JJ/Rynek Zdrowia | 04-08-2020 06:01

Korpus koronerów? Pandemia jeszcze mocnej uświadomiła co oznacza jego brak

Od wielu lat lekarze domagają się systemowego uregulowania kwestii związanych ze stwierdzaniem, dokumentowaniem i rejestracją zgonów. Obowiązujące przepisy, z wyjątkiem tych dotyczących COVID-19, mają już ponad 60 lat. Zawarte są w ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych z 1959 r, która nie przystaje do obecnych realiów. I nic nie wskazuje na to, aby sytuacja w najbliższym czasie uległa zmianie.

Wszystkie problemy miała rozwiązać nowa ustawa Fot. Shutterstock

Jeszcze w styczniu wydawało się, że po opublikowaniu w listopadzie 2019 r. projektu ustawy dotyczącej tego zakresu i skierowaniu go do konsultacji międzyresortowych i społecznych, po uwzględnieniu wielu zgłoszonych uwag, m.in. Naczelnej Rady Lekarskiej, Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie i Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia - jest szansa na to, że - jak zaplanowano - ustawa wejdzie w życie od stycznia 2021 r.

Lokalne samorządy wielokrotnie, podobnie jak lekarze, apelowały o systemowe rozwiązania w tym zakresie, z powodu ich braku często dochodziło bowiem do dramatów w rodzinach dotkniętych śmiercią swoich bliskich.

Niektóre samorządy na własną rękę zaczęły powoływać osoby pełniące funkcję koronerów, zapewniając na ten cel kwoty w swoich budżetach. To jednak wiązało się z ryzykiem naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Tak stało się np. w powiecie grodziskim, gdzie RIO wszczęła postępowania w tej sprawie. O zawiłościach finansowania koronerów przez samorządy lokalne pisał w styczniu br. portal prawo.pl w materiale: pt.” Luka w prawie - rozliczenie usług koronera z problemami”.

Wszystkie te problemy miała rozwiązać nowa ustawa. Nadzieje z nią związane spełzły jednakże na niczym, bo już w listopadzie ub.r. zaprzestano prac nad tym dokumentem. Czy przyczyną była ostra krytyka proponowanych w nim rozwiązań?

Projekt "utknął" na dobre
„Projekt ustawy o stwierdzaniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów nie rozwiązuje żadnego z istniejących problemów obecnego systemu w tej kwestii, w dodatku generuje nowe problemy. Powinien zostać odrzucony w całości, a prace nad nim należy zacząć od początku” - tak oceniło projektowane regulacje Porozumienie Zielonogórskie.

Jak z kolei stwierdza Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy NIL, szereg projektowanych rozwiązań przewidzianych w projekcie skierowanym do konsultacji, dotyczących sposobu powoływania koronera oraz dokumentowania stwierdzania zgonów, budził zastrzeżenia i krytyczne uwagi samorządu lekarskiego (stanowisko nr 122/19/P-VIII Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 19 grudnia 2019), które zostało przekazane ministrowi zdrowia.

- Niestety, od listopada ub.r. prace nad projektem nie były w MZ kontynuowane. Nie przedstawiono kolejnej jego wersji i do chwili obecnej nie został on skierowany na następny etap procesu legislacyjnego. Dlatego też istnieją uzasadnione wątpliwości czy i w jakim kształcie ustawa o stwierdzaniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów wejdzie w życie w dniu 1 stycznia 2021 r. - dodaje Hołubicki.

Jak przekonuje dr Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, jednym z podstawowych błędnych założeń krytykowanego projektu ustawy było powoływanie koronerów z poziomu województwa.

- Wnioskowaliśmy o ich powoływanie z poziomu powiatów, z koniecznością współpracy pomiędzy sąsiadującymi jednostkami terytorialnymi. Koronera może mianować czy wskazywać nawet prezydent, ale musi być umocowany w powiecie i współpracować z sąsiednimi - podkreśla prezes PPOZ.

Epidemia wszystko zmieniła
Prace nad ustawą rozwiązującą systemowo problem stwierdzania, dokumentacji i rejestracji zgonów jesienią stanęły zatem w miejscu. Pandemia spowodowała jednak, iż problem stał się na tyle pilny, że znalazł swoje miejsce w uregulowaniach tzw. „tarczy antykryzysowej”.

W tej z 2 marca, po aktualizacji w par 7g wskazano, że to wojewoda powołuje lekarzy i lekarzy dentystów do stwierdzania zgonów osób podejrzanych o zakażenie wirusem SARS-CoV-2 albo zakażonych wirusem poza szpitalem, a zadania wykonywane mają być na podstawie umowy z wojewodą i finansowane ze środków budżetowych pozostających w gestii wojewody.

To doraźne rozwiązanie nie wszędzie się jednak w praktyce sprawdziło. W czasie najgorętszego czasu epidemii wojewoda mazowiecki apelował do lekarzy i lekarzy dentystów o podjęcie się funkcji koronera - z miernym rezultatem.

Z kolei, jak mówi dr Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego, na Dolnym Śląsku udało się powołać koronerów w jednej trzeciej powiatów województwa. Tam, gdzie ich nie powołano, problem pozostał. Dodatkowo, jak podkreśla prezes Krajewski, rozwiązanie, „covidowe” ma obowiązywać jedynie w czasie epidemii. Co dalej? Na razie nie wiadomo.

Problemy z powołaniem koronerów, którzy mieli funkcjonować już w kwietniu, miało Mazowsze, Małopolska, Wielkopolska i inne regiony. Lekarzy nie skusiły stawki wynagrodzenia za stwierdzenie zgonu osoby podejrzanej o COVID-19 w wysokości 738 zł.

Nie tylko pieniądze
Jak podkreśla dr Jarosław Biliński, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, ocena, czy kwoty zaproponowane zarówno przez ustawodawcę dla koronerów (w projekcie ustawy z listopada ub. roku - 15 proc. kwoty przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za poprzedni rok) jak i przez wojewodę dla osób stwierdzających zgon osób podejrzanych o zakażenie Covid-19, są wystarczające, pozostaje indywidualną kwestią dla każdego lekarza.

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy propozycje wynagrodzenia za czynności koronera, biorąc pod uwagę znaczne zróżnicowanie zarobków w naszym zawodzie, są odpowiednie. Ostatecznie zweryfikuje je rzeczywistość i rynek - mówi wiceprezes Biliński.

- Należy jednak podkreślić, że stawek za stwierdzenie zgonów podczas epidemii nie można traktować jako czynnika przesądzającego o chęci podjęcia się tej funkcji przez lekarzy. Przyjęcie na siebie obowiązków koronera wymaga nieustannej gotowości, co ma niebagatelny wpływ nie tylko na życie zawodowe, ale i osobiste. Jednocześnie warto przypomnieć, że lekarze stanowią grupę zawodową, która pracy poświęca często znacznie więcej niż 40 godzin tygodniowo. Na problem ich nadmiernego obciążenia jako izba lekarska zwracamy uwagę nieustannie - dodaje.

Zmuszani do łamania prawa?,
Jak stwierdza Bożena Janicka, mimo, że zgodnie z obowiązującymi przepisami wojewoda ma powoływać lekarzy i lekarzy dentystów do stwierdzania zgonów osób podejrzanych o zakażenie SARS-CoV-2 albo zakażonych tym wirusem poza szpitalem, to właśnie lekarze POZ, którzy nie mają uprawnień do stwierdzania zgonów w przypadku COVID-19, są do tego zmuszani. Dzieje się tak, bo koronerów po prostu nie ma, a ich zadania pozostaje tylko zrzucić na barki kogoś innego.

Prezes PPOZ wskazuje, że epidemia koronawirusa jeszcze bardziej uwidoczniła i pogłębiła problem związany ze stwierdzaniem i dokumentacją zgonów poza szpitalami.

- W końcu resort zdrowia podjął pierwsze kroki w tym zakresie. Kwestię uregulowano w art. 7g ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID 19. Przepisy jednak, czego niestety obawialiśmy się od początku, choć istnieją, to wielu przypadkach wyłącznie na papierze - ocenia dr Janicka.

Zdaniem dr Jacka Krajewskiego, listopadowy projekt ustawy o koronerach przepadł, mimo wielu apeli lekarzy rodzinnych o systemowe rozwiązanie problemu i powołanie korpusu koronerów, którzy stwierdzaliby zgony, a lekarze rodzinni jedynie konsultowaliby z nimi kwestie dotyczące swoich pacjentów.

- Korpus koronerów mógłby liczyć 400-500 osób, odpowiednio przeszkolonych, klasyfikujących i kodujących zgony według jednego schematu. Obecnie każdy to robi po swojemu. W efekcie czytając akt zgonu często zastanawiam się z jakiego powodu umarł pacjent. A przecież taka rzetelna wiedza byłaby, z punktu widzenia epidemiologii, bardzo przydatna dla całego systemu ochrony zdrowia - mówi prezes Krajewski.