Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej mówią o swoim miejscu w pakiecie kolejkowym

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 22 kwietnia 2014 06:14

Co do tego, że kolejki do lekarzy muszą być krótsze panuje powszechna zgoda. Kontrowersje zaczynają się wtedy, gdy analizuje się szczegóły propozycji tzw. pakietu kolejkowego ministra Bartosza Arłukowicza. Sporo konkretnych uwag zgłasza środowisko lekarzy rodzinnych, choć o potrzebie i celu zmian mówi z aprobatą.

- Z różnych pomysłów, które pojawiły się w sprawie skrócenia kolejek, ten rzeczywiście może do tego doprowadzić - mówi o wydłużeniu listy badań zlecanych przez lekarzy POZ Agnieszka Mastalerz-Migas, wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej. - Często pacjent kierowany jest do specjalisty tylko dlatego, że nie możemy wykonać pełniej diagnostyki - wyjaśnia.

Rozwiązanie polegające na umożliwieniu lekarzom POZ zlecania dodatkowych badań znalazło się w projekcie nowelizacji rozporządzenia ministra zdrowia z 24 września 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej (Dz. U. poz. 1248). Jest ono częścią tzw. pakietu kolejkowego, przedstawionego przez ministra zdrowia 21 marca.

Przepisy rozporządzenia mają być stosowane do świadczeń gwarantowanych udzielanych od 1 stycznia 2015 r.

Kto zapłaci za dodatkowe badania?
Obecnie w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej zleca się chorym około 50 badań, które są finansowane w ramach stawki kapitacyjnej (8 zł miesięcznie na pacjenta). Ich lista wydłuży się o kilkanaście kolejnych pozycji, m.in.: gastroskopię, kolonoskopię, spirometrię oraz USG wszystkich narządów.

Nie jest to nowatorski pomysł. Kilka lat temu lekarze rodzinni też mogli kierować pacjentów na wszystkie badania, z tym że obowiązywał podział na badania w ramach POZ, za które sami płacili i na badania wysokospecjalistyczne, kosztochłonne (m.in. tomografia, rezonans, limfoscyntygrafia, przepływy). Wycofano się z niego ze względu na koszty.

- Teraz powraca się do tego rozwiązania, ale i tym razem powstaje pytanie: skąd pieniądze? - wyraża zaniepokojenie Agnieszka Mastalerz-Migas. - Są badania niedrogie, które można jakoś sfinansować z kontraktu, ale są też bardzo kosztowne - dodaje.

- Muszą być dodatkowe środki na badania. Praktyki lekarskie nie mają takich rezerw finansowych, żeby płacić np. za gastroskopie, kolonoskopie, badania enzymatyczne, hormonalne itd. - wylicza Tomasz Tomasik, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

- Czytałem w mediach o funduszu badań kosztochłonnych. Na razie szczegółów nie znamy - w projekcie rozporządzenia nie ma o tym mowy - zaznacza. Nawiązuje do wypowiedzi Krzysztofa Bąka, rzecznika Ministerstwa Zdrowia o tym, że lekarz rodzinny będzie mógł wykorzystać środki z funduszu badań kosztochłonnych wyłącznie wtedy, gdy przeznaczy je na dodatkową diagnostykę i badania. Ma to być jeden z elementów motywacyjnego systemu finansowania lekarzy POZ.

Kwestia zabezpieczenia finansowego budzi też niepokój Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Bożena Janicka, prezes PPOZ, stawia sprawę jasno:

- Musimy wiedzieć z czego minister zamierza sfinansować zakładane cele i kto w systemie zdrowia za nie zapłaci? Mówiąc kolokwialnie, oczekujemy deklaracji, którym chorym minister zabierze te pieniądze. Bo jasne jest, że w ramach obecnej wysokości finansowania na poziomie 10-11% nie można rozszerzyć zakresu diagnostycznego w POZ. Przypomnę, że finansowanie na poziomie europejskim wynosi 20-30%, w związku z czym nakłady na POZ - przy takich założeniach - muszą być podwojone.

Janicka podkreśla, że brak wskazania źródeł finansowania stawia pod znakiem zapytania także wykonanie przez lekarzy rodzinnych zadań określonych w pakiecie onkologicznym.

Rola POZ w pakiecie onkologicznym - kontrowersje
O pakiecie onkologicznym mówi projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Wprowadza m.in. kartę leczenia onkologicznego. Wydawać ją będzie lekarz POZ lub lekarz specjalista. W myśl projektu pacjent, u którego lekarz POZ stwierdził podejrzenie nowotworu złośliwego, ma prawo do diagnostyki onkologicznej bez skierowania, na podstawie karty leczenia onkologicznego.

Lekarze POZ będą mieli ustalony przez NFZ indywidualny wskaźnik skuteczności rozpoznawania nowotworów uprawniający do wydawania karty pacjenta onkologicznego. Jeżeli lekarz POZ nie osiągnie minimalnego wskaźnika, nie będzie mógł wydawać karty do czasu ukończenia dodatkowego szkolenia w zakresie wczesnego rozpoznawania nowotworów.

Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce i prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia zgodni są co do tego, że owo motywowanie do osiągnięcia wskaźnika wykrywalności nie jest najlepszym pomysłem.

- Jeżeli w ten sposób ma motywować się lekarza, żeby prawidłowo rozpoznawał nowotwór, to istnieje groźba, że będzie dążył do rozpoznawania w późnych stadiach, gdy jest ono bardziej prawdopodobne - przewiduje Tomasz Tomasik. - To złe merytorycznie podejście - podkreśla.

Z kolei Janicka podejrzewa, że w tak określonych warunkach lekarz będzie obawiał się wypełnić karty i tym samym przeoczy nowotwór, który - zwłaszcza we wczesnej fazie - może nie dawać żadnych objawów. Zauważa też, że zachowanie czujności onkologicznej przez lekarza wiąże się także z czasem poświęconym na poradę, czego minister nie wziął pod uwagę.

Karta wstrząsem dla pacjenta?
Tomasz Tomasik zwraca też uwagę, że sama nazwa "karta leczenia onkologicznego" jest nie do przyjęcia (już teraz część lekarzy woli określenie "zielona karta" - red.). Tłumaczy, że jej wydanie przez lekarza POZ będzie ogromnym wstrząsem dla pacjenta i jego rodziny. A przecież dostanie ją człowiek, u którego zaledwie podejrzewa się nowotwór - niepokoi się wiceprezes PTMR i wyjaśnia, że większość tych pacjentów nie będzie miała nowotworu.

- Co do onkologii, założenia są jak najbardziej słuszne - są to pacjenci, którzy nie mogą czekać - zaznacza Bożena Janicka. - Aby proponowana przez MZ zmiana systemu była możliwa, potrzebne jest określenie finansowania takiego przyspieszonego trybu diagnostyczno-terapeutycznego.

Naszych rozmówców niepokoi też to, że propozycje Bartosza Arłukowicza umacniają znaczenie medycyny naprawczej, podczas gdy rolą lekarza rodzinnego jest zapobieganie nowotworom i wczesne wykrywanie. - Nadal brak profilaktyki onkologicznej, wręcz obowiązkowej dla walki z nowotworami - alarmuje Janicka, prezes PPOZ.

Po receptę bez badania
Kolejną nowością zapowiedzianą w projekcie nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, jest wprowadzenie od przyszłego roku porady receptowej. To rozwiązanie pozytywnie oceniają zarówno pacjenci (Federacja Pacjentów Polskich), jak i lekarze.

- Porady receptowe tak naprawdę funkcjonują, tylko że to tajemnica poliszynela. Nie przyjęlibyśmy tylu pacjentów, gdybyśmy nie stosowali porad receptowych. Gdy znamy pacjenta, wiemy na co choruje, to wystawiamy receptę bez badania. Gdyby nie to, kolejki byłyby dwukrotnie dłuższe - opowiada Agnieszka Mastalerz-Migas z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Dla pacjentów to korzystna zmiana. Zdarzały się sytuacje, gdy osoba w bardzo złym stanie zdrowia musiała iść do przychodni tylko po to, aby odebrać receptę, bo nie miała prawa upoważnić nikogo do jej odbioru.

Interniści i pediatrzy niemile widziani?
Ze zdecydowaną krytyką środowiska lekarzy rodzinnych spotkała się natomiast propozycja włącznie do systemu POZ internistów i pediatrów, zawarta w projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

- To psuje rynek i niszczy perspektywy rozwoju medycyny rodzinnej. Wciągu kilkunastu lat ta specjalizacja zniknie, umrze śmiercią naturalną - twierdzi Agnieszka Mastalerz-Migas. Wyjaśnia, że młodzi ludzie nie będą wybierać medycyny rodzinnej, gdy nie będzie ona promowana. Wybiorą na przykład internę, po której można pracować wszędzie, podczas gdy po medycynie rodzinnej praca jest tylko w POZ. Dodaje, że teraz co trzeci lekarz w POZ to pediatra.

Kolegium Lekarzy Rodzinnych wskazuje natomiast, że proponowane rozwiązania polegające na włączeniu internistów i pediatrów do POZ stoją w sprzeczności nie tylko z prawem unijnym (dyrektywa Unii Europejskiej 2005/36/WE nakłada w art. 29 obowiązek zapewnienia, by udzielanie świadczeń zdrowotnych przez lekarzy POZ było uzależnione od posiadania specjalistycznych kwalifikacji w dziedzinie medycyny rodzinnej - ang. general medical practice), ale przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem.

"Lekarze szkoleni w szpitalach nie zrealizują prawidłowo szerokiego zakresu zadań lekarzy POZ. Krótkie i teoretyczne kursy nie zastąpią wielomiesięcznego szkolenia w praktykach i nie zapewnią pacjentom pełnego bezpieczeństwa świadczeń" - przestrzega w uchwale Zarząd Główny Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum