale i fizycznych możliwości specjalistów by zabezpieczyć w pełni potrzeby zdrowotne pacjentów. Uwolnienie limitów, być może w przyszłości spowoduje poprawę dostępności do świadczeń, ale w krótkim okresie nie spowoduje natychmiastowego rozwiązania problemów i poprawy dostępności do świadczeń - - mówił dr Krajewski.

Dodał: - Zwiększenie kompetencji lekarzy rodzinnych dałoby możliwość zabezpieczenia pewnych jednostek chorobowych jeszcze na etapie przed skierowaniem pacjenta do specjalisty. W różnych specjalnościach możliwe jest poprowadzenie czy monitorowanie pacjenta stabilnego, tak aby nie był niepotrzebnie kierowany do specjalistów. Pacjent wysyłany do specjalisty byłby tylko po to, aby wykonać dodatkowe badania, których na poziomie POZ nie można wykonać. Nie mamy jednak takich kompetencji. Ich rozszerzenie to jest jedna kwestia. Druga to, że pacjent wywiera nacisk na lekarza rodzinnego, aby otrzymać skierowanie do specjalisty, nawet kiedy nie ma takiej potrzeby, bo panuje powszechne przekonanie, że tylko specjalista może udzielić właściwej porady.

Zdaniem dr Krajewskiego, jest kilka aspektów z którego powodu kolejki do specjalistów robią się dłuższe. Systemowe rozszerzenie kompetencji lekarzy rodzinnych w prowadzeniu pacjentów stabilnych, wstępna diagnostyka i kierowanie tych którzy wymagają pogłębionej diagnostyki i leczenia, może poprawić sytuację.

Także komunikacja pomiędzy specjalistą i lekarzem rodzinnym byłaby istotna, kiedy już pacjent po zabezpieczeniu przez specjalistę na etapie ustabilizowania jego stanu trafił pod piekę lekarza POZ.

- Do tego potrzebne są zmiany systemowe, nie tylko uwolnienie limitów świadczeń, nie tylko pieniądze, ale kadry, żeby miał kto pacjentów leczyć i konsultować specjalistycznie a także współpraca pomiędzy specjalistami a lekarzami POZ – podkreślał prezes Porozumienia Zielonogórskiego.

Prywatny sektor nie jest beneficjentem kłopotów publicznej służby zdrowia

Zdaniem Roberta Zawadzkiego, dyrektora ds. NFZ i pełnomocnika zarządu grupy Lux Med, rynek prywatnych świadczeniodawców w jakiś sposób wpisuje się w niszę potrzeb zdrowotnych pacjentów, ale to nie znaczy, że sektor usług komercyjnych dysponuje nieograniczonymi zasobami i możliwościami.

- My także jako podmioty starające się oferować usługi fee for service – doraźne, jednorazowe płatne konsultacje czy oferując obsługę ubezpieczeń zdrowotnych i abonamentów - wszyscy, którzy funkcjonujemy na tym rynku, odczuwamy obecnie dramatyczny problem braków kadrowych – podkreślał dyrektor Zawadzki.

Czytaj: Raport: kolejki do specjalistów także w prywatnym sektorze

Dodał: - W utrzymaniu dobrej dostępności nie możemy być zieloną wyspą. Staramy się oczywiście zapewniać jakość naszym klientom, żeby, żeby ta dostępność była odpowiednio dobra. Jesteśmy także stroną wielu umów z NFZ i to nie jest tak, że jesteśmy podmiotem wyłącznie komercyjnym. Obserwujemy obecną sytuację i staramy się racjonalizować nasze działania po to, żeby pacjenci, którzy mogą sobie pozwolić na finansowanie usług prywatnych, dostawali usługę dobrej jakości w dobrym czasie.

Jak podkreślał dyrektor Zawadzki, trudno też mówić, że prywatny sektor jest bezpośrednim beneficjentem niedostępności do świadczeń w placówkach publicznych.

- Na pewno mamy do czynienia z przechodzeniem lekarzy pomiędzy systemami, ale to nie jest ruch w jedną stronę. Wielu z nich nie chce, czy nie może z różnych powodów pracować w sektorze prywatnym. Chce pracować w takim miejscu, które zapewnia możliwość funkcjonowania nie tylko ambulatoryjnie, ale daje też możliwość wykonywania różnych zabiegów, korzystania z zaawansowanej diagnostyki i pracy w zespole wielospecjalistyczny. W komercyjnych podmiotach nie zawsze jest to możliwe – podkreślał.

Mówiąc o absurdalnych wycenach świadczeń dyrektor Zawadzki stwierdził, że od ich urealnienia zależy funkcjonowanie systemu i dostępność pacjentów do świadczeń.

- Co z tego, że NFZ uwolni limity finansowania takich świadczeń jak na przykład gastroskopia wykonywana ambulatoryjnie, skoro jej wycena przy obecnych cenach sprzętu i kosztach personelu, który musi go obsługiwać, a także kosztach stałych procedury, która musi być wykonana, jest na poziomie niewiele ponad sto złotych. Nie ma szansy na to, żeby jakiś racjonalnie funkcjonujący podmiot był w stanie kiedykolwiek zarobić na odtworzenie tego potencjału – argumentował dyrektor Zawadzki.

Liczba skarg na dostępność do świadczeń rośnie

Dużym zaskoczeniem dla uczestników dyskusji były dane zaprezentowane przez Jakuba Adamskiego, dyrektora Departamentu Strategii i Działań Systemowych w biurze Rzecznika Praw Pacjenta. Zgłoszenia dotyczące dostępności do AOS w ostatnim roku zmalały bowiem o blisko 60 proc.

Jak podkreślał dyrektor Adamski, ta liczba, mimo bardzo dużego procentowego spadku ilości zgłoszeń, tylko z pozoru jest optymistyczna. Niestety, w rzeczywistości wpisuje się także w ogólny obraz narastającego braku dostępności pacjentów do lekarzy.

- Tak naprawdę mamy do czynienia z bardzo kompleksowym problemem. Na podstawie jednej, wybiórczej statystyki nie jesteśmy w stanie ocenić pod żadnym pozorem całego systemu a o zniesieniu limitów świadczeń u specjalistów możemy mówić tylko jako o warunku sine qua non koniecznych zmian, ale tylko to jest niewystarczające – podkreślał dyrektor Adamski.

Dodał: - Gdy zobaczyłem 58 proc. spadek w ilości zgłoszeń dotyczących AOS w pierwszej chwili było to nawet dla mnie zaskoczeniem. Całkowita liczba zgłoszeń do Rzecznika w ostatnich latach systematycznie wzrastała. W 2020 roku ten wzrost był istotnie znaczący. Podobnie było w analogicznym okresie 2021 roku. Naturalnym założeniem byłoby to, że w AOS też zgłoszenie powinny rosnąć analogicznie a nie spadać. Dlaczego tak nie jest?

Czytaj: Pacjenci masowo skarżą się na POZ. Jest raport Rzecznika Praw Pacjenta

Jak wyjaśniał dyrektor Adamski, tak naprawdę zgłoszenie dotyczące AOS trafiały do POZ. W przeszłości pacjenci głównie narzekali na leczenie szpitalne i na jakość opieki. Następne w kolejności był AOS i POZ. Jednak dwa ostatnie lata i pandemia spowodowały, że pacjenci głównie skarżą się na brak dostępności do podstawowej opieki zdrowotnej. Nie mogąc uzyskać pomocy tam, siła rzeczy nie mogą otrzymać skierowań do opieki ambulatoryjnej i kierować pod jej adresem swoich skarg.

- Obecnie specjalistyka, mimo odnotowanego spadku, nadal jest drugim, po POZ, obszarem zgłoszeń pacjentów do RPP a 80 proc. z tego są to zgłoszenia dotyczące dostępności do świadczeń. Aby zobrazować skalę tego zjawiska wystarczy powiedzieć, że tylko w 2021 roku doszliśmy do liczby około 100 tys. zgłoszeń. Głównie dotyczyły one tego, że pacjenci nie mogli się w ogóle zarejestrować do podstawowej opieki, a także ambulatoryjnej. W drugiej kolejności zgłoszenia dotyczyły czasu oczekiwania na świadczenie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum