Koronawirus każe rozmawiać nie tylko o prawach, ale i obowiązkach pacjenta

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 23 marca 2020 05:59

Samorząd lekarski zaproponuje ustawowe zapisy obejmujące obowiązki pacjentów. W czasach koronawirusa sprawa nabiera nowego znaczenia. Polacy wykupują masowo suplementy diety i leki. Bywa, że zatajają przed dyspozytorami pogotowia i ratownikami medycznymi informacje o podejrzeniu u siebie zakażenia. Dlatego właśnie teraz warto głośno mówić o odpowiedzialności obywateli za swoje zdrowie.

W czasach koronawirus dyskusja o obowiązkach pacjenta jest bardzo aktualna; FOT. Shutterstock

Chodzi o propozycję Naczelnej Izby Lekarskiej, aby - podczas dalszych prac nad nowelizacją Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta - zawrzeć w niej obowiązki pacjentów, m.in. zakaz zatajania informacji o stanie zdrowia. Dzisiaj, w czasach koronawirusa,  takie sugestie nabierają szczególnego znaczenia. - To kwestia istotna dla powodzenia terapii - uzasadniał wcześniej prof. Andrzej Matyja, prezes NRL.

Dyskusja o nowelizacji Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, i potrzeby zapisania w niej również obowiązków pacjentów trwa od dłuższego czasu. Przypomnijmy, że propozycję nowelizacji ustawy przygotował jeszcze pod koniec 2018 r. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, a rekomendacje zmian przedstawił w grudniu 2019 r. powołany przez ministra zdrowia pacjencki Zespół ds. opracowania propozycji ustawowych regulacji dotyczących praw i obowiązków pacjentów.

Zarówno RPP jak i zespół proponowali zapisanie w ustawie obowiązków pacjenta dotyczących m.in. stosowania się do zaleceń lekarskich, poszanowania innych pacjentów i personelu medycznego. Niedawno poznaliśmy opinię lekarskiego samorządu. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej przedstawiło stanowisko odnoszące się do końcowego raportu zespołu reprezentującego organizacje pacjenckie.

NRL: obowiązek jako ostrzeżenie
Jak przypominał prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, samorząd lekarski w propozycjach przedstawionych ministrowi zdrowia także sugerował, aby prace nad zmianami w ustawie obejmowały wprowadzenie do jej treści zbioru obowiązków pacjenta. Proponował m.in. nałożenie na pacjenta obowiązku przekazywania personelowi medycznemu pełnych informacji dotyczących stanu zdrowia oraz o przyjmowanych lekach. Postulował też wprowadzenie zakazu zatajania informacji czy podawania informacji nieprawdziwych.

- Z niedawno opublikowanego raportu dotyczącego polipragmazji, opracowanego przez NFZ wynika, że około 1/3 Polaków po 65. roku życia przyjmuje co najmniej 5 leków dziennie. Taka polipragmazja, gdy pacjenci nie są świadomi konsekwencji, staje się groźna dla zdrowia osób starszych obciążonych dodatkowymi chorobami - nadciśnieniem, niewydolnością krążenia. Dlatego ważne, by będąc na wizycie u lekarza pacjenci starali się przekazać wszystkie aktualne spisy przyjmowanych leków wraz z dawkami. Co istotne, dotyczy to nie tylko leków zakupionych w ramach ordynacji, ale też kupowanych bez recepty oraz suplementów diety - mówił nam prof. Andrzej Matyja.

Wpisanie obowiązku o podawaniu lekarzowi wszystkich istotnych informacji o stanie zdrowia i przyjmowanych lekach pełniłoby rolę ostrzeżenia dla pacjentów, ale bez sankcji. - Tu nie chodzi o wyciąganie konsekwencji, bo trudno je stosować wobec człowieka chorego, wymagającego pomocy, ale o uświadomienie pacjentowi, jak powinien się zachować dbając o zdrowie - podkreśla.

Podobne stanowisko reprezentował Rzecznik Praw Pacjenta, wpisując w projekt ustawy punkty mówiące m.in. o dbałości pacjenta o właściwy przebieg procesu terapeutycznego oraz o koniecznej współpracy z lekarzem.

- Jeśli pacjent oczekuje efektów leczenia, a nie zamierza podawać pełnej informacji o swoim stanie zdrowia, to konieczna jest refleksja po co chce skorzystać z porady lekarskiej. Zatem takie zalecenie powinniśmy mimo wszystko jednak mieć zapisane w prawie, ale jako element edukacji, przypominania, bez sankcji - mówi Jakub Gołąb, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Komunikacji Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Samoleczenie chlorochiną - to nie jest dobry pomysł
Dzisiaj, w czasach koronawirusa, wszystkie powyższe uwagi nabierają nowego znaczenia. Pacjenci wykupują masowo suplementy diety i leki. Z aptek zniknęła chlorochina, bo pojawiła się informacja, że jej stosowanie może hamować infekcję koronawirusem. Chlorochina nie może być jednak przyjmowana bez nadzoru.

- Zdecydowanie przestrzegam przed jej stosowaniem w warunkach ambulatoryjnych. Pamiętajmy, że leki mają działanie niepożądane, a jeśli są stosowane z innymi lekami, a przecież pacjenci chorują na inne schorzenia, mogą wchodzić w nie do końca poznane interakcje - apelował w TVN24 prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii UM w Białymstoku, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Wiadomo, że chlorochina, szczególnie stosowana w dużych dawkach, a takie właśnie są rekomendowane w leczeniu COVID-19 (500 lub 1000 mg na dobę przez 7-10 dni) może nieść ze sobą ryzyko retinopatii i nieodwracalnej utraty wzroku. Czy ci pacjenci, którzy postanowili na własną rękę leczyć się chlorochiną, szczególnie ci w polipragmazji, przyjmują ją pod kontrolą swoich lekarzy? Wątpliwe...

Czytaj też: Koronawirus: farmakolog ostrzega przed zażywaniem leków na własną rękę

Niestety, czas koronawirusa pokazuje, że - obok w zdecydowanej większości pozytywnych przypadków współpracy z personelem medycznym - pacjenci zatajają także informacje niezmiernie ważne dla bezpieczeństwa zdrowotnego innych osób, w tym personelu medycznego, np. te dotyczące możliwego kontakt z osobą zarażoną koronawirusem.

"Nie oszukujcie służb medycznych i nie zatajajcie informacji o stanie swojego zdrowia! Dziś skłamiecie, jutro nie będzie miał Wam kto udzielić profesjonalnej pomocy. My, lekarze, pielęgniarki, diagności laboratoryjni, farmaceuci, fizjoterapeuci, ratownicy i radiolodzy będziemy na kwarantannie lub będziemy sami zmagać się infekcją. Stosujcie się do zaleceń. To nie jest trudne!" - napisali w specjalnym apelu do pacjentów prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych Alina Niewiadomska oraz prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów Maciej Krawczyk.

Kiedy pacjent nie pamięta...
Dzisiaj, w czasach reżimu narzuconego przez koronawirus, nie pora na dyskusje, pozostają apele. Czy - w już spokojniejszym czasie - organizacje pacjenckie, w dyskusji m.in. z lekarzami podejmą temat obowiązków, takich które na co dzień miałby realizować pacjent?

Urszula Jaworska, prezes zarządu Fundacji Urszuli Jaworskiej, która przewodniczyła pracom wspomnianego ministerialnego zespołu złożonego z przedstawicieli organizacji pacjenckich, zgadzała się, że należy rozmawiać nie tylko o prawach pacjenta, ale i o obowiązkach.

Przyznaje, że zatajanie przez pacjenta informacji lub podawanie informacji nieprawdziwych może zniweczyć efekt terapeutyczny. Uważa jednak, że w warunkach codziennej terapii pacjent nie zawsze pamięta co mówił do niego lekarz. - Zgadzam się, podawanie rzetelnych informacji lekarzowi powinno być czymś oczywistym. Jednak w dużej mierze zależy to także od tego czy informacje przekazywane pacjentowi są przedstawiane w sposób zrozumiały i jasny, bez naukowych sformułowań i w możliwym do przyswojenia przez pacjenta języku - mówi nam Urszula Jaworska, odnosząc się do propozycji zawartych w stanowisku NRL.

Dodaje: - Aby zakaz zatajania - jak proponuje NRL - mógł funkcjonować, każdy lekarz powinien wpisywać w dokumentację medyczną rzetelną informację na temat stanu pacjenta i oczywiście każdy kolejny lekarz, za zgodą pacjenta, powinien mieć dostęp do takich informacji - mówi nam przewodnicząca zespołu.

Wśród propozycji NRL (zawartych w stanowisku Prezydium NRL), która może być uznana przez środowiska pacjenckie w przyszłej dyskusji za kontrowersyjną, jest uwzględnienie możliwości odstąpienia od leczenia przez lekarza, ale przy jednoczesnym jego obowiązku wskazania pacjentowi możliwości uzyskania leczenia w innych podmiotach.

- Tu mówimy o sytuacji, która nie spowoduje zagrożenia dla życia pacjenta. Takie sytuacje trudne zdarzają się ze względu na wymuszanie przez pacjenta pewnych działań - zwolnień, recept czy kwestionowania decyzji terapeutycznych, bądź nie podejmowania leczenia - uważa prof. Andrzej Matyja.

Zaznacza: - Stąd uzasadnionym rozwiązaniem byłoby danie lekarzowi prawa wskazania innego podmiotu leczniczego, do którego ten pacjent mógłby się udać, jeśli nie jest zadowolony z efektów leczenia, bądź nie zgadza się ze swoim lekarzem.

Zrozumieć chorego
Jak mówi nam Urszula Jaworska rzadko zdarza się, żeby pacjent kwestionował decyzje terapeutyczne lub odstępował od leczenia: - Zazwyczaj są ku temu jakieś przesłanki: brak skuteczności leczenia, uciążliwość terapii, brak dostępności do leczenia, zła komunikacja z lekarzem, czy niewłaściwe traktowanie pacjenta przez personel. Często jest to chęć zmiany ośrodka, zmiana terapii na prośbę pacjenta na skutek np. działań ubocznych danego leku - wylicza sytuacje, które wpływają na zachowanie pacjenta.

- Jest to złożony problem. Odstąpienie od leczenia nie jest fanaberią i złą wolą pacjenta, lecz często konsekwencją braku rzetelnej informacji na temat leczenia, efektów leczenia, tych bliskich i odległych. Może także wynikać z braku omówionych z pacjentem w zrozumiały sposób planów leczenia.

Jak przekonuje, to na te aspekty powinni zwrócić uwagę lekarze. - Ale istotne byśmy zrozumieli jak ten problem wygląda z punktu widzenia profesjonalistów medycznych - przyznaje.

Jak podkreśla prof. Andrzej Matyja, samorząd lekarski przedstawiając propozycje w zakresie korekty obowiązków pacjentów, ale i praw lekarzy "nie będzie się upierał, że ma we wszystkim rację", nie jest też zwolennikiem karania. Wyraźne zaznaczenie obowiązków pacjentów miałoby pełnić rolę edukacyjną.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum