Kopacz o proteście pielęgniarek w Przemyślu: widać opór po stronie organu założycielskiego

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 05 października 2018 10:45

To przykre, że pielęgniarki ze szpitala Św. Ojca Pio w Przemyślu muszą się posuwać do głodówki, żeby rozmawiać z dyrektorem, który te pieniądze ma; widać opór po stronie organu założycielskiego - powiedziała była minister zdrowia Ewa Kopacz w piątek (5 października) w TOK FM.

Kopacz o proteście pielęgniarek w Przemyślu: widać opór po stronie organu założycielskiego
Była minister zdrowia Ewa Kopacz powiedziała, że widać "bezduszność tych, którzy mogliby ten problem rozwiązać". Fot. Archiwum

Od 3 września w szpitalu im. Św. Ojca Pio w Przemyślu trwa rotacyjny protest głodowy pielęgniarek, a od 20 września odbywa się jednocześnie protest absencyjny. Część pielęgniarek przebywa na zwolnieniach lekarskich. Szpital wstrzymał planowe przyjęcia pacjentów i pracuje jak na ostrym dyżurze.

Protestujące żądają 1,2 tys. zł podwyżki. Zarząd województwa proponuje, by w tym roku pielęgniarki otrzymały bezwarunkowo 400 zł podwyżki, w przyszłym roku kolejne 200 zł bezwarunkowo w sierpniu oraz warunkowe 200 zł w kwietniu, gdy pozwoli na to sytuacja finansowa szpitala oraz następne 250 zł w 2020 roku, także warunkowo.

Kopacz zapytana, co minister zdrowia Łukasz Szumowski powinien zrobić w tej sytuacji, powiedziała, że Szumowski stwierdził, że nie jest stroną w tej sprawie i to jest prawda. Według niej, stroną jest organ założycielski, czyli marszałek województwa.

- Ja tam byłam, z przedstawicielami naszej komisji zdrowia, ale tylko niestety z opozycji. Byliśmy w Przemyślu, widzieliśmy, jak te dziewczyny mimo że głodują, strajkują, to w godzinach pracy idą i wypełniają swoje obowiązki - powiedziała Kopacz.

B. minister zdrowia powiedziała, że widać "bezduszność tych, którzy mogliby ten problem rozwiązać". Zauważyła, że dyrektor szpitala podkreślał, że placówka jest w dobrej kondycji finansowej i jest chęć polubownego załatwienia tego sporu oraz kontynuowania tych rozmów, natomiast, jak powiedziała, widać, że "jest opór gdzieś wyżej, czyli na poziomie organu założycielskiego" - powiedziała.

Dodała, że to przykre, że "pielęgniarki dzisiaj muszą się posuwać do głodówki, żeby rozmawiać z dyrektorem, który te pieniądze ma".

Zapytana o to, czy taka postawa może wynikać ze złej woli, powiedziała, że to jest pokazanie dominacji.

- Tylko że przy okazji decydują o losie polskich pacjentów i to jest przerażające - brak odpowiedzialności, ale też brak woli do rozmów i wsłuchiwania się w potrzeby tego środowiska - podkreśliła.

W czwartek do Warszawy przyjechały protestujące pielęgniarki z przemyskiego szpitala. Miały wziąć udział w posiedzeniu komisji zdrowia, której przewodniczy Bartosz Arłukowicz (PO). Około południa wraz z szefem komisji próbowały dostać się na teren Sejmu. Wejście do biura przepustek zostało zablokowane przez straż marszałkowską.

- Chcemy pokazać panu ministrowi, jaka jest nasza sytuacja. Zostałyśmy zaproszone na komisję zdrowia przez jej przewodniczącego pana Bartosza Arłukowicza. Przyjechałyśmy, bo wszystko, co mogłyśmy załatwić na płaszczyźnie szpital - związki, zostało załatwione. Jesteśmy u kresu wytrzymałości - powiedziała PAP przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Szpitalu Wojewódzkim w Przemyślu Ewa Rygiel.

- Padły konkretne propozycje, są na stole - powiedział w czwartek minister zdrowia Łukasz Szumowski po zakończeniu rozmów, w których brały udział m.in. pielęgniarki prowadzące protest w Szpitalu Wojewódzkim w Przemyślu oraz marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl.

Minister zdrowia zapowiedział, że w piątek wczesnym popołudniem wszystkie strony "skontaktują się" i będą kontynuowały rozmowy. Nie będzie to jednak bezpośrednie spotkanie, lecz "kontakt tele-zdalny", bo - jak argumentował szef MZ, "panie są wycieńczone, muszą wrócić do domu" i pracy. 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum