Jacek Krajewski: rola POZ w pakiecie onkologicznym to myślenie życzeniowe

Autor: Jacek Krajewski/Rynek Zdrowia • • 24 lipca 2014 17:33

Naszym zdaniem pakiet onkologiczny nie tyle wzmacnia rolę POZ, co dorzuca zadań i to bez poprawy warunków zgodnie, z którymi mielibyśmy udzielać tych świadczeń - mówi Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego, proszony przez nas o komentarz do uchwalonego przez Sejm tzw. pakietu onkologicznego i kolejkowego.

Wydaje się, że tzw. pakiet onkologiczny i rozwiązania za nim idące są w części myśleniem życzeniowym ministra zdrowia i posłów, którzy za tym rozwiązaniem głosowali.

Bo co nam zaoferowano? Według projektu 13 dodatkowych badań diagnostycznych i poza tym nic więcej. Lekarz POZ ma podejmować podejrzenie nowotworu, jednak możliwości uzyskania pewności, że to jest faktycznie nowotwór złośliwy są bardzo niewielkie na poziomie POZ. My możemy stwierdzić guza, na podstawie badań, które wykonujemy w ramach uprawnień. Natomiast czy to jest nowotwór złośliwy, czy też np. odczyn na jakiś czynnik, może dopiero stwierdzić specjalista AOS.

Jeżeli chodzi o szybką ścieżkę diagnostyczną, którą zaproponowało Ministerstwo Zdrowia - to w tej kwestii jest z naszej strony pełna zgoda. Wobec pacjentów onkologicznych takie działania muszą być wykonane w tym celu, żeby przybliżyć się do państw europejskich i zachować okres 8-9 tygodni procesu diagnozowania i rozpoczęcia terapii. Teraz ten okres jest znacznie dłuższy.

Aby zrealizować szybką ścieżkę, ministerstwo nakłada na jej pierwszym etapie na lekarzy POZ zadanie czujności onkologicznej, którą i tak mamy, a daje w zamian narzędzia bardzo niewystarczające. Nakłada na nas jednocześnie kaganiec w postaci wskaźnika wykrywalności nowotworów. Pojawi się obawa wśród lekarzy, by nie wysyłać pacjentów zbyt wcześnie do specjalisty. Będą czekać, aż rozpoznanie, które podejmują - że diagnozowane przez nich schorzenie może być nowotworem złośliwym - potwierdzi się w badaniach, których wykonywanie trwa dłużej.

Zatem paradoksalnie może stać się tak, że obawa o uzyskanie właściwego wskaźnika opóźni wysyłanie pacjentów z "zieloną kartą" do specjalisty zajmującego się schorzeniami onkologicznymi. Lekarz POZ, ze względu na konieczność natychmiastowego wysłania do systemu rozpoznania o podejrzeniu nowotworu, będzie się musiał dwa razy się zastanowić co robi. 

Specjaliści też są postawieni w trudnej sytuacji, gdyż zdążenie w dwa tygodnie z badaniem histopatologicznym przy wyraźnym niedoborze patomorfologów będzie bardzo trudne. Być może po pierwszych doświadczeniach zostaną podjęte jakieś działania usprawniające ten proces, jak np. dokształcenie patomorfologów czy dołożenie narzędzi w POZ. Sądzę, że takie myślenie i działanie okaże się konieczne.

Dochodzą i inne problemy. Na przykład - co z koordynatorami leczenia onkologicznego? Takich koordynatorów trzeba gdzieś znaleźć. To powinny być osoby, które już na jakimś etapie są zaangażowane w proces leczenia, znają wszystkie procedury. Takich koordynatorów nie ma, a jeśli są to w znikomej liczbie. Nie wiadomo też jakie będą mieli uprawnienia.

Co z pacjentami po remisji? Zgodnie z pakietem onkologicznym w remisji chory przestaje być pod opieką onkologiczną i wraca do podstawowej opieki. Do tej pory taki pacjent w remisji był konsultowany przez 5 lat, najpierw co 3 miesiące, potem rzadziej - przez onkologa. Teraz, jeżeli koordynator uzna, że pacjent jest w trakcie remisji, to ten pacjent wraca do POZ.

Nie wiemy jakie i czy mamy narzędzia, żeby się zajmować takim pacjentem. Czy nadal obowiązuje szybka ścieżka w odniesieniu do tego chorego, tak jak przy stawianiu rozpoznania? Jak lekarz POZ ma uspokoić takiego pacjenta, że bóle czy inne dolegliwości, które on zgłasza nie są przypadkiem objawem wznowy, skoro nie ma narzędzi? Ten proces monitorowania pacjenta po zaprzestaniu leczenia też musi być jakoś szczegółowo opisany: jakie badania, jak częste konsultacje itp. I na takie prowadzenie tego pacjenta też muszą znaleźć się środki. Ustawa o tym nie mówi.

Kolejnym dociążeniem dla lekarzy POZ jest wprowadzenie skierowań do okulisty czy dermatologa. Lekarze POZ i tak już mają mnóstwo pracy, a do tego dojdzie konieczność zajęcia się w oczekiwany sposób pacjentem onkologicznym i kolejnymi pacjentami - dermatologicznym i okulistycznym.

Trzeba pamiętać, że zanim takiego pacjenta skierujemy do specjalistyki, będziemy musieli go najpierw przyjąć, przebadać i albo pozostawić u siebie do dalszego leczenia, albo wykonać dodatkowe badania np. do dermatologa i wystawić skierowanie do specjalisty. Skierowań jest ok. 1 mln rocznie. Te do kolejnych specjalistów, to nic innego, jak dorzucenie dodatkowych obowiązków.


Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum