RR/Rynek Zdrowia | 07-05-2019 05:55

Marzenia chorego o czasie rozpoczęcia leczenia nie muszą być chore

Pacjentom marzy się, żeby na rynku usług medycznych było tak, jak na wolnym rynku. Żeby na przykład można było swobodnie wybrać dowolną placówkę, w której nie ma długiej kolejki, a rachunek za wizytę uregulowałby płatnik. Czy to mrzonki? Świat zna takie rozwiązania.

Wprowadzenie limitu czasu oczekiwania, po którym pacjent sam może wybrać świadczeniodawcę i zadecydować, czy chce dopłacić do świadczenia powyżej stawki NFZ, to opcja którą popiera ponad połowa pacjentów. Fot. PTWP

Żeby daleko nie szukać... W Czechach za wizyty w niepublicznych placówkach płacą ubezpieczalnie. Jest ich siedem, wszystkie prywatne. Jakość i dostępność leczenia refundowanego są wysoko oceniane.

System ochrony zdrowia w Danii, na który przeznacza się 10 proc. PKB, gwarantuje diagnozę i przyjęcie do szpitala w ciągu 30 dni. - Jeśli to nie nastąpi, pacjent ma prawo do tzw. swobodnego wyboru szpitala, w tym również prywatnego lub innego szpitala w Unii Europejskiej - mówiła Marta Daszuta, przedstawiciel Ambasady Królestwa Danii na XIII Forum Rynku Zdrowia (23/24.10.2017). Podobnie jest w Holandii.

Zauważmy jeszcze, że publikowany od 2005 r. Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia przyznaje dodatkowe punkty krajom, w których nie obowiązują skierowania, jest większa swoboda w wyborze miejsca leczenia.

My mamy system skierowań, na realizację których długo trzeba czekać oraz nieustannie ponawiane próby usprawniania organizacji kolejek w rodzaju „wypracowania modelu rejestracji wizyt, wspierającego zarządzanie kolejką” (jeden z celów Strategii Narodowego Funduszu Zdrowia na lata 2019-2023). Jeśli zaś w systemie pojawią się dodatkowe pieniądze, NFZ pozwala sobie na premiowanie świadczeniodawców, będących w stanie zwiększyć liczbę przyjęć do lekarzy specjalistów.

Rzadko pojawiają się bardziej radykalne pomysły, jak ten, żeby określić w ustawie maksymalny czas oczekiwania na świadczenia, a w przypadku jego przekroczenia refundować koszty prywatnego leczenia.

Czas minął, pora wybierać
Portal politykazdrowotna.pl ujawnił w kwietniu, że MZ przygotowało projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, w którym jest mowa o utworzeniu listy świadczeń m.in. szpitalnych i ambulatoryjnych, dla których byłby określony maksymalny czas realizacji świadczenia. Nie wiadomo, jakich zakresów miałoby to dotyczyć, ale wg portalu może chodzić o tomografię komputerową i rezonans magnetyczny, a możliwe, że też o operacje zaćmy.

Projekt ma być na etapie uzgodnień wewnętrznych, nie wyszedł poza MZ. Jego idea jest taka: „Jeśli w placówce, do której zgłosi się chory, nie będzie możliwości umówienia wizyty, badania lub operacji w określonym terminie, a dodatkowo nie będzie też takiej możliwości w innych pobliskich placówkach z kontraktem z NFZ, wówczas pacjent będzie mógł zgłosić do Funduszu chęć realizacji świadczenia komercyjnie. Nowe rozwiązanie prawne przewiduje, że pacjent w takiej sytuacji otrzyma promesę, że Fundusz zapłaci za to świadczenie (do określonego limitu)”.

Czy to prawda? Ministerstwo Zdrowia odpisało nam, że „nie komentuje projektów, które nie zostały wpisane do wykazu prac legislacyjnych rządu” i zapewniło, że „na ten moment MZ nie złożyło wniosku o wpis do wykazu w temacie, którego dotyczą pytania”.

Skoro nie ma jednoznacznej deklaracji, pozostają spekulacje.

Pacjenci czekają na odważne decyzje polityków
Pomysł ustawowego wyznaczenia maksymalnego czasu oczekiwania na świadczenia nie jest nowy, nie spadł jak grom z jasnego nieba. W grudniu 2017 r. wystąpił z nim prezes NFZ.

- Pacjent miałby gwarancję, że rozpocznie leczenie w określonym czasie, np. za pół roku. Na niektóre wizyty czekałby sześć miesięcy, na inne - cztery miesiące. Czas oczekiwania należy szczegółowo określić w ustawie - oświadczył prezes Andrzej Jacyna. O płaceniu przez NFZ za wizyty w przypadku jego przekroczenia nie wspomniał. Ale pacjenci i tak byli zachwyceni. Witold Michałek z Federacji Pacjentów Polskich ocenił, że propozycja Jacyny "to świetny pomysł".

Czytaj: Prezes NFZ: czas oczekiwania na świadczenia należy określić w ustawie

- Pacjenci czekają na odważne decyzje polityków, którzy po zadbaniu o płace zawodów medycznych powinni mieć teraz ofertę dla pacjentów i obywateli. Nie ma lepszej oferty niż skrócenie czasu oczekiwania na wizyty i badania poprzez wprowadzenie limitu czasu oczekiwania - skomentowała w rozmowie z nami Ewa Borek z Fundacji My Pacjenci.

Dodała, że z analiz przeprowadzonych przez Fundację (dostępnych na stronie mypacjenci.org) wynika, że propozycja dopłat do świadczeń jest atrakcyjna dla pacjentów. Wprowadzenie limitu czasu oczekiwania, po którym pacjent sam może wybrać świadczeniodawcę i zadecydować, czy chce dopłacić do świadczenia powyżej stawki NFZ, to opcja którą popiera ponad połowa pacjentów.

- Wolimy system dopłat bezpośrednich niż dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. System dopłat skraca łańcuch pośredników i daje pacjentowi większą kontrolę nad wyborem świadczeniodawcy i jakością usługi - relacjonowała oczekiwania pacjentów dr Borek.

Jednakże resort zdrowia przypomniał w udzielonej Rynkowi Zdrowia odpowiedzi znane już wcześniej stanowisko, że „nie planuje wprowadzania jakichkolwiek rozwiązań, które wiązałyby się z dopłatami pacjentów do świadczeń finansowanych ze środków publicznych”. Takie są polityczne granice, których MZ nie przekroczy w reformowaniu tego obszaru ochrony zdrowia.

Lepsze większe kontrakty
Ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Andrzej Zapaśnik sceptycznie odniósł się do pomysłu wyznaczenia maksymalnego czasu oczekiwania na świadczenia medyczne, a w przypadku jego przekroczenia, możliwości skorzystania przez pacjenta z leczenia w komercyjnej placówce, za które płaciłby NFZ.

Zwrócił uwagę, że jeżeli świadczeniodawca ma umowę z NFZ, to musi spełnić określone, nieraz wygórowane warunki realizacji danego świadczenia; przechodzi też procedurę konkursową. Tymczasem pacjent mógłby wybrać placówkę, która co prawda oferuje krótszy termin, ale niekoniecznie ma kontrakt i nie musi spełniać wymogów jakościowych czy kadrowych wyznaczonych przez Fundusz.

- Pytanie brzmi, czy każdy podmiot medyczny, również ten bez kontraktu, mógłby przyjmować pacjentów z NFZ? Jakie kryteria musiałby spełniać, żeby ich przyjmować? - powiedział ekspert i zasugerował inne rozwiązanie problemu kolejek.

- Sądzę, że żeby rozładować kolejki, należałoby przede wszystkim szukać możliwości zwiększenia istniejących kontraktów. Przyczyną większości kolejek jest niewydolność systemu, niedofinansowanie podstawowej opieki zdrowotnej - ocenił.

- Chodzi o zagwarantowanie pacjentom szerszego zakresu świadczeń i lepszą opiekę w POZ, także po to, żeby nie stali w kolejkach w poradniach specjalistycznych. Kolejki są również z tego powodu, że do poradni specjalistycznych trafiają nie ci pacjenci, którzy powinni - stwierdził. Podkreślił, że wyeliminowaniu takich przypadków służą modele opieki koordynowanej, nad którymi pracuje wspólnie z NFZ również Federacja „Porozumienie Zielonogórskie”.

- Jestem też szefem przychodni, która prowadzi opiekę podstawową i specjalistykę. Zależy mi na wprowadzaniu mechanizmów, które integrują POZ ze specjalistyczną opieką ambulatoryjną - zadeklarował dr Zapaśnik, który jest także prezesem Polskiej Fundacji Opieki Zintegrowanej. Wskazał, że w małych miejscowościach ludzie nie mają dostępu do lekarzy specjalistów, na przykład do ortopedów. Natomiast POZ zapewnia powszechność dostępu i z tego powodu opiekę podstawową trzeba wzmacniać. Gdy jest mocna, wtedy łatwiej również realizować leczenie specjalistyczne.

Pomysł refundowania przez NFZ świadczenia komercyjnego uznał za rozwiązanie doraźne, które może okazać się przeciw skuteczne. - Zbyt daleko idące ułatwienia mogą doprowadzić do dekompozycji systemu - podsumował.

Politycy biją rekordy obietnic
Na zakończenie powiedział: - W czasie debat „Wspólnie dla Zdrowia”, w których uczestniczyłem (Andrzej Zapaśnik jest w Radzie Społecznej projektu - red.), nie podnoszono tego postulatu. Temat zaistniał ostatnio za sprawą Roberta Biedronia, który w trakcie kampanii do Europarlamentu zaproponował m.in. opłacany przez NFZ dostęp do prywatnych specjalistów, gdy czas oczekiwania przekracza 30 dni.

Dodajmy, że lidera Wiosny przebił Grzegorz Schetyna, który 4 maja na konwencji Koalicji Europejskiej w Białymstoku obiecywał, że termin oczekiwania na wizytę do specjalisty nie będzie dłuższy niż 21 dni. Jak odpowie na to PiS?