Lekarze POZ: prezes NFZ obraził nas publicznie. W ten sam sposób powinien przeprosić

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 17 lipca 2019 05:23

Wypowiedź prezesa NFZ Andrzeja Jacyny, która padła 4 lipca podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Organizacji Ochrony Zdrowia, mocno poruszyła lekarzy POZ. Obecnie nie ukrywają, że najważniejszą kwestią wydaje się utrata zaufania, a bez niego trudno będzie usiąść razem przy stole i wspólnie, jak dotychczas, rozwiązywać problemy podstawowej opieki zdrowotnej.

Lekarze POZ: prezes NFZ obraził nas publicznie. W ten sam sposób powinien przeprosić
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Co powiedział prezes Jacyna? Najbardziej kontrowersyjne fragmenty zacytowała w swoim oświadczeniu prezes PPOZ Bożena Janicka. Czytamy zatem że: "od podstawowej opieki zdrowotnej zaczyna się wszelkie zło”. Szef Funduszu mówił też o możliwości rozważenia obowiązku dyżurowania lekarzy rodzinnych w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej: "Wyłgali się z tego zręcznie, dziś pracują do godziny 18, żądają skrócenia pracy do 16. Po wyborach będzie czas na stoczenie twardej dyskusji z tym towarzystwem”.

Bożena Janicka skierowała do prezesa NFZ pismo domagając się wyjaśnienia tej wypowiedzi. Zareagowała także Federacja Porozumienie Zielonogórskie, kierując list w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego. „Wypowiedzenie takich poglądów na kilka dni przed rozpoczęciem rozmów o nowych wspólnych projektach jest odebrane przez Federację jako świadoma chęć niedopuszczenia do ich pozytywnego finału” - napisał w nim prezes FPZ Jacek Krajewski.

Zdaniem Jerzego Gryglewicza, eksperta Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wypowiedź prezesa NFZ Andrzeja Jacyny była niczym innym jak wyrazem irytacji ze strony uczestników systemu innych niż POZ.

Jak wykorzystać ten potencjał?
- Obecnie mamy duży kryzys. Wskazuje na to m.in. raport NIK, który wręcz mobilizuje rządzących do przedstawienia strategii przyporządkowującej na nowo wszystkim uczestnikom systemu konkretne role i zadania - zaznacza Jerzy Gryglewicz.

Dodaje, że raport NIK ocenia, iż potencjał POZ nie jest wykorzystany, Izba rekomenduje zatem wydzielenie w stawce kapitacyjnej określonej puli środków na badania diagnostyczne. Chodzi o większe zaangażowanie lekarzy rodzinnych w działania profilaktyczne i zwiększenie ich efektywności w ogóle, bowiem obecna sytuacja w nocnej i świątecznej opiece lekarskiej oraz w szpitalnych oddziałach ratunkowych jest zwyczajnie pokłosiem braku efektywności POZ.

- Tymczasem lekarze rodzinni zrzeszeni w różnych organizacjach są przeciwni jakimkolwiek zmianom, co powoduje pewną irytację, nie tylko prezesa Jacyny. Niewydolność POZ dostrzegają także lekarze w szpitalach, zwłaszcza pracujący w SOR-ach - wskazuje ekspert.

- Warto też przypomnieć, że za czasów ministra Radziwiłła nastąpił 25-procentowy wzrost nakładów na POZ, a jednocześnie lekarzom rodzinnym nie tylko nie dodano zadań, ale wręcz przeciwnie, zmniejszono sprawozdawczość monitorowania efektów działalności. Dlatego interpretuję radykalną wypowiedź prezesa NFZ jako podkreślenie konieczności zwiększenia aktywności POZ - ocenia Jerzy Gryglewicz.

- W dyskusji na temat POZ należy jednak różnicować. Najwyższa pora, aby dobre praktyki lekarskie, które mają świetne wyniki i nie obciążają innych uczestników systemu, doczekały się premiowania. W przypadku pozostałych konieczne jest spojrzenie na przyczyny ich nieefektywności. Musi pojawić się element motywacyjny, bo obecnie każda praktyka lekarska otrzymuje taką samą stawkę kapitacyjną - mówi ekspert.

- Biorąc to wszystko pod uwagę można przypuszczać, że radykalne słowa prezesa NFZ, skierowane - moim zdaniem - do organizacji lekarskich, mogą być elementem ostrych negocjacji poprzedzających wdrożenie zmian. Pamiętajmy jednak, że organizacje lekarskie także negocjują ostro - dodaje Jerzy Gryglewicz.

- Jesteśmy zaskoczeni wypowiedzią prezes NFZ, tym bardziej, że rozmowy z nim zawsze toczyły się w merytorycznej atmosferze - mówi nam Marek Twardowski, wiceprezes FPZ.

Prezes przeprosił, ale…
- Skutkiem skargi, jaką złożyliśmy do premiera i ministra zdrowia, są pisemne przeprosiny. Andrzej Jacyna skierował je do trzech osób: prezesa FPZ Jacka Krajewskiego, wiceprezesa FPZ, tj. do mnie oraz do prezes Bożeny Janickiej stojącej na czele PPOZ. Problem polega na tym, że prezes NFZ publicznie obraził wszystkich lekarzy rodzinnych, ale publicznie ich nie przeprosił. My nie czujemy się upoważnieni do upublicznienia jego pisma, skoro zostało skierowane, z imienia i nazwiska, do trzech osób - dodaje Marek Twardowski.

Wyjaśnia, że prezes Jacyna z żalem przyznaje, iż przekroczył w swojej wypowiedzi dobre obyczaje oraz przeprasza za jej formę i treść: „odbiegała ona znacząco od oficjalnego stanowiska NFZ i była wywołana (…) innymi wypowiedziami podczas tego dość burzliwego spotkania”. Prezes NFZ podkreśla również w piśmie, że medycyna rodzinna jest podstawą systemu opieki zdrowotnej i wymaga wzrostu nakładów.

- Pozostaje pytanie - co dalej. Czekają nas przecież kolejne spotkania, rozmowy, sprawy do załatwienia. Aby to wszystko przyniosło efekty, obie strony muszą mieć do siebie zaufanie, a z tym może być obecnie problem - zauważa wiceprezes FPZ.

Podkreśla, że jeśli chodzi o samą POZ, jeszcze kilka lat temu udzielała ok. 140 mln porad rocznie. Obecnie liczba ta urosła do niemal 170 mln, choć ludności w naszym kraju nie przybyło: z pomocy lekarzy rodzinnych w Polsce korzysta ok. 34,8 mln osób. Społeczeństwo się jednak starzeje, a dbałość obywateli o zdrowie rośnie. Dlatego dwadzieścia kilka tysięcy lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pracuje coraz ciężej. Tym trudniej im słuchać z ust prezesa NFZ, że „całe zło się bierze z POZ”.

Co z pomocą nocną i świąteczną?
- Co do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, która zagościła w tej niefortunnej wypowiedzi, jest ona sztucznym tworem, który powstał w ramach reformowania ochrony zdrowia. FPZ nigdy nie ukrywała swojego zdania, że jego utworzenie i przypisanie do POZ jest złym pomysłem, bo podstawowej opiece lekarskiej pracują nie tylko lekarze w coraz mocniej zaawansowanym wieku, ale także coraz mocniej obciążeni pracą - zwraca uwagę Marek Twardowski.

- Świadczy o tym choćby przykład profilaktyki. Wszyscy podkreślają, że w POZ mocno ona kuleje, choć NFZ płaci za badania profilaktyczne 110 zł za jednego pacjenta, co nie jest małą kwotą (wcześniej było to 48 zł). Mimo to bardzo wielu lekarzy takich badań nie wykonuje. Nie z lenistwa ani braku zrozumienia dla wagi tego zakresu, ale z powodu tłumów pacjentów czekających pod drzwiami na przyjęcie. Lekarze rezygnują z pieniędzy, które mogliby zarobić ze względu na brak czasu i nadmierne przeciążenie pracą - wskazuje wiceprezes FPZ.

Przypomina, że jeśli lekarze POZ świadczą opiekę od poniedziałku do piątku, od godz. 8 do 18, oznacza to, że pracują po 50 godzin tygodniowo. Tymczasem w UE lekarz pracujący powyżej 48 godzin powinien podpisać klauzulę opt-out. Jednak zdaniem prezesa NFZ 50 godzin pracy to zbyt mało i należy ustawowo zmusić lekarzy do pracy nocnej.

- W sieci nałożono na szpitale obowiązek prowadzenia nocnej pomocy lekarskiej. Ostrzegaliśmy przed taką regulacją. Wcześniej nocna pomoc była sprawowana w różny sposób w różnych miejscach w kraju: zajmowały się nią szpitale, bywała usytuowana przy Państwowym Ratownictwie Medycznym, podejmowały ją organizacje lekarskie poszukujące lekarzy do dyżurów. Funkcjonowało to nie najgorzej. Gdy w sieci nałożono ten obowiązek na dyrektorów szpitali, mających i bez tego ogromne problemy z kadrami, problem urósł do niebotycznych rozmiarów, a kłopoty z nocną pomocą i SOR-ami tylko się pogłębiły - wskazuje Marek Twardowski.

Powrót do pomocy doraźnej?
- Jak rozwiązać ten problem? Postulujemy od dawna, aby nocna pomoc lekarska przestała nosić taką nazwę i aby nie była umocowana przy POZ. Wróćmy do pomocy doraźnej, która kiedyś nieźle działała. Jeśli zakładamy, że 80-90 proc. potrzeb zdrowotnych obywateli powinna zaspokajać POZ, to zgódźmy się, że musi ona pracować w normalnym trybie, tj. w ciągu dnia. Po godz. 18 nie powinniśmy natomiast oczekiwać leczenia, czy kontynuowania leczenia, bo w jaki sposób można otrzymać fachową pomoc od dyżurującego codziennie innego lekarza? Może on jedynie pomóc doraźnie, tj. tak, aby pacjentowi jego pomoc wystarczyła do rana - ocenia wiceprezes FPZ.

- Pomoc doraźna powinna być także finansowana przez NFZ z osobnej puli, nie z budżetu POZ ani szpitali. Powinien móc w niej pracować każdy lekarz posiadający prawo wykonywania zawodu i chętny do tej pracy - dodaje.

Andrzej Sośnierz, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia także nie ukrywa, że problem z nocną i świąteczną opieką lekarską wymaga rozwiązania.

- Prawdę mówiąc żaden pomysł na ten zakres nie sprawdził się dobrze i pozostaje tylko pytanie, czy mamy w zanadrzu propozycje kolejnych rozwiązań - mówi poseł PiS.

- Zakładana wcześniej 24-godzinna dostępność lekarza POZ nie była fizycznie możliwa, zaczęły zatem powstawać spółki lekarskie wymieniające się w pełnieniu nocnych dyżurów. Być może nie było to takie złe, a nawet lepsze niż obecna sytuacja, gdy nocna i świąteczna opieka trafiła do szpitali. Obecny system mocno kuleje, a prezes NFZ nie powiedział nic innego ponad to, że bez zmian się nie obejdzie - uważa Andrzej Sośnierz.

- Można oczywiście przekonywać, że prezes Jacyna mógł użyć innych słów, ale jeśli chodzi o meritum, powiedział tylko prawdę - ocenia.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum