Pielęgniarki oburzone podwyżkami dla polityków. Ptok: "Może chcą nas upodlić"

Autor: Justyna Przybytek-Pawlik • Źródło: Rynek Zdrowia03 sierpnia 2021 14:00

Podwyżki dla polityków? Krystyna Ptok w ostrych słowach o rozporządzeniu prezydenta w tej sprawie: - To kropla, która przelała czarę goryczy. Przewodnicząca OZZPiP przypomina, że dla postulatów płacowych pielęgniarek politycy PiS nie mieli zrozumienia.

Przewodnicząca OZZPiP Krystyna Ptok podczas konferencji prasowej zawodów medycznych / Fot. PAP/Marcin Obara
  • Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w mocnych słowach komentuje planowane podwyżki dla polityków
  • Jak twierdzi podpisane przez prezydenta rozporządzenie, to kropla, która przelała czarę goryczy. Przypomina, że dla postulatów płacowych pielęgniarek politycy PiS nie mieli zrozumienia
  • Pielęgniarki o wyższe wynagrodzenia walczyły w czerwcu. Nie udało się, politycy partii rządzącej odrzucili poprawki do ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, za którymi lobbował m.in. OZZPiP

Przypomnijmy: w piątek, 30 lipca w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie prezydenta w sprawie podwyżek m.in. dla premiera, marszałków Sejmu i Senatu i innych osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie, w tym wiceministrów. Efektem zmian będą również podwyżki dla posłów i senatorów, bo ich uposażenie stanowi 80 proc. wysokości wynagrodzenia podsekretarza stanu.

Zmiany oznaczają, że premier i marszałkowie będą zarabiać ponad 20 tys. zł miesięcznie, a posłowie i senatorowie zamiast 8016,07 zł, dostaną około 12,5 tys. zł.

Podwyżki dla polityków w mocnych słowach w rozmowie z Rynkiem Zdrowia skomentowała Krystyna Ptok, , przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Krystyna Ptok o podwyżkach dla polityków: "Kropla, która przelała czarę goryczy"

W zasadzie od 1 lipca, czyli od momentu wejścia w życie ustawy o minimalnych wynagrodzeniach medyków, pielęgniarki alarmują o nieprawidłowościach w zarobkach. Z jednej strony zwracają uwagę, że nowe pensje nijak się mają do ich doświadczenia, z drugiej wskazują, że dyrektorzy niektórych placówek, by zaoszczędzić, nie uznają ich kwalifikacji. Nadal odbiera pani takie sygnały?

Krystyna Ptok: Oczywiście, że tak. Dlatego też już od początku (przed przyjęciem ustawy o minimalnych wynagrodzeniach przez Sejm – przyp. Red.) alarmowaliśmy, chodziliśmy do posłów, chodziliśmy do senatorów i po to była próba, którą podjęliśmy - zmiany załącznika do ustawy. Prawie się udało, bo zabrakło głosów trzech posłów. Niestety. To nie było idealne rozwiązanie, ale dawałoby zupełnie  inny start wchodzącym do zawodu pielęgniarkom i w innej pozycji stawiałoby osoby, które w tym zawodzie są już od lat.

Czytaj więcej: Skandal z zarobkami pielęgniarek. Żeby zaoszczędzić "dyrektorzy nie uznają im kwalifikacji"

 Będzie ogromny protest pracowników ochrony zdrowia. Komitet Protestacyjno-Strajkowy podał datę

Nie udało się. Tymczasem w ostatnich dniach tematem numer jeden są nie pensje pielęgniarek, a polityków. Jak pani ocenia rozporządzenie o podwyżkach?

Krystyna Ptok: Rozporządzenie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej to kropla, która przelała czarę goryczy. Uważam, że osoby w państwie powinny zarabiać godnie, ale jak słyszę dziś w telewizji przedstawiciela rządu, który mówi, że pracownicy ministerstw w Polsce nie zarabiają tak jak ministrowie w  Europie, to powiem tak: pracownicy ochrony zdrowia w ogóle nie mają się czym równać, bo na pewno nie z poziomem wynagrodzeń kolegów i koleżanek za granicą.

Do polskiego rządu nie dociera, że kształcimy medyków za pieniądze polskich podatników w zasadzie tylko po to, żeby znajdywali sobie lepszą i lepiej płatną pracę za granicą.

Czy ktoś liczy na co idą jego pieniądze? Wygląda na to, że nie, że jesteśmy fundatorami kadry medycznej dla Zachodu. Nie potrafimy tej kadrze zapłacić tyle, żeby zainteresować ludzi zawodami medycznymi (mówię tu o wszystkich zawodach medycznych, bo we wszystkich mamy problemem), więc wypełniają luki kadrowe za granicą.

Z drugiej strony może chodzi o to, żeby nas tak upodlić, żeby rękami medyków – przez małe zainteresowanie zawodami medycznymi – pozamykać wszystkie szpitale i mówić, że to przez brak kadry. Jeśli politycy powiedzieliby oficjalnie, że Polacy mają się leczyć za swoje pieniądze, gdyby dać prosty komunikat: my finansować leczenia nie będziemy, to słupki procentowe przestałyby się zgadzać. Lepiej to zrobić tak: nie ma kadry, więc wygaszamy szpitale. Pytanie tylko, czemu tej kadry nie ma...

Czytaj również:  Ptok o nowych wynagrodzeniach pielęgniarek: "Nie podpisujcie porozumień"

Dramat pacjentów. 13 oddziałów szpitalnych w woj. śląskim zawieszonych. W kolejce jeszcze sześć

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum