Najbardziej palące problemy pielęgniarek. Co leży na stole w rozmowach z resortem zdrowia?

Paulina Gumowska odpowiada za rozwój treści segmentu zdrowie w Grupie PTWP, w tym serwisu rynekzdrowia.pl, którego jest redaktor naczelną. Przed dołączeniem do Grupy PTWP, przez blisko dziewięć lat związana była z Wirtualną Polską. Ostatnio była redaktor naczelną obszaru lifestyle i zdrowie, m.in. WP Kobiety i portalu WP abcZdrowie. Wcześniej była zastępcą redaktora naczelnego WP oraz wiceszefową Strony Głównej i Newsroomu, a także wydawcą i redaktorem. Autor: Paulina Gumowska • Źródło: Rynek Zdrowia   • 27 grudnia 2021 10:51

Jakie są dziś najważniejsze problemy środowiska pielęgniarskiego? Co leży na stole w rozmowach z ministerstwem zdrowia? Pytamy o to Zofię Małas, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, która ocenia ostatnie spotkanie z MZ oraz ogólną sytuację pielęgniarek w Polsce.

Najbardziej palące problemy pielęgniarek. Co leży na stole w rozmowach z resortem zdrowia?
Zofia Małas, prezes NIPiP Foto: PAP/ Mateusz Marek
  • To był trudny rok w ochronie zdrowia i relacjach pracowników medycznych z ministerstwem zdrowia. Dobrze, że pojawił się bufor w postaci wiceministra Piotra Brombera. Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2022 będzie czasem prawdziwego dialogu - mówi w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Zofia Małas.
  • Rozmawiamy o tym, w jaki sposób sytuacja kadrowa odbija się na życiu i zdrowiu pielęgniarek. W jaki sposób pozyskać nowe osoby w zawodzie, czy powrót do liceów pielęgniarskich byłby dobrym pomysłem? 
  • Prezeska NIPiP odnosi się też do kwestii zarobków w ochronie zdrowia i protestu w Białym Miasteczku. 

Więcej: 
Zmiany współczynników pracy pielęgniarek bez specjalizacji

Pielęgniarki i położne wrócą do szkół policealnych?

Pielęgniarki bez dodatkowych pieniędzy i kuriozalna odpowiedź Ministerstwa Zdrowia

Paulina Gumowska, Rynek Zdrowia: Czy wypalenie zawodowe to dziś poważny problem pielęgniarek?

Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych: Gdyby w naszym środowisku średnia wieku wynosiła 38–40 lat, bylibyśmy w innej kondycji fizycznej i psychicznej. Niestety, średnia wieku pielęgniarek to 53 lata, położnych zaś 51. Wśród pracujących ogromną grupę stanowią osoby, które mają już uprawnienia emerytalne. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę przeciążenie obowiązkami i zatrudnienie w więcej niż jednym miejscu, to efekty łatwo przewidzieć – pociągają za sobą daleko idące konsekwencje, nie tylko psychiczne. 

Pielęgniarki obciążone są wieloma chorobami przewlekłymi: cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami układu krążenia. Mówimy bowiem o osobach, które długie lata pracowały w systemie zmianowym. Zagrożenia związane są przede wszystkim z pracą w godzinach, w których naturalnie zegar biologiczny nakazuje nam odpoczynek.

Czy wiecie Państwo, że 25 lat pracy zmianowej równa się 5 lat niespania we własnym łóżku?

To musi się odbić na zdrowiu fizycznym, psychicznym, funkcjonowaniu psychospołecznym pracownika oraz na jego wydajności zawodowej. Ale zmęczenie, bezsenność, obniżenie jakości snu, zwiększone ryzyko urazów i wypadków, unikanie kontaktów towarzyskich, brak aktywności fizycznej, kłopoty z pamięcią, obniżona możliwość uczenia się, objawy żołądkowo-jelitowe to nie wszystko.

Długoterminowe skutki zdrowotne pracy zmianowej są trudniejsze do zmierzenia, ale przegląd badań wskazuje na powiązania między pracownikami zmianowymi a zwiększonym ryzykiem poważnych schorzeń i chorób. Jednym z przykładów jest zwiększenie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, o których mówiłam, aż o 40 proc. 

Zostańmy przy liczbach. Uczelnie kształcące przyszłe pielęgniarki mówią: mamy wzrost zainteresowania tym kierunkiem.

I tak rzeczywiście jest. Od 5 lat studia kończy więcej osób – gdy zaczynała się moja kadencja, czyli w roku 2016 absolwentów było niecałe 4 tysiące. W grudniu 2021 roku mamy już wydanych ponad 6 tysięcy praw wykonywania zawodu. Wrosła również liczba uczelni z kierunkami pielęgniarskimi i położniczymi. W 2016 roku było ich 75, w tym roku mamy już 130 akredytowanych uczelni. 

Teraz nałóżmy te liczby na realne potrzeby.

Mamy 234 tys. pracujących w zawodzie pielęgniarek i 29 tys. położnych. To są nasze zasoby kadrowe. Jak one wyglądają na tle Europy i świata? Według najnowszych danych OECD w Polsce jest 5,1 pielęgniarki i położnej na tysiąc mieszkańców – dla porównania 9,4 w Unii Europejskiej.

To oznacza, że w systemie mamy o połowę mniej kadry pielęgniarsko-położniczej. Tymi siłami musimy sobie radzić. A jak sobie radzimy? Przybywa nam obowiązków – jest nas za mało przy łóżkach pacjentów. 

Normy zatrudnienia nie działają, są zawieszone do końca roku. 

Jakie to niesie konsekwencje? 

Braki kadrowe są wprost zagrożeniem dla życia i zdrowia pacjentów. Naukowo dowiedziono, że zwiększenie obciążenia pracą pielęgniarek o jednego pacjenta zwiększyło prawdopodobieństwo zgonu hospitalizowanego w ciągu 30 dni od przyjęcia o 7 proc. 

Rosnąca liczba absolwentów nie oznacza jednak zwiększenie się liczy osób wykonujących zawód. Docierają do nas sygnały, iż pracodawcy przestali zatrudniać absolwentów. A to prowadzi do patologicznej sytuacji, bowiem te młode, wykształcone osoby zaczynają szukać pracy w innych sektorach gospodarki – w administracji, w firmach farmaceutycznych, w kosmetologii.

Jeżeli oni teraz odejdą, nie znajdą zatrudniania w wyuczonym zawodzie, a przekonają się, że można pracować w innym miejscu na znacznie lepszych warunkach, to do systemu już nie wrócą. Stracimy wykształcone osoby z dyplomami.

Alarmowaliśmy o tym fakcie ministerstwo. Bez efektu, choć młodzi, wchodzący do systemu, mówią wprost: "Nie zapewnicie nam odpowiednich warunków pracy? Znajdziemy pracę tam, gdzie nie będziemy musieli pracować ponad siły, gdzie nie będziemy musieli decydować, którą procedurę ze względu na brak czasu wykonamy, a której nie, gdzie nie będziemy stale słyszeć dźwięku dzwonka przy łóżkach potrzebujących pacjentów, na który nie cały czas możemy od razu zareagować, bo w kolejce jest kilkanaście osób do obsłużenia”.  

Nasza pielęgniarska młodzież nie chce uprawiać partyzantki, są profesjonalistami i chcą wykonywać zawód jako specjaliści medyczni. Te słowa musi usłyszeć ministerstwo. 

Zbyt zmęczone pielęgniarki, które nie mają czasu i siły protestować, to sygnał  dla ministerstwa, że można przeciągać linę, że można grać jeszcze na czas, bo strajku generalnego nie będzie. 

Tylko, że my już nie mamy tego czasu. Jeżeli do systemu nie zacznie wchodzić rok rocznie minimum 10 tys. nowych pielęgniarek, bo tyle z nas nabywa praw emerytalnych, to system w końcu padnie. Dlatego protestujemy pod hasłem „Publiczna ochrona zdrowia kona. Wyleczcie albo dobijcie”.

I tu znów wrócę do statystyk. Według najnowszych danych, w tym roku zmarło aż 1,6 tys. pielęgniarek. Tak źle jeszcze nie było. Od lat ta liczba utrzymywała się na poziomie tysiąca zgonów rocznie. W zeszłym roku wyniosła już 1,2 tys. Średnia wieku umierających pielęgniarek to 62 lata. Dla porównania, jak podaje GUS w roczniku demograficznym za 2020 r. tzw. wiek środkowy kobiet zmarłych w 2020 r. wynosił 82,5 roku.

Musimy na to nałożyć statystkę, z której wynika, że do 2030 roku polska pielęgniarka będzie miała średnią wieku 60 lat, położna 55 lat. To tragedia. Jesteśmy pracującymi emerytkami! 

Czytaj także: 
Średnia wieku pielęgniarek to 53 lata. Szefowa NIPiP alarmuje: "Pielęgniarka idzie na emeryturę i umiera"

Porozmawiajmy więc o perspektywach. Pojawiają się głosy, że odpowiedzią na deficyty kadrowe wśród pielęgniarek jest zmiana sposobu kształcenia i powrót do liceów medycznych. 

Ostatnio rzeczywiście na nowo odżywa dyskusja na ten temat i pomysł, by wrócić do tej formy kształcenia pielęgniarek i położnych, jaką mieliśmy w starym systemie. Jednak obecny system, który wypracowaliśmy 20 lat temu, jest zgodny z dyrektywą unijną, działa i ma się bardzo dobrze. Pielęgniarki uzyskują możliwość wykonywania zawodu po ukończeniu studiów licencjackich. Coraz więcej z nich jest magistrami, rośnie nam też liczba osób ze stopniem naukowym doktora – tylko w tym roku przybyło nam w pielęgniarstwie ponad sto takich osób. Nie rozumiemy zatem, dlaczego mielibyśmy zmieniać system, który funkcjonuje. Jako samorząd mówimy tym pomysłom: absolutnie nie. 

Uczelnie wyższe chcą otwierać kierunki pielęgniarskie i położnicze, a pielęgniarki i położne chcą się na nich kształcić. Powinniśmy iść się do przodu, a nie oglądać się za siebie. 

Jak dużo jest białych plam na mapie Polski, jeśli chodzi o kształcenie pielęgniarek?

W tej chwili jest ich coraz mniej, ponieważ uczelnie albo zwiększają liczbę miejsc na pielęgniarstwie i położnictwie, albo otwierają te kierunki, bądź też tworzą filie. Taką „biała plamą” był do niedawna np. Gorzów Wielkopolski – mieliśmy tam był najniższy wskaźnik, jeśli chodzi o liczbę pielęgniarek na tysiąc mieszkańców. Dziś rekrutuje się tam studentów na kierunku pielęgniarstwo. 

Dlaczego, mimo problemów, o których pani mówi, uczelnie decydują się otwierać nowe kierunki, a młodzi ludzie wybierają ten zawód?

Uczelnie kierują się potrzebami rynku pracy, młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że w tym zawodzie znajdą zatrudnienie. Poza tym w wielu ośrodkach to szpitale aktywnie włączają się w otwieranie tego kierunku, bo problemy kadrowe dotyczą ich bezpośrednio.

Rozwiązaniem problemów kadrowych nie jest zatem powrót do kształcenia w liceach. My mówmy: dajcie nam do pomocy więcej personelu pomocniczego, wprowadźmy ich szeroko do systemu, bo takie wsparcie jest nam dzisiaj bardzo potrzebne. Gdy zostaniemy odciążeni w opiece nad pacjentami, będziemy mieli więcej czasu na wysoko specjalistyczne procedury.

Kością niezgody jest pobieranie krwi przez opiekunów medycznych. Na to się nie chcecie zgodzić. Dlaczego?

Nie dajemy zielonego światła na czynności związane z przerwaniem ciągłości tkanek. Dlaczego?

Po pierwsze – opiekun wykonujący tę pracę, będzie miał mniej czasu na zadania pielęgnacyjne. Po drugie dlatego – pobranie materiału do badań diagnostycznych, to – wbrew powszechnej opinii, bardzo trudna i odpowiedzialna praca. 

Statystycznie najwięcej nieprawidłowości powstaje w fazie przedanalitycznej badania, co rodzi konieczność stałego uzupełniania wiedzy i weryfikowania umiejętności pobierania oraz zabezpieczania materiału biologicznego. Tego uczą się pielęgniarki na studiach licencjackich i te zadania im zostawmy. Ale zbadanie poziomu cukru przez opiekuna medycznego? Czemu nie.  

Wróćmy do starego i nowego systemu kształcenia, który w związku z ustawą o minimalnych wynagrodzeniach prowadzi do dysproporcji w zarobkach. Jakie to rodzi dalsze konsekwencje? 

Dziś sytuacja wygląda tak: w systemie mamy pielęgniarki wykształcone w starym systemie i pracujące w zawodzie od kilkudziesięciu lat. Jest to bardzo liczna grupa specjalistek bardzo wysokiej klasy, z ogromnym doświadczeniem – ponad 120 tys. osób na 260 tys. pracujących pielęgniarek i położnych.

Z drugiej strony mamy pielęgniarki kształcone już w nowym systemie albo osoby, które zdecydowały się dokształcić na tzw. studiach pomostowych. 

Od lipca tego roku obowiązuje znowelizowana tzw. ustawa o płacy minimalnej podmiotach leczniczych, która bierze pod uwagę wykształcenie, a pomija doświadczenie zawodowe. Oznacza to, że młoda kadra, ucząca się od pielęgniarek z tzw. starej szkoły, zarabia więcej – mówimy o dysproporcjach od kilkuset do nawet 1,5 tys. złotych. To prowadzi do frustracji i powoduje, że wiele pielęgniarek w wieku emerytalnym, które mogłyby jeszcze pracować, rezygnuje z wykonywania zawodu. 

Inną kwestią jest fakt, że ten rozdźwięk to w dużym stopniu wina pracodawców, którzy nie zadbali o swoich wieloletnich pracowników. Kiedy ja zaczynałam pracę, przeszeregowanie odbywało się co dwa lata – nie były to duże pieniądze, ale zarobki powoli się zwiększały. Dziś podwyżki wymuszają protesty. 

Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych od dawna postuluje, aby poziomy wynagrodzeń w ustawie były zgodne z faktycznie posiadanymi kwalifikacjami oraz zdobytym doświadczeniem. Istotną i równie ważną kwestią jest wpisanie do ustawy przepisu nakładającego na pracodawców obowiązek automatycznego zwiększania wynagrodzenia zasadniczego w przypadku podniesienia kwalifikacji zawodowych. 

W związku z tym wśród postulatów protestujących medyków znalazło się żądanie natychmiastowej zmiany ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. 

Co dziś jest na stole w rozmowach z ministerstwem zdrowia?  

Mieliśmy ostatnio spotkanie z ministrem Niedzielskim i wiceministrem Bromberem, którego tematem była wycena świadczeń, np. w opiece długoterminowej są od 10 lat na takim samym poziomie. Rozmawialiśmy również o zwiększaniu bazy łóżek w opiece długoterminowej.

Na stole są poza tym normy zatrudnienia w kontekście ustawy o jakości. Bez norm zatrudnienia nie ma mowy o jakiejkolwiek jakości! Tematem rozmów jest dramatyczny brak pielęgniarek. Mówimy tu o brakach w opiece nad pacjentami w kardiologii, o potrzebie specjalistek, które regionalnie będą zajmowały się pacjentami z ranami przewlekłymi itd. Nie ma obszaru, w którym taki problem nie istnieje. 

Widzi pani nadzieję po tych rozmowach? 

To był trudny rok w ochronie zdrowia i relacjach pracowników medycznych z ministerstwem zdrowia. Dobrze, że pojawił się bufor w postaci wiceministra Brombera. Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2022 będzie czasem prawdziwego dialogu.

Sprawdź: 

Normy zatrudnienia. Pielęgniarki wiedzą, jak to się skończy. „Nie zgadzamy się”

Od czego powinna zależeć pensja pielęgniarki? Doświadczenia czy dyplomu?

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum