Lekarzy brakuje, a NFZ nie pozwala zamykać oddziałów w szpitalach. "Nie mamy kim leczyć"

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia27 sierpnia 2021 05:05

O braku kadr w szpitalach i zawieszaniu kolejnych oddziałów piszemy w raporcie Rynku Zdrowia od kilku tygodni. - Jeżeli pilnie nie zmienimy organizacji leczenia, będzie coraz gorzej - przestrzega dr Jarosław Madowicz.

Problemy kadrowe są głównym powodem zawieszania szpitalnych oddziałów FOT. AdobeStock
  • W obecnej sytuacji kadrowej bardzo trudno będzie utrzymać system, w którym każdy szpital dyżuruje codziennie w 100-procentowej gotowości - uważa dr Jarosław Madowicz z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach
  • Dlatego wraz z kolegami z innych szpitali proponuje przejściowy powrót do naprzemiennego dyżurowania szpitali lub oddziałów
  • Postulujemy też, aby w izbach przyjęć dyżurowali lekarze POZ - chociażby jeden czy dwa razy w miesiącu - dodaje dr Madowicz
  • Podkreśla, że NFZ często nie zgadza się na zawieszenie oddziału, chociaż wie, że nie ma już kto w nim pracować

Deficyty kadrowe spotęgowała pandemia, lekarze są przemęczeni

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Jarosław Madowicz, dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach zaznacza, że deficyty kadrowe w placówkach medycznych zostały dodatkowo pogłębione przez pandemię.

- Kiedy nie było jeszcze szczepień przeciwko COVID-19, z pracy odeszło - w obawie przed zakażeniem - sporo lekarzy emerytów, którzy przed marcem 2020 r. byli jeszcze czynni zawodowo. Po drugie obserwujemy przesunięcie kadry medycznej, przede wszystkim lekarskiej, w stronę opieki ambulatoryjnej - tłumaczy.

Skutki ubytków kadrowych odczuwają już wszystkie województwa. - Na Śląsku mamy coraz większe problemy z utrzymaniem pracy interny. Niektóre oddziały wewnętrzne funkcjonują w szczątkowym składzie osobowym lub są zawieszane. Podobne problemy narastają, między innymi w pediatrii, chirurgii czy neurologii - dodaje.

- Jest jeszcze jedna kwestia - ze względu na przemęczenie, personel coraz częściej wypowiada klauzulę opt-out (pisemne oświadczenie pracownika dyżurującego o wyrażeniu zgody na pracę w wymiarze przekraczającym przeciętnie 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym - red.). Wówczas lekarze biorą wyłącznie tyle dyżurów, ile wynika z przepisów - wskazuje dyrektor Madowicz.

Przypomnijmy, że o przemęczeniu lekarzy znowu zrobiło się głośno 23 sierpnia, po śmierci 39-letniego anestezjologa ze Specjalistycznego Szpital im. Sokołowskiego w Wałbrzychu, który zmarł we własnym domu. Jego koledzy mówią, że pracował ponad miarę, ponieważ w szpitalu brakowało aż pięciu anestezjologów.

Czytaj też: Dyskusja po śmierci anestezjologa. Lekarz na jednym etacie? Trzeba by zamknąć szpitale

Wróćmy na kilka lat do naprzemiennych dyżurów szpitali

Z tych wszystkich powodów, zdaniem dyr. Madowicza nadszedł już najwyższy czas, aby przez kilka najbliższych lat powrócić przejściowo do modelu tzw. rotacyjnych dyżurów szpitali oraz poszczególnych oddziałów. - W obecnej sytuacji personalnej bardzo trudno będzie utrzymać system, w którym każdy szpital dyżuruje codziennie w 100-procentowej gotowości, ponieważ podmioty lecznicze coraz częściej nie są w stanie zapewnić wymaganej obsady - uważa dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach.

Wnioskował do wojewody śląskiego, aby dokładniej przyjrzeć się organizacji ochrony zdrowia w górnośląskiej aglomeracji.

- Zresztą konieczność takiej weryfikacji funkcjonowania lecznictwa, przede wszystkim szpitalnego, dotyczy chyba wszyskich regionów i jest związana z ogromnymi problemami kadrowymi wśród lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników medycznych - zaznacza.

- Jeśli wrócilibyśmy do systemu dyżurowania rotacyjnego, to przynajmniej jeden czy dwa oddziały w danej specjalności, byłyby w pełni przygotowane do przyjęcia pacjentów w nagłych przypadkach. Teraz natomiast nierzadko dzieje się tak, że szpital musi awaryjnie ściągać specjalistów lub odsyłać pacjentów do innych ośrodków - mówi dr Madowicz.

Żeby karetki nie czekały przed izbami przyjęć

Podkreśla, że w modelu rotacyjnym szpitale dyżurujące co kilka dni byłyby w stanie przygotować miejsce do hospitalizacji i udzielić pacjentom niezbędnej pomocy. Skutek wdrożenia takiego systemu byłby pozytywny także dla zespołów ratownictwa medycznego, które wiedziałyby dokładnie, gdzie mają jechać, aby pacjent na pewno zostały przyjęty.

- Dziś jest tak, że często zespoły ratownictwa medycznego czekają pod izbami przyjęć aż zapadnie decyzja, do jakiej placówki mają przekazać pacjenta. System jest więc zaburzony, a przede wszystkim zagraża zdrowiu i życiu pacjentów - mówi dr Madowicz.
 
- Po rozmowach z kolegami z innych ościennych szpitali, w tym z lekarzami w naszym regionie, uznaliśmy, że zaproponujemy takie naprzemienne dyżurowanie, bo dzisiaj nie jesteśmy w stanie dyżurować całodobowo i codziennie. Postulujemy też, aby w izbach przyjęć dyżurowali lekarze POZ - chociażby jeden czy dwa razy w miesiącu - dodaje.

"Szpital nie może odpowiadać za systemowe przyczyny deficytu kadr medycznych"

Zwraca uwagę na kolejny problem, dotyczący sytuacji, kiedy ze względu na braki kadrowe szpitale nie są w stanie prowadzić danego zakresu świadczeń. Zgłaszają to do wojewody, który z kolei zasięga opinii Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Niejednokrotnie zwrotnie otrzymujemy odpowiedź, że brak kadry "nie jest przesłanką uzasadniającą zawieszenie pracy oddziału". To jest coś niebywałego. Organizatorzy systemu ochrony zdrowia nie powinni używać takiego argumentu. Przecież szpital nie może odpowiadać za systemowe przyczyny deficytu kadr medycznych na rynku, uniemożliwiającego normalną pracę oddziału - stwierdza dr Madowicz.

- Tymczasem organ publiczny każe nam kontynuować leczenie, chociaż wie, że nie mamy kim tego robić! Dziesiątki ogłoszeń dotyczące możliwości zatrudnienia lekarzy zwykle na nic się zdają, bo lekarzy na rynku jest zdecydowanie za mało - dodaje.

-  Dlatego musimy szukać z kreatorami systemu wspólnych rozwiązań umożliwiających - mimo trudnej obecnie sytuacji kadrowej - taką organizację pracy szpitali, by zapewniała bezpieczeństwo pacjentom - podsumowuje Jerzy Madowicz.

W raporcie Rynku Zdrowia czytaj także:

Brakuje lekarzy i pielęgniarek. We Wrocławiu zawieszono oddziały w trzech szpitalach

Dramat pacjentów. 13 oddziałów szpitalnych w woj. śląskim zawieszonych. W kolejce jeszcze sześć

Lubelszczyzna. Zamknięto pediatrię w trzech szpitalach

Pomorze. Zawieszono działalność 6 oddziałów szpitalnych. RAPORT Rynku Zdrowia

Osiem oddziałów szpitalnych do zamknięcia. M.in. Toruń, Grudziądz, Inowrocław

Na Podkarpaciu zamknięto trzy oddziały szpitalne RAPORT Rynku Zdrowia

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum