RR/Rynek Zdrowia | 16-10-2017 05:49

Leczenie Polaków za granicą: tak blisko, ale nadal bardzo daleko

NIK rekomenduje ministrowi zdrowia uproszczenie procedur administracyjnych, które do tej pory skutecznie utrudniają pacjentom podjęcie leczenia poza krajem. Poprzedni rząd zrobił wiele, żeby zablokować Polakom dostęp do placówek medycznych w krajach UE. Jak postąpi obecny?

- Ustalenia kontroli wskazują, że główną barierą była konieczność samodzielnego sfinansowania zabiegów przez pacjentów, którym następnie NFZ refundował koszty. Ponadto w części świadczeń wprowadzono ograniczenie polegające na uzyskaniu zgody dyrektora oddziału NFZ na leczenie za granicą - prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski wyliczał przeszkody, jakie musi pokonać polski pacjent, żeby skorzystać z wprowadzonej 25 października 2013 r. w UE transgranicznej opieki zdrowotnej (w innych krajach takich blokad nie ma).

W Polsce doprowadziły one do tego, że z miliarda zł zarezerwowanych na transgraniczną opiekę zdrowotną NFZ w latach 2014-2016 wydał jedynie 26 mln zł.

Wprowadzenie dyrektywy transgranicznej
nie zwiększyło znacząco dostępności do świadczeń zdrowotnych. Średni czas oczekiwania na zabieg w kraju, np. w przypadku zaćmy czy chorób stawów nawet się wydłużył. Działo się tak mimo zwiększających się nakładów na ten cel w kraju - ocenił Kwiatkowski.

Z danych NIK wynika, że do NFZ od 2014 do 2017 r. wpłynęło 17 090 wniosków o zwrot kosztów za leczenie za granicą; 91 proc. z nich dotyczyło zaćmy, na usunięcie której nie trzeba prosić dyrektora oddziału NFZ o zezwolenie. Chorzy najczęściej jeżdżą na zabiegi do Czech, gdzie koszty są podobne jak u nas. Z tej możliwości najchętniej korzystają mieszkańcy dolnośląskiego, opolskiego i śląskiego.

Jak mówiła jakiś czas temu Rynkowi Zdrowia dr hab. Katarzyna Michalska-Małecka z Kliniki Okulistyki Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach, rocznie w Polsce wystawia się ok. 265 tysięcy nowych skierowań na operację usunięcia zaćmy. Tymczasem w ciągu roku wykonuje się 242 tys. takich zabiegów.

- Ten deficyt rośnie więc z każdym rokiem i będzie się pogłębiał - ze względu na starzejące się społeczeństwo osób z zaćmą przybywa - podkreślała. Wskazywała także na potrzebę weryfikacji kolejek, gdyż nierzadko wśród oczekujących są osoby, które jeszcze nie kwalifikują się do przeprowadzenia zabiegu.

Można to różnie ocenić, również tak, że zdeterminowani chorzy zmuszeni do szukania najróżniejszych sposobów, by jak najszybciej dostać się do okulisty i nie czekać latami na zabieg, mogą liczyć na zrozumienie ze strony swoich lekarzy.

Rynek znalazł sposób
Część pacjentów bierze nawet pożyczki na zagraniczne leczenie, firmy finansowe stworzyły dla nich specjalną ofertę. Poza tym niektóre zagraniczne placówki - mając świadomość tego, w jak dramatycznej sytuacji są polscy pacjenci - wzięły na siebie obowiązek rozliczania się z NFZ i nie wymagają wyłożenia pieniędzy przed zabiegiem. Tak jest np. w jednej z klinik dentystycznych z Ostrawy, która leczy wyłącznie niepełnosprawnych Polaków.

Z pomocy czeskich dentystów skorzystało dotąd 19 placówek opiekuńczych oraz 11 Zakładów Pracy Chronionej.

- Zdarzają się przypadki, kiedy leczeniem obejmujemy wszystkich podopiecznych jednego domu pomocy społecznej. To spore grupy, liczące od 20 do 60 osób, które przyjmowane są turami przez kilka dni. Spore grono stanowią osoby, które w Polsce nie znalazły pomocy np. ze względu na długą kolejkę do dentysty czy brak gabinetu z narkozą - opowiada lekarz stomatologii Piotr Borowski z kliniki w Ostrawie.

Klinika przejęła wstępne finansowanie leczenia niepełnosprawnych pacjentów i formalności związane z rozliczaniem się z NFZ.

- Zauważyliśmy, że konieczność wyłożenia pieniędzy to dla wielu rodzin osób niepełnosprawnych spora przeszkoda. Wstępne finansowanie rozwiązało ten problem. Pacjenci nie tylko nie muszą martwić się pieniędzmi, ale także formalnościami związanymi z refundacją - wyjaśnia Piotr Borowski.

Na jednodniowe leczenie, takie jak leczenie zębów osobom niepełnosprawnym czy zabiegi usuwania zaćmy, nie trzeba zgody NFZ. Dzięki tej furtce w biurokratycznych przepisach mógł zareagować rynek i wyjść z odpowiednią ofertą. Ale to wyjątkowe sytuacje. Zasada jest taka, żeby jak najmniej naszych obywateli decydowało się na leczenie w innych krajach UE.

Zablokował transfer pieniędzy i chorych
- Chodzi nam generalnie o to, żeby jednak budować bezpieczeństwo pacjentów w Polsce i nie transferować pieniędzy za granice - przyznał w lutym 2014 r. ówczesny wiceminister zdrowia, ekonomista Sławomir Neumann. 7 maja 2014 r. na posiedzeniu Komisji Zdrowia (dotyczyło pierwszego czytania rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej) oświadczył wprost, że rząd nigdy nie był jej entuzjastą.

- Staramy się wykorzystać wszystkie możliwości zawarte w tej dyrektywie, które dadzą maksymalną ochronę finansów NFZ, ponieważ w naszej ocenie brak takich zabezpieczeń spowodowałby duże zagrożenie dla finansów NFZ i wielki wypływ środków za granicę - roztaczał przed posłami katastroficzną wizję.

Rząd PO-PSL nie ukrywał, że negatywnie odnosi się do dyrektywy. Traktował ją jak dopust boży. Jak postąpi z wnioskami NIK rząd PiS?

Może kontynuować politykę poprzedników opartą na zasadzie psa ogrodnika - sami nie jesteśmy w stanie skrócić kolejek, ale i tak nie pozwolimy innym zarobić na polskich pacjentach. Może też odciąć się od nich i uznać, że dyrektywa transgraniczna to także sposób na skrócenie kolejek w sytuacji, gdy zapotrzebowanie na niektóre procedury nie będzie mniejsze, bo społeczeństwo się starzeje.

Co zrobi minister?
Minister Konstanty Radziwiłł ma duże pole manewru. Możliwości finansowe państwa są większe niż kilka lat temu, a co istotne politycznie - skrócenie kolejek do lekarza to jedna ze sztandarowych zapowiedzi wyborczych PiS.

- W ciągu najbliższego roku wzrost wydatków na służbę zdrowia będzie taki, jakiego nie było przez 28 lat - blisko 6 mld zł - podkreślał 10 października w Sejmie wicepremier Mateusz Morawiecki, przedstawiając podstawowe założenia budżetowe na 2018 r. - W ciągu dwóch lat będzie to wzrost o 10 mld zł. Nigdy nie było takiego wzrostu - nie krył satysfakcji.

Powiedział, że z uwagi na bardzo dobrą sytuację budżetu rząd zdecydował się zwiększyć w tym roku wydatki na służbę zdrowia powyżej 3 mld zł względem pierwotnych założeń. Pieniądze trafią m.in. na sprzęt medyczny, na skrócenie kolejek, endoprotezy, leczenie zaćm, onkologię, chirurgię. Na koniec dodał: - Ten budżet jest budżetem dla ludzi.

Gdyby minister Radziwiłł uznał, że obowiązująca od 4 lat dyrektywa transgraniczna nie jest zagrożeniem, a szansą dla pacjentów i polskiego systemu ochrony zdrowia, to rekomendacje NIK leżą na stole.

Izba zaleca m.in. uproszczenie procedury rozpatrywania wniosków o zwrot kosztów opieki zdrowotnej uzyskanej w innym niż RP kraju członkowskim UE i uproszczenie dokonywania zwrotów pieniędzy.

Rekomenduje też rezygnację z wydawania decyzji administracyjnych w sprawie zwrotu kosztów - w przypadku, gdy świadczeniobiorca przedłożył wszystkie wymagane dokumenty a uprawnienie do otrzymania zwrotu jest bezsporne.

NIK zaleca ponadto wdrożenie mechanizmów zapewniających osobom, które skorzystały z opieki zdrowotnej poza granicami kraju i wymagają dalszej obserwacji medycznej, dostępu do obserwacji, jaka byłaby zapewniona w przypadku skorzystania z opieki zdrowotnej w Polsce.

Czytaj: NIK do MZ ws. uproszczenia procedur zwrotu kosztów opieki zdrowotnej w UE