Lekarz miał 6,5 minuty na pacjenta w przychodni. Doniósł sam na siebie

Autor: oprac. JKB • Źródło: Interia, Rynek Zdrowia27 czerwca 2022 16:35

Lekarz chirurgii naczyniowej z Zamościa wyliczył, że niektóre wizyty pacjentów w szpitalnej przychodni trwały zaledwie 6,5 minuty. Zdaniem lekarza to naruszenie praw pacjenta, dlatego też doniósł na siebie do szpitalnego rzecznika pacjenta.

Lekarz miał 6,5 minuty na pacjenta w przychodni. Doniósł sam na siebie
Lekarz miał tylko 6 minut na wizytę. Fot. AdobeStock
  • Chirurg naczyniowy z Zamościa Maciej Jedliński w rozmowie z Interią podkreślił, że doniósł na siebie do szpitalnego rzecznika pacjenta, ponieważ ze względu na liczbę pacjentów niektóre wizyty trwały jedynie 6,5 minuty
  • Jak wskazał lekarz, za poprzedniej dyrekcji szpitala liczba pacjentów zaczęła znacznie wzrastać, a w niektórych sytuacjach na tę samą godzinę zapisano nawet kilku pacjentów
  • - Zwracanie uwagi paniom rejestrującym oraz osobie prowadzącej poradnię nie przynosiło efektów. Tak samo zgłaszanie problemu dyrekcji – wyjaśnił Interii lekarz

Lekarz miał 6,5 minuty na pacjenta w przychodni. Doniósł sam na siebie

Maciej Jedliński, chirurg naczyniowy, pracuje od 2008 roku w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Wojewódzkim im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu. Jak wskazuje portal Interia, lekarz przyjmuje również pacjentów w szpitalnej przychodni.

Chirurg w rozmowie z Interią podkreślił, że już za czasów poprzedniej dyrekcji szpitala liczba pacjentów zapisywanych do poradni zaczęła wzrastać. To sprawiło, że z 15 minut zrobiło się 10 minut dla pacjenta, a ostatecznie 6,5 minuty na osobę. Zdarzały się sytuacje, gdy kilku pacjentów było zapisanych na tę samą godzinę.

- Pragnę podkreślić, że w sześć i pół minuty muszę zebrać wywiad, wykonać badanie, zlecić badania dodatkowe, wypisać receptę, a także zmienić opatrunek, opracować ranę, zdjąć szwy po operacji i jeszcze często samodzielnie wykonać USG. Trudno jest to wszystko zrobić w tak krótkim czasie – wyjaśnił w rozmowie z Interią.

Lekarz zdecydował się na zgłoszenie sprawy szpitalnemu rzecznikowi pacjenta, co określił mianem "krzyku rozpaczy" – pacjent oczekuje wiele miesięcy na wizytę, a jego czas u lekarza wynosi zaledwie kilka minut. Choć rzecznik zajął się niezwłocznie wskazaną sprawą, problem nie został w pełni wyjaśniony.

Za dużo pacjentów uprzywilejowanych bez kolejki

Interia zapytała resort zdrowia o czas na zbadanie pacjenta – w odpowiedzi wskazano, że to lekarz kieruje procesem leczenia oraz odpowiada za prawidłowy jego przebieg. Z kolei jak wynika z pisma od zamojskiej placówki "w związku z dużą liczbą pacjentów terminy rezerwacji do niektórych poradni są bardzo odległe".

Ze względu na dużą liczbę pacjentów uprzywilejowanych "czas oczekiwania na poradę ulega wydłużeniu". "Wychodząc naprzeciw potrzebom pacjentów, szpital pracuje nad wdrożeniem nowej organizacji przyjęć" – podaje Interia za pismem od szpitala. Placówka nie odniosła się do kwestii czasu poświęcanego pacjentom przez lekarza.

Zdaniem chirurga problem jest systemowy.

- Ja badając pacjenta biorę za niego odpowiedzialność. Jeśli mam naciski, żeby pracować na ilość, to bardzo łatwo o błąd. Można coś pominąć, a wtedy finał będzie tragiczny nie tylko dla pacjenta, ale i dla lekarza. To bardzo niekomfortowa sytuacja. Nie ma co się dziwić, że pacjenci uciekają do prywatnych gabinetów – podsumował chirurg w rozmowie z Interią.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum