Kostas Deligiannis: Potrzebujemy otwartości na zmiany w opiece zdrowotnej

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia16 grudnia 2021 11:26

W Polsce widzę administrację, która chce wprowadzać zmiany w organizacji świadczenia opieki zdrowotnej. Urzędnicy są bardziej skłonni do przyznania, że coś nie działa. To bardzo duża zaleta Wschodniej Europy w porównaniu z jej zachodnią częścią - mówi Rynkowi Zdrowia Kostas Deligiannis, General Manager na Europę Wschodnią, GE Healthcare.

"Największą lukę zawsze stanowiła POZ" Kostas Deligiannis. Fot. archiwum

Z Kostasem Deligiannisem, General Managerem na Europę Wschodnią, GE Healthcare rozmawiamy o trendach zmian w organizacji opieki zdrowotnej

Rynek Zdrowia: - Europa Wschodnia to region, który wg ujęcia GE obejmuje prawie 20 rynków ochrony zdrowia, w tym tzw. rynki wschodzące. W jakim stopniu są one zróżnicowane, a w jakim podobne w zakresie zarządzania procesem opieki zdrowotnej?

Kostas Deligiannis: - Rynki, o których rozmawiamy są bardzo zróżnicowane pod wieloma względami. Mamy kraje takie, jak Grecja, funkcjonujące podobnie do tych zachodnioeuropejskich, w kontekście gospodarczym, społecznym, a także biorąc pod uwagę strukturę opieki zdrowotnej. Dotyczy to również prywatnych systemów ubezpieczeniowych, które bardzo rozwinęły się w Grecji, tak jak ma to miejsce w Europie Zachodniej.

Z drugiej strony są kraje, takie jak Albania, Macedonia Północna czy Kosowo, które są historycznie bardzo różne. Istnieją tam więc ogromne potrzeby w infrastrukturze zdrowia publicznego, w tym w kwestii zasobów kadrowych – lekarzy, pielęgniarek, ale również szkolenia personelu medycznego.

Mamy też rynki, jak Polska czy Czechy, które w przypadku opieki medycznej bardzo szybko zmierzają do przekształcenia się w podobne struktury, jak te występujące w Europie Zachodniej. Mogą się one pochwalić najnowocześniejszymi placówkami, gdzie opieka zdrowotna rozwija się bardzo szybko, a także uniwersytetami medycznymi o bardzo silnej pozycji, które mogą przyciągać studentów także z krajów zachodnich.

Krótko mówiąc, w Europie Wschodniej występują rynki o różnej dynamice rozwoju w zakresie infrastruktury opieki zdrowotnej. Za najlepszy przykład może posłużyć tutaj prywatna opieka zdrowotna. Na przykład w Rumunii, kraju o rozwijającej się gospodarce, prywatne ubezpieczenia zdrowotne są wciąż w fazie bardzo początkowej. Pomimo tego, Rumunia jest pozytywnym przykładem współpracy publicznej opieki zdrowotnej z sektorem prywatnym, podobnie jak Polska, natomiast Grecja odwrotnie. Tam taka współpraca jest prawie niemożliwa. Na poziomie Europy te różnice są naprawdę widoczne.

To, co łączy wszystkie kraje europejskie to braki w infrastrukturze opieki zdrowotnej i potrzeby w zakresie szkolenia pracowników służby zdrowia – to ich wspólny mianownik. Inną cechą wspólną (za wyjątkiem Grecji) jest chęć doskonalenia systemu, robienia rzeczy lepiej, inaczej niż w przeszłości.

W Rumunii, na Węgrzech i w Polsce widzę administrację, która jest bardziej chętna do wprowadzania istotnych zmian w organizacji świadczenia opieki zdrowotnej. Urzędnicy są bardziej skłonni do przyznania, że coś nie działa. To bardzo duża zaleta Wschodniej Europy w porównaniu z jej zachodnią częścią, ponieważ oznacza to, że kraje podejmują ryzyko, aby wprowadzić lepsze rozwiązania. Nie stoją w miejscu i są w stanie dokonać dużych zmian.

Z mojego doświadczenia wiem też, że administracja jest przychylna nowym rozwiązaniom. Widzieliśmy wiele delegacji rządowych podróżujących za granicę, aby zobaczyć nowe przykłady placówek opieki zdrowotnej, innowacyjnych systemów. Europa Wschodnia ma apetyt na poprawę sytuacji w opiece zdrowotnej, na bycie lepszą, na zmiany.

- Systemy opieki zdrowotnej, w tym te na wschodzących rynkach europejskich, opierają się na koordynacji i kompleksowości opieki nad pacjentem. Podczas tegorocznej konferencji The Future of Emerging Europe Summit w Brukseli mówił Pan o potrzebie integracji publicznego i prywatnego sektora opieki zdrowotnej. Czego nauczył nas Covid-19 w tym zakresie?

- Najważniejszą lekcją, jaką wyciągnęliśmy z kryzysu pandemicznego, jest to, że współpraca publicznego i prywatnego sektora opieki zdrowotnej jest możliwa. Być może teraz wydaje się to oczywiste, ale wcześniej tak nie było. Rzekłbym nawet, że większość interesariuszy z sektora opieki zdrowotnej w każdym kraju była przeciwna takiemu rozwiązaniu, po prostu nie wierzyła w taką możliwość. Kryzys udowodnił, że można to zrobić, ale wymaga to wielu kompromisów z obydwu stron.

Sektor publiczny musi przyznać, że nie jest w stanie zupełnie samodzielnie funkcjonować. Nie ma możliwości sprostania zadaniom, jakie należy zrealizować, aby zaspokoić wszystkie potrzeby pacjenta. Natomiast sektor prywatny musi przyznać, że w niektórych sytuacjach trzeba postawić zysk na drugim miejscu i współpracować z sektorem publicznym na rzecz wspólnego dobra.

Ostatnie sytuacje kryzysowe udowodniły, że współpraca sektora prywatnego i publicznego może być wykonana dobrze i z korzyścią dla społeczeństwa. Brakuje jednak nadal jej długofalowego, strategicznego planowania. Obecnie współpraca odbywała się pod presją okoliczności. Nie była planowana, była zaś rezultatem istniejącego kryzysu. Teraz musimy przyjrzeć się temu, w jaki sposób kraje mogą zaplanować taką współpracę, jak mogą wykorzystać tę lekcję i połączyć możliwości dwóch filarów systemu opieki zdrowotnej.

- Podczas The Future of Emerging Europe Summit podkreślał Pan też kluczowe znaczenie podstawowej opieki zdrowotnej w systemie ochrony zdrowia…

- Tak, ponieważ dobrze zorganizowana opieka zdrowotna jest niezbędna i uważam, że pandemia Covid-19 nam to uświadomiła, a jednocześnie ukazała słabości systemów opieki zdrowotnej. Fundusze, strategiczne myślenie i rozwój zostały skierowane w stronę szpitali, a nie podstawowej opieki zdrowotnej.

Weźmy pod uwagę dwa przykłady sytuacji: z początku pandemii i obecną. W początkowych etapach pandemii podstawowa opieka zdrowotna nie była w stanie wyselekcjonować pacjentów na poziomie lokalnym i wysłać do szpitali tylko tych pacjentów z Covid-19, którzy naprawdę potrzebowali hospitalizacji. To mogłoby wtedy pomóc utrzymać działanie systemu, który niestety wkrótce się załamał.

Natomiast teraz widzimy inną lukę. Jest to niski poziom wyszczepień, wynikający z tego, że ludzie nie rozumieją, dlaczego powinni się szczepić lub z różnych, często nieracjonalnych powodów, są przeciwni szczepieniom. Dzieje się tak, ponieważ panuje dezinformacja. Gdyby podstawowa opieka zdrowotna działała sprawnie i istniałaby bliższa relacja lekarza z pacjentem w ramach lokalnej społeczności, to łatwiej byłoby przekazać wiadomość o konieczności szczepień pacjentom, którzy mają zaufanie do swojego lekarza.

Niezależnie od tego, z której strony spojrzymy na kryzys pandemii, największą lukę zawsze stanowiła podstawowa opieka zdrowotna. Przestarzałe schematy i sieci tam występujące sprawiły, że ludzie nie ufają takim placówkom. A POZ powinna nie tylko być dostępna i funkcjonować, ale także pozostawać wiarygodną w oczach pacjenta.

Ludzie powinni mieć zaufanie do POZ, zamiast od razu udawać się na oddział ratunkowy dużego szpitala czy do specjalistów. Tak więc ważna jest reputacja i tworzenie sieci kontaktów, dbanie o relacje lekarzy i pielęgniarek podstawowej opieki zdrowotnej z pacjentami, także na poziomie osobistym. Mam na myśli sytuacje, gdzie pacjent zna swojego lekarza, a lekarz zna historię chorób przez jakie przechodził pacjent.

- Rozmawiamy o kierunkach potrzebnych zmian w systemach ochrony zdrowia. Te dotyczące poprawy organizacji opieki nad pacjentem i skuteczności leczenia są wprowadzane m.in. w onkologii, dzięki osiągnięciom technik mammograficznych. Jak zmiany w technologiach diagnostyki obrazowej poszerzające możliwości wczesnego wykrywania chorób mogą wpłynąć na sytuację chorych onkologicznych np. w raku piersi?

- Dla GE Healthcare onkologia i wczesna diagnostyka to kluczowe obszary działania już od kilkudziesięciu lat. Na całym świecie jesteśmy uznawani za firmę wiodącą w dziedzinie mammografii. Wiele technologii, które pojawiły się w tym obszarze zostały jako pierwsze wprowadzone na rynek właśnie przez GE i diametralnie zmieniły jej oblicze. Przykładem jest chociażby mammografia spektralna, która realnie dała nam możliwość użycia różnych środków kontrastowych, w celu zdiagnozowania zmian nowotworowych na bardzo wczesnym etapie.

Wierzę również, że PET/CT była rewolucją. GE Healthcare jest uważane za lidera, który opracował PET/CT w latach 90-tych, pionierską technologię pozwalającą na obserwację anomalii onkologicznych, guzów i przerzutów już na bardzo wczesnym etapie ich rozwoju. PET/CT, czyli pozytonowa tomografia emisyjna połączona z komputerową, to jedno z najnowszych narzędzi diagnostycznych. Te dwie szczegółowe metody dają razem bardzo dużą precyzję, często nieosiągalną przy pomocy tradycyjnych technik obrazowania – rozpoznawalność nowotworów sięga około 90 proc. badanych przypadków. Metoda PET/CT znalazła szerokie zastosowanie właśnie przede wszystkim w onkologii.

Jeśli chodzi o raka piersi, to ważna jest nie tylko technologia, ale również koncepcja, stojąca za tym, w jaki sposób tę technologię wykorzystujemy. Nowotwór piersi jest jedną z najbardziej uleczalnych form raka, pod warunkiem, że diagnoza zostanie postawiona we wczesnym stadium. Wówczas rokowania są na ogół dobre.

Metody diagnostyczne stosowane w wykrywaniu raka piersi są bardzo różne. Mamy rezonans magnetyczny, USG, mammografię i rzadko kiedy wszystkie te urządzenia są dostępne w tej samej lokalizacji. Pacjenci muszą więc poddawać się różnym badaniom, w różnych terminach i miejscach, a następnie czekać na wszystkie wyniki, aby uzyskać pełny obraz swojego stanu zdrowia. Jest to dla nich niekorzystne z psychologicznego punktu widzenia. Oznacza to dla pacjenta frustrację i strach.

Dlatego, jednym z projektów, jaki zapoczątkowaliśmy jest tzw. "jednodniowa klinika piersi", gdzie wszystkie technologie związane z diagnostyką chorób piersi dostępne są w jednym miejscu, a pacjenci mogą poddać się potrzebnym badaniom jednego dnia i tego samego dnia wieczorem otrzymać wyniki pokazujące, jaka jest sytuacja, i co należy zrobić. Razem z oceną stanu zdrowia wskazywane są im kolejne kroki, które trzeba podjąć. I nie chodzi tu tylko o zapewnienie precyzyjnej opieki zdrowotnej, lecz także o świadczenie jej z szacunkiem wobec pacjenta.

- Jakie rozwiązania informatyczne dostępne dziś w szpitalach wskazałby Pan jako przykłady udanych działań, które przyniosły pozytywne zmiany w organizacji leczenia pacjentów? Jak działają np. Command Centers?

- Jednym z najbardziej palących problemów w funkcjonowaniu szpitali jest dziś ich wydajność i przepustowość, zwłaszcza w warunkach pandemii. Nie ma wystarczającej liczby łóżek lub nie są one wykorzystywane we właściwy sposób. Cyfryzacja może okazać się w tym przypadku pomocna i usprawnić działanie szpitala tak, aby pracował bardziej wydajnie.

Jednym z dobrych przykładów jest wspomniane Command Center. Wykorzystuje ono zalety zastosowania nowoczesnych narzędzi decyzyjnych, które monitorują pracę szpitala na wszystkich poziomach, jak np. obłożenie łóżek szpitalnych (ile zajętych, a ile wolnych) czy dostępność sal operacyjnych. Dzięki odpowiednim technologiom, specjaliści mogą także sprawniej ułożyć grafik pracy personelu. Pozwala to prognozować wystąpienie problemów i wdrożyć działania proaktywne, przy jednoczesnym najlepszym wykorzystaniu zasobów szpitala, w celu osiągnięcia jego maksymalnej wydajności.

- Gdzie Pana zdaniem można spodziewać się w niedalekiej przyszłości największych zmian w opiece zdrowotnej?

- Opieka zdrowotna przyszłości nie będzie zależała od szpitali. Szpitale będą ostatnim etapem układanki. Z wielu powodów opieka zdrowotna będzie się przenosić bliżej miejsc zamieszkania potencjalnych pacjentów. Technologie, które są stale rozwijane, w tym zdalne czujniki, zdalne monitorowanie, telediagnostyka tylko w tym pomogą. Nie będzie więc potrzeby wychodzenia z domu do lekarza, chyba że będzie to coś ważnego. Wtedy pacjent pójdzie do swojego POZ, by rozwiązać problem.

Oznacza to także, że potrzeba hospitalizacji będzie znacznie mniejsza. Myślę, iż będzie ona konieczna jedynie w przypadku operacji, w sytuacjach nagłego poważnego zagrożenia zdrowia, kiedy trzeba będzie podjąć drastyczne działania.

Może brzmi to bardzo prosto, ale w rzeczywistości jest bardzo trudne do wykonania. Oznacza to m.in. znaczną zmianę w modelu świadczenia opieki zdrowotnej, jak również ustanowienie efektywnej sieci POZ. Kolejną bardzo ważną kwestią jest dokonanie głębokich zmian w mentalności pacjentów. Musimy przenieść jak największą część opieki zdrowotnej poza szpitale.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum